Grudzień 12 2018 23:56:10
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Sztuka krzywdzenia - Rozdział II
Od czasu do czasu nauczyciel kazał mi przyjść z kotem, żeby sprawdzić czy dobrze się nim opiekuję. Do tej pory nie miał żadnych zastrzeżeń. Udało mi się zaprzyjaźnić herr Miau Miau ze Śnieżkiem. Na początku myślałem, że ten starszy pożre młodszego, ale po wielu trudach się do niego przyzwyczaił. Chyba go nawet polubił. Jeśli Śnieżek został zaakceptowany przez większego kota, to znaczy, że stał się prawdziwym członkiem rodziny.
Ostatnio niezbyt dobrze mi się układało, więc nie pałałem entuzjazmem, gdy dowiedziałem się, że mam znowu przynieść kota. Jednak zawsze dostawałem pochwałę za to jak się nim opiekuję, więc trochę mi się humor poprawił. Rzeczywiście, nauczyciel znowu był zadowolony.
- Twój kot sporo urósł – zauważył. – I jest bardzo grzeczny. Można go wziąć na kolana. – uśmiechnął się.
- Mam doświadczenie z kotami – wyjaśniłem. – Śnieżek jest moim drugim.
- Dobrze poradziłeś sobie z zadaniem. Czas na ostatnią część. Zabij go – powiedział jak gdyby nigdy nic nauczyciel i podrapał się po wąsach. Śnieżek beztrosko położył się na stole, zwijając się w kulkę.
Stałem bez ruchu, z rozdziawionymi ustami, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszałem.
- Nie... rozumiem.
- To proste. Masz zabić tego kota.
- Ale... on jest mój. Dał mi go pan na urodziny.
Mężczyzna westchnął.
- Słuchaj, każdy z was dostał zwierzaka. To nie miało nic wspólnego z urodzinami. A teraz wykonaj moje polecenie.
- Dlaczego? Przecież dobrze się nim opiekowałem – głos mi trochę zadrżał, ale starałem się nie płakać. Wszystko, tylko nie płakać. Zupełnie nie rozumiałem o co chodzi. Czy nauczyciel mówił poważnie? Może to był tylko głupi żart? Ale po co miałby żartować?
- Chłopcze, nie dyskutuj ze mną! – mężczyzna podniósł głos. – To nie jest mój kaprys, tylko zadanie do wykonania. Albo to zrobisz, albo zejdź mi z oczu!
- Jak to zadanie? Przecież to bez sensu.
- Nie prosiłem cię o opinię! Rób co mówię!
- Nie, nie zrobię tego! – zaprotestowałem. Nawet nie obchodziła mnie kara, po prostu nie potrafiłem uśmiercić czegoś co kochałem. I nawet widok rozzłoszczonego nauczyciela mnie nie przekonywał.
- Powiedz mi, co chcesz robić w przyszłości? – mężczyzna rzekł już łagodniej.
- To samo co Eryk.
- Twój brat już postanowił, że jak skończy szkołę wstąpi do SS. Wiem, że sobie poradzi, bo to najlepszy uczeń jakiego miałem. On się nie waha, on działa. Właśnie tego po was oczekuję. Sądzisz, że byłbyś w stanie zabić człowieka, skoro nie umiesz nawet zabić kota?
- Ale ja mam dopiero...
- Zamilcz! Nie obchodzi mnie ile masz lat! Rozkazów się nie kwestionuje. Jeśli nie nauczysz się tego teraz, to nie nauczysz się nigdy. Zabij to zwierzę, albo natychmiast wyjdź! – nauczyciel wrzeszczał na mnie, a ja zamiast cokolwiek zrobić stałem w miejscu, cały roztrzęsiony. – Spodziewałem się po tobie czegoś więcej. Co za hańba dla rodziny.
Nie mogłem dłużej znieść tego poniżenia. Na chwilę zacisnąłem powieki, zbierając się w sobie, po czym wyjąłem z kieszeni scyzoryk, który dał mi Eryk. Chciałem to skończyć jak najszybciej. Chwyciłem kota i poderżnąłem mu gardło. Nie chciałem patrzyć, ale musiałem, żeby nie zrobić czegoś nie tak. Krew zabrudziła mi ubranie, ale wtedy nie zwracałem na to uwagi. Odgłosy wydawane przez zwierzę były nie do zniesienia i żałowałem, że nie mogę ogłuchnąć choć na chwilę. Poczułem ulgę, gdy kot był już martwy.
