Grudzień 12 2018 23:56:12
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Echa Gallifrey - Rozdział VIII
Przy wydobyciu palladium podział ról był jasny: Mistrz kopał, a Jack stał i nadzorował, trzymając worek, do którego wrzucali zebrane odłamki.
- Wiesz, byłoby szybciej, gdybyś mi pomógł – rzucił Pan Czasu od niechcenia, czując na sobie wzrok Harknessa, który bez wątpienia chętnie by go wychłostał.
- Nie gadaj, tylko kop!
Humor wyraźnie Jackowi nie dopisywał. Patrzył na Mistrza z chęcią mordu w oczach, zresztą nie po raz pierwszy. Potrzebował całej swej silnej woli, by powstrzymać się od rękoczynów.
- Gdybyś mi pozwolił pójść z Doktorem, poszłoby dużo szybciej – padło z ust jego największego wroga.
- Nie zbliżaj się do niego – Harkness syknął w możliwie najbardziej jadowity sposób. - Jeśli zobaczę choćby twoją dłoń na jego ramieniu, stracisz ją. To samo tyczy się Rose, trzymaj się od niej z daleka.
Jego słowa tylko rozbawiły Pana Czasu.
- Gdzieżbym śmiał, jesteście taką uroczą rodzinką – zadrwił. - Ty i Doktor... kto by pomyślał? Przez tyle lat być na każde zawołanie faceta, który swego czasu porzucił cię jak psa. Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek powiedział ci: „kocham cię”.
- Cicho! - Jack nie miał zamiaru tracić ani sekundy na idiotyczne rozmowy z Mistrzem.
- Ale to mnie naprawdę ciekawi. Powiedział ci, że cię kocha? Chociaż raz?
Ziemianin nie zamierzał poświęcać uwagi słowom swego wroga, ale mimowolnie przeanalizował pokrótce swoje życie z Doktorem i rzeczywiście nie przypominał sobie żadnych wyznań miłości, ale z drugiej strony nie uważał tego za powód do zmartwień. Po prostu starał się zignorować natrętnego rozmówcę. Niestety cisza dolała oliwy do ognia.
- A więc nie powiedział – Mistrz uśmiechnął się szeroko, ukazując szereg nie do końca białych zębów.
- Wiem, że próbujesz mnie sprowokować, nie uda ci się – skwitował go krótko Harkness.
- Ale sam przyznasz, że chodziły ci po głowie takie myśli. Pewnie nie raz zastanawiałeś się, czy on po prostu nie próbuje sobie zapewnić opieki dla dziecka.
Tym razem Pan Czasu trafił w sedno. Jack kiedyś nie tylko zastanawiał się, czy Doktor jest z nim jedynie dla wygody, ale wręcz żył w takim przekonaniu. Teraz jednak nie miało to już żadnego znaczenia.
- Nie dbam o to, zamierzam go wspierać bez względu na wszystko.
Jego odpowiedź tylko poszerzyła uśmiech Mistrza.
- To zrozumiałe, w końcu jesteś dla niego jak pies. Dałeś się wykorzystać, dziwolągu, musiałbyś chyba mieć klapki na oczach, żeby tego nie zauważyć. Zrobił sobie z ciebie niewolnika, a ty z zadowoleniem spełniałeś każdą jego zachciankę. Mógł beztrosko podróżować po kosmosie, podczas gdy ty kąpałeś, przewijałeś i niańczyłeś nie swojego dzieciaka.
- Radzę ci kopać szybciej.
Jack chciał jak najprędzej wrócić do TARDIS, bo nie wiedział, jak długo jeszcze zdoła powstrzymywać swą pięść przed spotkaniem z twarzą rozmówcy. Jego zdenerwowanie jeszcze bardziej zmotywowało Mistrza do docinków.
- Tak trudno ci zaakceptować prawdę? Myślałem, że lubisz być jego niewolnikiem. Choć „niewolnik” to może rzeczywiście chybione określenie. W końcu to nie tak, że nic nie dawał ci w zamian. Seks był pewnego rodzaju zapłatą. Nie żeby mnie to zaskoczyło. W gruncie rzeczy nasz kochany Doktor nie różni się tak bardzo od ulicznej kurwy.
Sekundę później Jack był przy Mistrzu i trzymał go za kołnierz. Wziął zamach prawą pięścią, która jednakże zatrzymała się milimetry od twarzy Pana Czasu. Harkness uświadomił sobie w ostatniej chwili, że gdyby go uderzył, dałby mu wygrać. Od samego początku o to chodziło Mistrzowi - sprowokować go, a tym samym pokazać mu, jak bardzo jest słaby. Nie zamierzał dać mu tej satysfakcji. Puścił go i pozbierał kamienie.


