Grudzień 13 2018 01:18:49
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Echa Gallifrey - Rose razy dwa
Po raz pierwszy Doktor czuł się jak przedstawiciel ginącego gatunku. Pewnie dlatego, że wszyscy traktowali go, jakby był pod ochroną. Żadnego stresu, żadnego wysiłku, żadnej pracy i przede wszystkim żadnego podróżowania TARDIS – nie raz słyszał od Marthy te słowa. Tym razem się nie buntował, wiedział, że lekarka ma rację. Nawet jeśli obecnie czuł się dobrze, niezgodność genów mogła dać o sobie znać w każdej chwili i poważnie zagrozić jego zdrowiu.
Zaczynał się zastanawiać, czy nie powinien zmienić imienia na Domator, bo jego życie stało się wybitnie niedoktorowate. Pójście z córką do centrum handlowego zdawało się wręcz atrakcją. Gdyby teraz cofnął się w czasie i powiedział samemu sobie, że tak któregoś dnia będą wyglądać jego rozrywki, zostałby wyśmiany.
- Coś taki markotny, atar? Przecież nie lubisz siedzieć w domu. - Rose zwróciła się do swego ojca, gdy wchodzili do księgarni.
- To nie to samo, co zwiedzanie mgławicy emisyjnej NGC 604 w gwiazdozbiorze Trójkąta.
- Wiem, ale musisz nauczyć się cieszyć z małych rzeczy.
Dobrze, że przynajmniej Rose odzyskała pogodę ducha. Postanowił już nie narzekać i odwdzięczyć się córce za troskę. Drobny upominek był najlepszym rozwiązaniem. Dziewczyna z ciekawością przeglądała literaturę naukową, więc Doktor pozwolił jej wybrać najbardziej interesującą książkę i zapłacił za nią.
- Dzięki! - Rose rzuciła mu się na szyję i pocałowała w policzek.
- Wstydziłby się pan – usłyszeli nagle od kobiety, która ich obserwowała. - Młodszej się nie dało?
Skonsternowani, odprowadzili ją wzrokiem.
- Co za chamstwo – stwierdziła dziewczyna. - To pewnie przez to, że tak młodo wyglądasz.
- Uwierz mi, gdybym wyglądał starzej, ludzie mieliby takie same skojarzenia – skomentował Doktor z niesmakiem.
- Nie chcesz wiedzieć, co powiedziała jedna moja pseudokoleżanka, kiedy zobaczyła cię, gdy przyszedłeś po mnie pod szkołę.
- Masz rację, nie chcę.
- Mogłam jej nie uświadamiać, ewidentnie zżerała ją zazdrość – zachichotała Rose i wyszli na korytarz.
Nie była fanką zakupów, ale przyglądała się wystawom mijanych sklepów.
- Przydałyby ci się nowe ubrania. Zaczyna być widać – stwierdziła, spoglądając na niedopiętą marynarkę Doktora.
- Na razie dobrze to maskuję, nie martw się o mnie – odparł.
Nagle dziewczyna zauważyła znajome miejsce, chwyciła więc ojca za rękę i pociągnęła za sobą.
- Tu są najlepsze lody w Cardiff – oznajmiła z ewidentnym zadowoleniem.
Usiedli przy stoliku, a w zasadzie usiadł tylko Doktor, bo córka była gotowa obsłużyć go w sekundę.
- Nie ruszaj się z miejsca, ja ci przyniosę – powiedziała, uśmiechając się. - Bananowe, prawda? Podwójna porcja.
Pan Czasu nawet nie próbował protestować. Ostatnio wszyscy traktowali go protekcjonalnie, ale w przypadku Rose było to urocze. Skoro troska o niego przynosiła jej taką radość, nie zamierzał pozbawiać jej przyjemności.
Siedząc przy stoliku, przypatrywał się przechodzącym ludziom. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nagle nie ujrzał znajomej twarzy. Nie chodziło o sam fakt, że osoba, którą miał przed oczami, kogoś mu przypominała. Sęk tkwił w tym, kogo mu przypominała. Nie widział jej od lat, ale nigdy by jej nie zapomniał. Przez chwilę zdawało mu się, że ma przywidzenia, ale kobieta, która stała na promenadzie i trzymała coś w rodzaju i-phone'a, naprawdę wyglądała jak Rose Tyler. Miała krótsze włosy, ale jej twarz niewiele się zmieniła, nawet biorąc pod uwagę upływ lat.
Doktor odruchowo wstał, gapiąc się na nią ostentacyjnie. Kiedy ich spojrzenia spotkały się, nie miał już wątpliwości, że to naprawdę ona. Zadrżał i poczuł niesamowite wzruszenie. Spotkali się, po tylu latach. Nawet nie wiedział, co powiedzieć.
Rzuciła mu się w ramiona, ale na szczęście obeszło się bez łez. Wyglądała na niesamowicie szczęśliwą, podobnie jak on. Uwierzył, że życie jeszcze nie raz może go zaskoczyć.
- Jakim cudem... - wymamrotał, wciąż nie mogąc się nacieszyć widokiem dawnej towarzyszki.
- Bardzo wysoka aktywność szczeliny, występująca jednocześnie w obu światach, na to pozwoliła. Nie miałam żadnej gwarancji, że cię znajdę, ale musiałam spróbować. Nigdy o tobie nie zapomniałam – wyznała.
Pokazał jej swój najpiękniejszy uśmiech, który wyrażał więcej niż tysiące słów.