Schowałem scyzoryk i starałem się trzymać przyrzeczenia: wszystko, tylko się nie rozpłakać. Spojrzałem nauczycielowi prosto w oczy, chciałem pokazać, że się nie boję, że nie żałuję, że nie czuję nic. Nawet jeśli było to kłamstwem, chyba mi się udało, bo teraz nauczyciel spoglądał na mnie z zaskoczeniem i uznaniem.
- Jeszcze będą z ciebie ludzie – położył mi rękę na ramieniu. – Możesz już iść do domu.
Udało mi się przez całą drogę nie uronić ani jednej łzy, ale gdy wróciłem, szybko przemknąłem się do swojego pokoju, żeby nikt mnie nie widział i tam się rozpłakałem. Szlochałem tak głośno, że matka usłyszała i przybiegła do mnie. Usiadła koło mnie i mnie przytuliła. Sądzę, że od początku o wszystkim wiedziała. Byłem trochę zły, że mi wcześniej nie powiedziała, ale zrozumiałem, że tak musiało być. Miałem tylko nadzieję, że ojciec i brat nie zobaczą mnie we łzach. Nie chciałem by myśleli, że jestem słaby.


Jak już wspominałem wcześniej, ojciec nigdy nie dowiedział się o moim pojedynku z Kevinem. Zastanawiałem się dlaczego. Czyżby ten dzieciak rzeczywiście tak mocno trzymał się „kodeksu” walki, że nikomu nie pisnął ani słówka? Mogłem spodziewać się tego po większość kolegów, ale nie po Kevinie. Był tchórzem i sądziłem, że wszystko wypapla rodzicom. A może bał się, że znowu ode mnie dostanie? Teorie znajdywałem różne, ale prawda okazała się zupełnie inna.
Wracałem do domu ze szkoły. Odzyskiwałem dobry nastrój, śnieg się stopił i czuło się już wiosnę w powietrzu. Nie spodziewałem się, że coś może mi ten nastrój zepsuć, ale zostałem kompletnie zaskoczony, gdy nagle drogę zagrodziło mi trzech, starszych ode mnie chłopców, z Kevinem na czele. Często chodziłem na skróty, więc znajdowaliśmy się w mało uczęszczanym miejscu. Dotarło do mnie, że moje nemezis od dawna szykowało swoją prywatną zemstę. Nie wiem kim byli chłopcy, których przyprowadził, może jego rodziną, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko to, że nie mieli dobrych zamiarów. Kevin wciąż miał jeszcze zaklejony nos i parę siniaków. Nic dziwnego, że był wkurzony.
- Już nie jesteś taki chojrak, co? – uśmiechnął się bezczelnie.
Początkowo chciałem uciekać, ale szybko zrezygnowałem z tego zamiaru. Gdybym to zrobił, nie byłbym lepszy od Kevina.
- Dołóżcie mu! – padła komenda.
Broniłem się jak mogłem, ale w pojedynkę nie miałem żadnych szans. Podczas gdy jeden mnie trzymał, pozostali bili, nawet Kevin sobie nie żałował. Tchórz. Chciałem znieść to dzielnie, nie ugiąć się. Czułem, że krew leci mi z nosa i z rozciętej wargi, a na nogach coraz trudniej mi się utrzymać. Starałem się wytrzymać jak najdłużej, ale w końcu upadłem. Bałem się, że jeśli dostanę jeszcze raz, stracę przytomność, ale kolejny cios nigdy nie nastąpił.
- Zostawcie go! – usłyszałem i podniosłem głowę na tyle na ile byłem w stanie.
Ujrzałem Eryka. Miał na sobie mundurek Hitler-Jugend i wywnioskowałem, że wraca do domu z zajęć. Tak bardzo ucieszyłem się na jego widok, że zupełnie zapomniałem o bólu. Eryk przyszedł po mnie. Przyszedł mnie uratować. On nigdy by mnie nie zostawił, myślałem.
- Cholera, to Eryk Richter – rzekł z przerażeniem jeden z chłopców.
- Spadamy. – Wszyscy trzej rzucili się do ucieczki.
Eryk ich nie gonił. Dorwał jedynie Kevina, złapał go za gardło i przycisnął do muru. Przyznam szczerze, w tym momencie nawet ja się przestraszyłem.
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do mojego brata – wysyczał w taki sposób, że dzieciak zrobił się blady jak prześcieradło. – Jeszcze raz go skrzywdzisz to uduszę cię gołymi rękoma.