Noc na planecie zapadała szybko. Jack i Mistrz ledwo zdążyli przed zmrokiem. Udało im się zebrać wystarczająco minerału i obeszło się bez rękoczynów. Nadszedł czas na drugi etap. Doktor zamierzał poświęcić mu całą noc, na szczęście nie potrzebował tyle snu, co ludzie.
- Młodzi są w swoich łóżkach? - spytał z troską Jacka.
- Tak, choć Rose upierała się, że nie jest śpiąca, ale kazałem jej się położyć.
- Dobrze. Ty też powinieneś to zrobić. Jesteś człowiekiem i musisz spać.
- Dam radę.
Trudno było oczekiwać po Jacku, że zostawi Doktora sam na sam z Mistrzem.
- To robota dla Panów Czasu, na nic się tu nie przydasz.
- Więc posiedzę.
Nie chodziło o samą troskę. Harkness wprowadzał nerwową atmosferę, ilekroć przebywał z Mistrzem w jednym pomieszczeniu. Doktor nie zmierzał pozwolić, by to go rozpraszało.
- Przestań mnie traktować jak bezbronną dziewicę, nienawidzę tego. Poradzę sobie. - Tym razem Doktor nie ustępował.
- Ale...
- Jack, nie będę z tobą dyskutować. Prześpij się.
Nawet Harkness nie umiał się przeciwstawić, gdy sprawa została postawiona w taki sposób.
- Gdyby coś się działo, wołaj. Będę w najbliższej sypialni. - Ziemianin spokorniał i odmaszerował.
Mistrz odruchowo się uśmiechnął.
- Jednak miałem rację, że dziwoląg jest jak pies – skomentował.
Doktor go zignorował i wziął się do pracy. Przy pomocy konsoli wygenerował odpowiednie przyrządy. Przesypał kamienie do naczynia i zaczął rozpuszczać je korzystając ze specjalnego lasera. Mistrz uczynił to samo z drugą porcją. Milczeli dość długo, a gdy cisza wreszcie została przerwana, Doktor zdziwił się, że w pierwszej kolejności usłyszał takie, a nie inne pytanie:
- Więc jakie to było uczucie trzymać Rose w ramionach po raz pierwszy?
Spodziewał się wszystkiego - docinków na temat jego związku z Jackiem, wyrzutów, że porzucił przyjaciela w potrzebie - ale nie tego.
Na chwilę zaprzestał pracy, bo przypomniał mu się dzień, w którym urodziła się Rose. Przywołał emocje, które mu wtedy towarzyszyły.
- To było najwspanialsze uczucie, jakie mnie spotkało – wyznał rozmarzony.
Przez moment Mistrz wpatrywał się w niego w ciszy i wydawało się, że i on się wzruszył. Wyobrażał sobie, jakby to było, gdyby mógł uczestniczyć w tamtym szczególnym wydarzeniu, gdyby on również mógł wziąć małą Rose na ręce.
- Nie żałujesz zatem, że ci ją dałem?
Doktor nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Został potraktowany okrutnie i nie chciał sobie tego przypominać, ale teraz nie potrafił wyobrazić sobie życia bez Rose.
- Wracajmy do pracy – zasugerował.
Milczenie nie trwało zbyt długo. Było jeszcze wiele tematów, które Mistrz zamierzał poruszyć. Nie śmiałby zmarnować takiej okazji.
- Co zamierzasz zrobić, jak z tego wyjedziemy? - spytał od niechcenia.
- Na pewno nie porzucę Jacka, jeśli o to ci chodzi.
- Och, przez myśl by mi to nawet nie przeszło. W końcu jest twoim wiernym pieskiem. Zastanawiałem się raczej, czy zamierzasz mnie porzucić na pierwszej lepszej planecie, bo to przecież do ciebie takie podobne.
- Nie – odparł spokojnie Doktor, ignorując uszczypliwą uwagę.
- Zatem powrót do wariatkowa? Czy może tym razem wymyślisz coś bardziej finezyjnego?
- Nie wiem, co zrobię, ale cię nie zostawię. Jeśli jednak myślisz, że uda ci się zająć miejsce Jacka, to jesteś w błędzie.
Mistrz nie wyglądał na zaskoczonego. Drwiący uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Czyli Jack będzie twoim pieskiem, a ja więźniem? Nic się nie zmieniłeś. Pytanie tylko, co na to nasza Rose.
