Grudzień 12 2018 23:56:02
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Wywiad z piratem - Rozdział II
Z wszystkich miejsc na Ziemi dom państwa Roronoa był ostatnim, w którym Ian Livingstone spodziewał się znaleźć, a jednak zaproszono go do tego przybytku i to nie on wystąpił z inicjatywą lecz sam Zoro. Młody pisarz do tej pory nie rozumiał, co nakłoniło nieugiętego szermierza do rozmowy. Każdy pismak dałby się pokroić, żeby choć przez pięć minut znaleźć się na miejscu Iana.
- Proszę, to prezent – twórca wręczył Zoro butelkę bardzo drogiej wódki.
Nie bacząc na etykietkę, Roronoa otworzył flaszkę i upił trochę.
- Mocne – oznajmił ocierając usta, z tonu jego głosu wynikało, że miał na myśli „dziękuję, wyborne”.
- Czuję się niezwykle zaszczycony, tylu uznanym magazynom pan odmówił, a mnie zaprosił wprost do swojego pięknego domu – uśmiechnął się młody mężczyzna.
- Przyszedł tu pan, żeby mi dupę lizać, czy robić wywiad? – Zoro wyraźnie chciał mieć już wszystko za sobą. Usiadł w fotelu, kładąc flaszkę na stoliku.
- Naturalnie, wywiad... – Ian nerwowo przeczesał dłonią włosy, usiadł i wyjął wszystko, co potrzebne. Słyszał o porywczości swego rozmówcy i wolał go nie drażnić.
- Tyle pan zdążył napisać? – Zoro wskazał na plik kartek.
- Tak, to wstępny szkic.
- Chcę zobaczyć.
- Oczywiście... – pisarz podał manuskrypt rozmówcy.
Najwyraźniej Roronoa miał pewne problemy z odczytaniem tekstu, bo na jego twarzy malowało się ogromne skupienie. Nic dziwnego, zresztą. Ian chrząknął i delikatnie obrócił kartki, tak że tekst nie był już do góry nogami. Zoro dał za wygraną. Mruknął coś pod nosem i sięgnął do szuflady po okulary o szkłach grubości denek od słoików. Założył je niechętnie i z podejrzliwą miną zaczął wertować kartki. Niektórym fragmentom przyglądał się dokładniej, zszokowany i wkurzony jednocześnie.
- Znalazł pan jakieś nieścisłości? – mina Zoro zaniepokoiła Iana.
Problem szermierza polegał na tym, że nie do wszystkiego chciał się przyznawać, ale też nie był dobry w kłamaniu, dlatego musiał znaleźć jakąś okrężną drogę.
- Z tego tekstu wynika, że zostałem zmuszony do ożenku! – Obrzuł się Roronoa i cisnął manuskryptem.
- A tak nie było? – pisarz już czuł, że pożałuje swoich słów.
Zoro zmierzył go surowym spojrzeniem, ale zachował spokój
- Od samego początku doskonale wiedziałem co robię. Prawdziwy facet zawsze bierze odpowiedzialność za swoje czyny, a z tym stryczkiem to był żart – dziadek napił się łyka wódki. Nie za dobrze szło mu maskowanie kłamstw.
- Nie wątpię, że wiedział pan, co robi – Ian starał się udobruchać rozmówcę. – Czy są jeszcze inne fragmenty, które chciałby pan skomentować?
- Pewnie, że są. Jak to ludzie przeczytają, pomyślą, że zostawiłem załogę dla rodziny. Nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. Żadne z nas by tego nie zrobiło. Owszem, zdarzały się przerwy, bo dzieci jakoś trzeba było wychować, ale byliśmy z kapitanem praktycznie do samego końca.
- Niezwykłe oddanie.
- Tylko nie zrozum mnie pan źle, nie jestem pedałem. Nie leciałem na swojego kapitana, a już tym bardziej nie na kucharza, jak niektóre oszołomy sugerują.
- Nie to miałem na myśli – Ian nerwowo sprostował. – Chodziło mi o to, że byliście oddanymi przyjaciółmi.
- Ano – przytaknął Roronoa i upił kolejnego łyka.
- Doskonale, wiem co skorygować – uśmiechnął się pisarz. Domyślał się już, że Zoro zaprosił go tylko po to, żeby mieć wgląd do manuskryptu. Ian nie był głupi i wiedział, że musi podejść szermierza psychologicznie, jeśli ma uzyskać więcej informacji. Następna szansa mogła się nie powtórzyć. – Mam szczęście w nieszczęściu, że pana spotkałem, ale boję się, że z książki i tak będzie niewypał. Szkoda, że nie urodziłem się wcześniej. Czytałem kiedyś wywiad z panem Sanjim, ten to dopiero umiał opowiadać. Gdybym miał szansę z nim porozmawiać, stworzyłbym prawdziwy bestseller Ale cóż, nie ma już nikogo, kto byłby tak dobrym rozmówcą – młodzieniec westchnął dramatycznie.
Na to Zoro zmarszczył brwi.
- Dobry rozmówca, też mi rzecz! A o czym on niby opowiadał? O pieczeniu drożdżówek? Ja to co innego, mogę opowiadać o wszystkim. Założę się, że wywiad ze mną będzie dużo ciekawszy.
Jeden zero dla mnie – pomyślał zadowolony pisarz.