- Eryk... puść go... – wydyszałem. Nie chciałem by komuś stała się krzywda. Sytuacja wyglądała zbyt poważnie.
Po chwili zauważyłem coś mokrego na spodniach Kevina. Czyżby aż tak się bał? Całkiem możliwe, biorąc pod uwagę fakt, że mój brat mógł go naprawdę zabić. Puścił go jednak, całe szczęście i pozwolił odejść. Eryk pomógł mi wstać i zaniósł mnie do domu na plecach. Chciałem iść o własnych siłach, ale nie pozwolił.
Kevina już nigdy nie spotkałem. Słyszałem, że przeniósł się do innej szkoły. Mało tego, od pamiętnego incydentu, nikt kto znał mojego brata, nie ważył się mnie zaczepiać. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później będę musiał się nauczyć radzić bez jego pomocy.


Kilka następnych dni musiałem spędzić w łóżku, choć lekarz orzekł, że obrażenia nie są poważne. Szybko odzyskiwałem siły i nudziło mi się niemiłosiernie. Całe szczęście miałem w bracie przyjaciela i kiedy mógł, dotrzymywał mi towarzystwa.
- Masz, przyniosłem ci coś – Eryk usiadł na łóżku i podał mi tabliczkę czekolady.
Ubóstwiałem słodycze, więc ucieszyłem się ogromnie. Chciałem podzielić się z bratem, ale odmówił, więc wziąłem się za pałaszowanie. Potrafiłem spokojnie pochłonąć całą za jednym zamachem.
- Tylko nie jedz tak szybko, bo rozboli cię brzuch.
Zwolniłem trochę, a Eryk się zaśmiał.
- Będzie mi ciebie brakowało – powiedział.
Nagle przestałem jeść i popatrzyłem na niego zdumiony.
- Jak to? Wybierasz się gdzieś? – spytałem zaniepokojony.
- Od następnego roku szkolnego rozpoczynam edukację w Poczdamie – oznajmił z dumą.
Prawie zakrztusiłem się czekoladą, kiedy to usłyszałem.
- Dlaczego akurat tam? Tutaj brakuje ci szkół?
- Tamta szkoła będzie inna od wszystkich. Będzie elitą elit. Gdy ją skończę będę mógł absolutnie wszystko. Oczywiście trzeba przejść masę testów żeby się tam dostać, ale z tym nie powinienem mieć problemu.
Jeszcze nigdy nie widziałem Eryka tak podekscytowanego. Zrozumiałem, że wyjazd do Poczdamu to jego marzenie i nigdy nie śmiałbym stanąć między nim, a marzeniami.


Minęło sześć lat. Świat ulegał tak gwałtownym zmianom, że przeciętnemu człowiekowi trudno było za nimi nadążyć. Napięcia polityczne sięgały zenitu i wszędzie mówiło się o nadciągającej wojnie. To była tylko kwestia czasu, kiedy niezgoda osiągnie punkt krytyczny i nastąpi eksplozja.
Moje życie jednak nie różniło się tak bardzo od tego sprzed kilku lat. Eryk wciąż mieszkał w domu rodzinnym, choć planował rychłą przeprowadzkę. Jego marzenia się spełniły. Wstąpił do SS i piął się po szczeblach kariery szybciej niż ktokolwiek inny. Zaskoczyła mnie jego stałość w uczuciach. Wciąż spotykał się Heidi Milller, choć oficjalnie nie byli zaręczeni. Nie widziałem jej dość długo, do czasu, gdy Eryk przyprowadził ją w Święta Bożego Narodzenia. Bardzo się nie zmieniła, ale miała poważniejsze uczesanie i przybyło jej w biuście. Tak, to muszę przyznać.
- Niebawem zamierzam się wyprowadzić. Mam już upatrzone mieszkanie w centrum – oznajmił Eryk podczas obiadu.
- Mogłeś to chociaż z nami skonsultować – rzekł ojciec z wyrzutem.
- Niby czemu? Jestem dorosły i zarabiam. Mogę decydować za siebie.
Zrobiło mi się przykro. Nie chciałem się rozstawać z bratem. Po chwili jednak przypomniałem sobie, że ja w przyszłym roku również miałem wyjechać. Wybierałem się do tej samej szkoły, którą skończył Eryk.
- Wiesz, Ulrich, bardzo się zmieniłeś. Jesteś teraz tak przystojny jak twój brat – powiedziała nagle Heidi, gdy inni zajęci byli rozmową, wywołując u mnie rumieniec.