- Rose cię zaakceptuje, ale nigdy nie nazwie tatą. Poznałem ją na tyle dobrze, by to wiedzieć.
Zabolało, ale Mistrz nie dał po sobie tego poznać. Co nie zmieniało faktu, że miał jeszcze wiele do powiedzenia.
- Cóż, trudno, by mnie tak nazywała, nigdy nie dałeś mi szansy, by stać się jej tatą, choć to moja krew płynie w jej żyłach, a nie tego dziwoląga.
- Nie miałem wyjścia, sam zgotowałeś sobie taki los.
Czas spokojnej kulturalnej rozmowy minął, teraz Mistrz miał zamiar wyrzucić z siebie wszystkie żale. Czekał na to wiele lat.
- Nie miałem wyjścia – może wypisz to sobie na czole, bo to twój stały argument. Masz rację, nie miałeś wyjścia! Musiałeś zostawić mnie w zakładzie na wiele lat, bo nie miałeś wyjścia! Jakbyś chciał wiedzieć, elektrowstrząsy wciąż uchodzą tam za efektywną formę leczenia!
Doktorowi wcale nie było łatwo, wcale nie czuł się bezkarny. Mógł sobie wmawiać, że Mistrz zasłużył na los, który mu zgotował, ale to siebie w pierwszej kolejności obarczał odpowiedzialnością za jego czyny.
- Tak mi przykro... Przepraszam – szepnął, a smutek i żal coraz bardziej w nim wzbierały.
- Jeszcze możesz to naprawić. Ty, ja i Rose – polećmy razem w gwiazdy.
Na moment uśmiech powrócił na twarz Mistrza. Wyobrażał sobie cudowne podróże i przygody, które mogłyby ich czekać. Wszechświat był na wyciągnięcie ręki, a zarazem wydawał się tak nieosiągalny.
- Nie mogę tego zrobić – zapewnił Doktor. - Chcę ci pomóc, ale nigdy nie będziemy jak jedna szczęśliwa rodzina.
Zamiast rzucić kolejną ripostą, Mistrz oderwał się od pracy i ruszył ku drzwiom. Drugi Pan Czasu obserwował go w milczeniu. Podążył za nim prosto na polanę. Oba księżyce świeciły wysoko, sprawiając, że było widno mimo panującej nocy. Doktor nie rozumiał, co chce zrobić jego dawny przyjaciel, więc wolał mieć go na oku.
- Przypomina ci to coś? - spytał Mistrz, gapiąc się na niebo. - Nasze pierwsze wspólne wakacje. Też były tam dwa księżyce i nawet las wyglądał podobnie. Powiedziałeś wtedy, że zawsze będziemy razem.
Rzeczywiście, powiedział tak i wolał sobie tego nie przypominać, bo to uświadamiało mu, jak bardzo zawiódł swojego przyjaciela.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego to rozgrzebujesz? - spytał z bólem w głosie. - To niczego nie zmieni.
- Wiem.
Mistrz podszedł do niego. Stał z nim twarzą w twarz. Nie zachowywał się już jak szaleniec, i to w tym wszystkim było najbardziej przerażające.
- Więc czego od mnie chcesz?
Obeszło się bez słów. Mistrz pocałował go bez żadnego uprzedzenia. Minęło kilka sekund, nim Doktor się zreflektował. Odepchnął go gwałtownie, choć nie wyglądał na jakoś specjalnie zdenerwowanego. Zdecydowanie przeważało zaskoczenie.
- Wracajmy.
- Nie!
Mógł w każdej chwili odejść, a jednak posłuchał Mistrza i został, jakby próbując zrozumieć, co siedzi w jego umyśle.
- Masz wszystko, a ja nic. Przynajmniej jakieś dobre wspomnienie mógłbyś mi zostawić – padło z ust blondyna. Ust, które znajdowały się niebezpiecznie blisko twarzy rozmówcy.
- Naprawdę sądzisz, że po tym, jak mnie wykorzystałeś, mógłbym zrobić coś takiego? - Głos Doktora był oziębły i poważny.
Mistrz jeszcze bardziej się do niego zbliżył, przysuwając usta do jego ucha.
- Tym razem chcę, żebyś to ty mnie posiadł – szepnął i wiedział już, że Doktora przeszedł dreszcz.
- To nic nie zmienia. Wracajmy do TARDIS.
- Mówisz tak, ale myślisz co innego.