- Wykrywacz żywych organizmów – pokazała urządzenie przypominające i-phone'a. - Odróżnia Panów Czasu od ludzi, dlatego mogłam cię znaleźć. Dziwne, pokazuje, że w pobliżu znajduje się ktoś jeszcze z twojej rasy.
I wtedy wróciła młoda Rose z dwoma pucharkami. Spojrzała na kobietę z zaciekawieniem i zauważyła, że ta przygląda jej się z jeszcze większym zainteresowaniem. Doktor nie przewidział takiej sytuacji, ale czuł, że musi coś powiedzieć.
- Rose, to jest... Rose – zwrócił się do byłej towarzyszki, zdając sobie sprawę, że wprawił ją w jeszcze większe zdziwienie.
Trudno było nie zauważyć podobieństwa dziewczyny do Doktora. Miała te same oczy, podobny kolor włosów i równie smukłą, wręcz chłopięcą sylwetkę. Do tego odczyt na wykrywaczu mówił sam za siebie.
- Masz na imię Rose? - powiedziała ze zmieszaniem kobieta.
- Zgadza się, Rose Harkness – przedstawiła się dziewczyna.
- Harkness?!
Powstał jeszcze większy zamęt, więc Doktor musiał włączyć się do dyskusji.
- Rose, idź po lody dla Rose – zwrócił się do córki. - A my lepiej usiądźmy.
Wszyscy uczynili tak, jak powiedział. Istniał jeden sposób, by wyjaśnić wszystko przybyszce możliwie jak najszybciej.
- Pokażę ci coś.
Doktor dokonał zlania jaźni z przyjaciółką. Zamierzał w wielkim skrócie pokazać jej swoje życie od czasu, gdy zostali rozdzieleni. Oczywiście oszczędził jej drastycznych scen, ale bolesne wspomnienia też musiał ujawnić. Rose ujrzała wszystkie kluczowe wydarzenia, dowiedziała się, kim jest jej imienniczka i poznała jej pochodzenie. Dowiedziała się o Jacku i Mistrzu, o ich roli w życiu Doktora.
- Niesamowite – wyszeptała. - Nigdy bym nie pomyślała, że tak się wszystko potoczy.
- Nikt by nie pomyślał.
Młoda Rose ponownie wróciła z lodami. Jej wyraz twarzy wskazywał, że dokonała ważnego odkrycia.
- Ależ ja jestem głupia, że od razu się nie zorientowałam. Jesteś Rose Tyler! - powiedziała podekscytowana. - Wiesz ile on o tobie opowiadał? Wróciłaś na dobre?
- Nie, wkrótce przejście się zamknie. Nie mam zbyt wiele czasu – wyjaśniła kobieta.
Doktor nie liczył na nic więcej. Sam fakt, że się spotkali, nieważne, na jak długo, wynagradzał mu wszystkie nudne dni, które musiał spędzić w domu.
- Pokazałem ci swoje życie. Jak potoczyło się twoje? - spytał i oblizał łyżeczkę po lodach.
- W porządku, wyszłam za mąż, mam bliźniaki... Straszne urwisy – zaśmiała się starsza Rose. Mogłaby godzinami opowiadać o swoim życiu, ale Doktor bardziej ją fascynował. - Wciąż nie mogę uwierzyć, że masz córkę. I to jeszcze w taki sposób. Jesteś jedną chodzącą niespodzianką, wiesz? I do tego Jack... rany, nieprawdopodobne! - ekscytowała się. - Chociaż w sumie od samego początku czuł do ciebie miętę.
- Musieliście mieć super przygody – rozmarzyła się młoda Rose, która zdążyła złapać bakcyla i łaknęła podróży przez czas i przestrzeń.
- Na pewno ciebie czekają podobne, jeśli nie lepsze – odparła kobieta. - Ile masz lat tak w ogóle?
- Za dwa miesiące skończę szesnaście.
- To znaczy, że jesteś w wieku mojego brata – uśmiechnęła się starsza Rose.
- Ja też będę mieć brata – wypaliła Pani Czasu, chcąc się pochwalić, i szybko zamknęła sobie usta, bo zdała sobie sprawę, że nieumyślnie się wygadała.
Nie sądziła, żeby Doktor zamierzał ukrywać tę informację, ale pewnie wolał o wszystkim powiedzieć sam, więc Rose zrobiło się głupio, bo miała wrażenie, że wszystko zepsuła. Kobieta potrzebowała chwili na przeanalizowanie jej słów. Otworzyła usta, jakby chcąc coś powiedzieć, ale milczała. Przeniosła spojrzenie na Doktora, starając się wyczytać cokolwiek z jego twarzy. Nic nie powiedział, bo przypuszczał, że nie musi składać wyjaśnień.
- Bez jaj! - wypaliła starsza Rose z głupim uśmiechem. - Niemożliwe!
- Uwierz mi, że tego nie planowałem – zapewnił Doktor, w pełni rozumiejąc zdumienie przyjaciółki.
- Ty i Jack... A to ci dopiero! Świat stanął na głowie! Gratuluję! - Kobieta uściskała Pana Czasu, nie przejmując się zbytnio, że dzielił ich stolik.
Nie wiedziała wszystkiego. Nie wiedziała, jak niebezpieczna jest ciąża międzygatunkowa. Jednak Doktor oszczędził jej tych informacji. Po co miał ją martwić?
- Wiecie, co myślę? - rzekła starsza Rose. - Musimy zamówić coś jeszcze. Mamy sobie naprawdę dużo do opowiedzenia.
Wyjście z córką do centrum handlowego naprawdę okazało się wielką atrakcją.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,680 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.