Zauważyłem, że dziwnie na mnie patrzy i już wtedy wiedziałem, że czegoś ode mnie chce.


Tego dnia zostałem sam w domu. Eryk poszedł coś załatwić, rodzice bawili się na mieście, a służba dostała wolne. Ja natomiast się nudziłem. Nawet kot miał dosyć zabawy ze mną i poszedł spać. Zostałem sam na sam z własnymi myślami, do czasu, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłem otworzyć, myśląc, że to Eryk, ale zamiast niego zastałem przed progiem Heidi.
- Jest Eryk? – spytała.
- Gdzieś wyszedł. Nie mam pojęcia kiedy wróci – oznajmiłem.
- Nic nie szkodzi, mam czas. Mogę poczekać – weszła do środka, choć wcale jej nie zapraszałem.
- Napijesz się czegoś? – zaproponowałem z grzeczności.
- Nie trzeba.
Usiadłem z nią w salonie, gdyż nietaktem było zostawić gościa samego. Heidi wyciągnęła papierosa i zapaliła, a następnie poczęstowała mnie. Nigdy wcześniej nie paliłem, ale ponieważ było to modne, postanowiłem spróbować. Gdy zaciągnąłem się po raz pierwszy, zacząłem kaszleć, ale twardo paliłem do końca. Teraz jestem w stanie z całą szczerością stwierdzić, że to Heidi zapoczątkowała u mnie nałóg.
- Słyszałam, że zamierzasz iść w ślady brata – powiedziała.
- Zawsze podziwiałem Eryka. Chciałbym być taki jak on.
- Myślę, że pod wieloma względami taki jesteś – stwierdziła gasząc papierosa.
- Naprawdę? – ucieszyłem się.
- Może i różnicie się na pierwszy rzut oka, ale macie te same rysy twarzy – przejechała palcem po moim policzku, a ja nagle poczułem się bardzo skrępowany. – Jesteś innej postury, ale masz równie twarde mięśnie. – Ścisnęła moje ramię i przeszył mnie dreszcz.
Chciałem powiedzieć jej żeby przestała, ale słowa uwięzły mi w gardle. Jej twarz zbliżyła się do mojej tak, że dokładnie czułem jej oddech.
- Zastanawiam się w czym jeszcze jesteście do siebie podobni – to powiedziawszy pocałowała mnie.
Poczułem nagły przypływ rozkoszy, ale opanowałem się szybko i odepchnąłem ją.
- Nie możemy tak robić – powiedziałem cały czerwony ze wstydu. – Jak Eryk się dowie...
- Nie dowie się. – Pocałowała mnie znowu, tym razem dużo mocniej.
Moje rozszalałe hormony przejęły nade mną kontrolę. Wciąż uważałem, że to co robię jest złe i w głębi duszy pragnąłem przestać, ale za nic nie mogłem się na to zdobyć.
- Co ty wyprawiasz... – wyrwało mi się z gardła, gdy pochyliła się nade mną i zaczęła rozpinać mi spodnie.
Nie odpowiedziała jednak, tylko kontynuowała swoje zabiegi. Moje doświadczenie z kobietami do dużych nie należało i nigdy z żadną nie byłem tak blisko. Przygryzłem wargę, nie chciałem wydawać odgłosów, mimo że byliśmy sami. Przez mój brak doświadczenia zakończyłem sprawę prawie tak szybko jak zacząłem.
- Przepraszam – rzekłem zażenowany.
- Nic nie szkodzi. To urocze – uśmiechnęła się lubieżnie. Wiedziałem, że to jeszcze nie koniec „zabawy”.
Rozpięła mi koszulę, przez chwilę napawając się widokiem, po czym uczyniła podobnie ze swoją sukienką. Chwyciła moją dłoń i wsunęła sobie za stanik. To wystarczyło, by ponownie obudzić we mnie żądze. Wciąż odczuwałem wyrzuty sumienia, ale nie umiałem już zawrócić.
Tym sposobem, na kanapie w salonie, straciłem dziewictwo z dziewczyną brata. Całe szczęście, że nas tak nie zastał, bo bez wątpienia zostałaby ze mnie mokra plama.


Oczywistym jest, że przez kilka następnych dni czułem kaca moralnego. Bałem się, że Eryk odkryje mój występek i przykładnie mnie za niego ukarze. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać co by mi zrobił. Możliwe nawet, że zauważył po moim zachowaniu, że coś jest nie tak, ale najwyraźniej nie domyślił się co zaszło, bo kara nigdy nie nastąpiła. W końcu przestałem się przejmować, a Eryk sprawiał wrażenie wyjątkowo zadowolonego, choć nie wiem czym. Nawet pozwolił mi przymierzyć swój mundur.