Cudownie było oglądać Doktora, jak się łamie, waha i próbuje za wszelką cenę ukryć, co siedzi w jego duszy. Mógł oszukać niejednego człowieka, ale nigdy nie oszukałby Mistrza.
- Gdzieś tam wciąż jest cząstka ciebie, która mnie pragnie. Nawet po tym, co zrobiłem. Nie masz do mnie żalu, bo wiesz, że na to zasłużyłeś. A teraz się boisz, że może ci się spodobać. Że może się spodobać nam obu.
Umiał go torturować, nawet słowami, nawet samą swą obecnością. Próbował obudzić w nim jego najmroczniejszą część, którą tak skrupulatnie przed wszystkimi ukrywał. Co najgorsze, miał szansę powodzenia.
- Jedno małe wspomnienie, a zostawię cię w spokoju. - Mistrz objął go i oparł o pobliskie drzewo. - Wiele się przez ciebie nacierpiałem, jesteś mi to winien.
Aż zdziwił się, że Doktor tak długo pozwalał mu na pocałunki bez cienia protestu. W końcu przywołał się do porządku, ale do tego czasu zdążyli opaść na ziemię, a Mistrz usiąść na nim okrakiem i rozwiązać mu krawat.
- Nie mogę – wydyszał Doktor. - To jest złe, absolutnie złe.
- Więc powiedz, żebym przestał, to przestanę.
Mistrz wiedział już, że zwyciężył. Zatkał mu usta pocałunkiem i nie spotkał się z żadnym oporem. Poczuł wręcz, że jego partner zaczyna odpowiadać i również smakować jego wargi. Nawet gdy na chwilę się od siebie oderwali, Doktor nic nie powiedział. Oddychał ciężko, pewnie wciąż prowadził walkę ze swoją ciemną stroną, ale najwyraźniej ją przegrywał.
- Wejdź we mnie, proszę... - Mistrz szepnął słodko i wsunął mu dłoń w spodnie.
Jakaż to była pokusa. Nawet Pan Czasu nie umiał się jej oprzeć.


Aestański statek spokojnie dryfował w czarnej otchłani kosmosu. W kwaterze Królowej panował półmrok. Kobieta siedział na jedwabnych poduszkach, pogrążona jakby w transie. Oczy miała zamknięte, ale umysł otwarty na wszelkie nieprawidłowości w rozkładzie energii wypełniającej przestrzeń. TARDIS zostawiała specyficzny trop, musiała go tylko odnaleźć. Siedziała tak już od wielu godzin, ale sama nie czuła upływającego czasu.
Generał Kxgrk długo się jej przypatrywał. Jego obecność zdawała się jej nie rozpraszać. Niezbyt mu się podobała ta cała nagonka na Pana Czasu, ale musiał wypełniać rozkazy Cesarza.
- Wiem, dokąd się udali. - Królowa w końcu przebudziła się z transu. - Pora ulepszyć tę kupę złomu. Musimy dotrzeć tam jak najszybciej.


W lesie panowała szaruga, zaraz miało wzejść słońce. Doktor czuł, że jego ubranie zrobiło się mokre od trawy, a plecy bolały, bo drzewo niekoniecznie było najwygodniejszą poduszką. Mistrz oparł głowę o jego ramię, co mogło się wydawać wręcz urocze. Wciąż siedział na nim okrakiem, delektując się największą bliskością, na jaką mogli sobie pozwolić, większą nawet o zlania jaźni.
- Już świta. Lepiej wracajmy, zanim ktoś się zorientuje – powiedział Doktor, przeżywając największego kaca moralnego w swoim życiu.
Mistrz niechętnie się od niego oderwał i wstał. Ubrał spodnie, po czym, jak gdyby nigdy nic, udał się do TARDIS. Doktor zapiął rozporek, przeklinając się w myślach na różne sposoby. Nie był zwycięskim Panem Czasu, zdecydowanie nie był, bo przegrał z własną ciemną stroną.
Cieszył się, że ma pracę do wykonania, bo to przynajmniej mogło choć odrobinę odwrócić uwagę od wyrzutów sumienia, które go dręczyły. Mistrz doskonale o nich wiedział i dostarczało mu to wielkiej satysfakcji. Właściwie nic już więcej nie musiał robić, zapewnił już Doktorowi odpowiednią dawkę cierpienia.
- Nie martw się, nic nie powiem. Niech to będzie znak mojej dobrej woli – powiedział z przekąsem.
Czuł się wspaniale, w przeciwieństwie do Doktora. W gruncie rzeczy Panowie Czasu nie różnili się tak bardzo od ludzi.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,458 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.