Wyglądało na to, że Roronoa Zoro naprawdę był gotów udzielić wywiadu. Teraz wystarczyło uważać, żeby go nie zdenerwować.
- Może zacznę od czegoś, co najbardziej interesuje ludzi – powiedział twórca. – Monkey D. Luffy, jaki był?
- Znaczy kiedy?
- No... ogólnie.
- Nie ma czegoś takiego jak Luffy ogólnie.
Odpowiedź Zoro trochę zbiła pisarza z tropu. Nie do końca rozumiał o co chodzi.
- No to nie ogólnie.
Szermierz napił się wódki.
- Jak go poznałem, lubił zgrywać idiotę – łyk. – Gdy umarł jego brat, znudziła mu się ta farsa – kolejny łyk. – Chciał się zemścić, co oznaczało wojnę z całym systemem. Zresztą zna pan historię, pewnie uczyli was w szkole.
Fakt, wszyscy wiedzieli o działaniach Światowego Rządu, które uznano za największą zbrodnię wszech czasów. Każdy słyszał o V-1 i eksperymentach na ludziach, których ofiarą padł Portgas D. Ace. Powszechnie znanym był fakt, że aby stworzyć środek na zawsze neutralizujący diabelskie moce, poświęcono wiele istnień i że właśnie to pozwoliło pokonać króla piratów. I choć Ian doskonale znał historię, kiedy słuchał świadka tamtych wydarzeń, czuł się jakby poznawał ją na nowo.
- Mógłby pan to rozwinąć?
- A co tu rozwijać? Każdy o tym słyszał! Odbiliśmy Ace’a, ale jego stan był tak poważny, że nie dało już się go uratować. Luffy się wkurzył. Tyle! Co było później, też wiadomo. Spytaj mnie, człowieku, o coś ciekawszego.
Wyglądało na to, że wywiad będzie jednak trudniejszy niż Ian z początku myślał. Miał jednak przygotowane pytanie, na które Zoro powinien chętnie odpowiedzieć.
- Kim był pan dla Sanjiego? Przyjacielem? Wrogiem?
- Kim? Ja byłem dla niego ucieczką. Gdyby nie ja ten król pantoflarzy w ogóle nie miałby życia. Był na każde skinienie żonki.
- Rozumiem, że przyjaźniliście się, mimo konfliktów?
- Cholera, nawet ja mam w sobie na tyle współczucia, żeby okazać litość facetowi totalnie kontrolowanemu przez kobietę.
- Rozumiem, że pan wprost przeciwnie, był silnym patriarchą?
- Naturalnie. W życiu nie dałbym się babie omotać.


Było już długo po północy i Zoro był niemalże przekonany, że plan się powiedzie. Zabrał ze sobą wszystko co niezbędne, czyli trzy miecze. Pozostawało tylko cichaczem wymknąć się przez drzwi. Był już tak blisko, tak nie wiele dzieliło go od wolności.
- A ty co u licha wyprawiasz? – dobiegł go zdenerwowany głos żony, tym samym burząc wszelkie nadzieje na lepsze jutro.
- Nie wytrzymam tego dłużej! – Zoro krzyknął dramatycznie, łapiąc się za głowę i dając upust całej swojej frustracji. – Muszę wrócić do załogi!
- Roronoa Zoro, chyba o czymś zapomniałeś – Tashigi zeszła po schodach, jej słowa ociekały jadem, cienka koszula nocna uwydatniała zaokrąglony brzuch. – Złożyłeś mi przysięgę małżeńską. Mało tego, dzięki mnie jeszcze żyjesz. Jeśli nie chcesz zawisnąć na stryczku, lepiej dotrzymaj obietnicy.
- Kto to widział, żeby żona męża na śmierć chciała wydać?!
- Jeśli jest kryminalistą...
- Słuchaj, ja nie mogę tak zostawić przyjaciół.
Kobieta zeszła ze schodów i założyła ręce na piersiach, wyraźnie o czymś myśląc.
- W porządku, zawrzyjmy układ – oznajmiła. – Możesz teraz odejść, ale jak dziecko się urodzi, przynajmniej przez dwa lata masz się nim zajmować.
- Dwa lata?! – przeraził się Zoro.
- Nie pozwolę by moja kariera ucierpiała przez macierzyństwo.
- A co potem?
- Jak dla mnie, to możesz iść potem w diabły.
Zoro pomyślał przez chwilę i westchnął.
- Dobra, umowa stoi.



- Podobno był pan świetnym ojcem – Ian odniósł się do wywiadu z Nami.
O dziwo Zoro milczał. Zdawał się kompletnie pogrążony w myślach.
- A to lisica, wiedziała, że pokocham te brzdące. Jakże mógłbym je porzucić? – szermierz zdawał się mówić do siebie, kompletnie nie zdając sobie sprawy z obecności pisarza.
- Słucham? – zdumiał się młodzieniec.
Zoro nagle jakby powrócił do rzeczywistości, spojrzał na pisarza i zmarszczył brwi.
- Co mnie tu pan podpuszczasz?! Nie udzielam odpowiedzi na więcej pytań! Koniec! Mam teraz sjestę! – szermierz „delikatnie” przegonił Iana.
Chcąc uniknąć pakowania się w kłopoty, pisarz spakował swoje rzeczy i opuścił mury posiadłości. Jednak nie poszło aż tak dobrze jak się spodziewał.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,449 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.