- Naprawdę ci pasuje – oznajmił, przyglądając się, choć ubranie było wyraźnie za duże. – Zapomniałeś o tym – włożył mi czapkę na głowę.
Przyznaję, ogarnęło mnie poczucie dumy, gdy ujrzałem się w lustrze, choć w za dużym mundurze wyglądałem raczej śmiesznie.
- Kiedyś będziesz miał własny – usłyszałem i jeszcze bardziej rozpromieniałem. – To prawda co mówiła matka, masz niezwykłe oczy, którym nikt się nie oprze.
- Co masz na myśli? – zdziwiłem się.
- Masz tak chłodne i przenikliwe spojrzenie, że każdy, kto spojrzy w twoje oczy zrobi wszystko co powiesz. Nawet wujek Hans raz mi to powiedział.
- Co jeszcze ci powiedział?
- Że jeśli będziesz się mnie słuchać, na pewno spełni się każde twoje marzenie – Eryk uśmiechnął się tajemniczo i położył mi rękę na ramieniu. – Dam ci jedną radę. Jak już pójdziesz do nowej szkoły, skoncentruj się tylko na sobie. Jeśli będziesz pomagał innym, nie czeka cię za to nic dobrego.
Przez chwilę patrzył mi prosto w oczy, milcząc, aż nagle zupełnie zmienił temat.
- O, zapomniałbym. Chciałem, żebyś rzucił na coś okiem – podszedł do szuflady i wyciągnął z niej małe pudełko.
W środku znajdował się złoty pierścionek z pomarańczowym kamieniem.
- Co o tym myślisz? Spodoba się jej? – Kompletnie nie rozumiałem co Eryk ma na myśli, lecz brat zauważył moje zdziwienie. – Postanowiłem wreszcie oświadczyć się Heidi – uśmiechnął się.
- Jesteś pewien? – wydukałem. Czułem jak sumienie znowu daje o sobie znać.
- Oczywiście, jesteśmy ze sobą już długo.
- Ale wciąż są rzeczy, których możesz o niej nie wiedzieć – rzekłem nerwowo. Nie chciałem wyznać prawdy, ale bałem się, żeby Eryk nie popełnił błędu, którego będzie potem żałował.
- Głupstwo. Znamy się doskonale. Jutro dam jej pierścionek i poproszę ją o rękę.
Zamilkłem, gdyż mówiąc zbyt wiele pogorszyłbym tylko sytuację. Może Heidi wcale nie była taką złą dziewczyną?


Liczyłem, że wszystko się powiedzie. W końcu każdy popełnia błędy. Może Heidi żałowała swojego czynu tak samo jak ja i wciąż istniała szansa, że między nią i Erykiem wszystko się ułoży? Życzyłem im tego. Miałem nadzieję, że brat wróci do domu szczęśliwi i kiedy usłyszałem, że przyszedł, pobiegłem się z nim zobaczyć.
Zatrzymałem się na schodach, nim Eryk zdążył mnie zauważyć. Zdenerwowany sięgnął do barku i nalał sobie kielicha, którego opróżnił za jednym zamachem. Wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Jego oczy wypełniała taka wściekłość, że przez chwilę myślałem o ucieczce, ale szybko uświadomiłem sobie, że i tak nic by mi to nie dało. Powoli zszedłem na dół, gotów stawić czoła bratu.
- Okłamywała mnie... przez ten cały czas! Ladacznica! – warknął.
- Co ci powiedziała? – spytałem przestraszony.
- Że nie wyjdzie za mnie, bo znalazła sobie innego. I to jeszcze kogo? Zwykłego kasjera.
- Coś jest nie tak z kasjerami?
- Nie, ale to oczywiste, że stanowię lepszy wybór! Założę się, że ma też innych kochanków.
Przełknąłem ślinę, a Eryk, widząc mój strach, poklepał mnie po plecach.
- Przepraszam, że tak podniosłem głos. Chciałbym zostać na chwilę sam.
Odetchnąłem z ulgą i odszedłem. Było mi żal Eryka, ale z drugiej strony cieszyłem się, że mój występek nie wyszedł na jaw.
Brat nigdy nie dowiedział się o mojej przygodzie, jednak zawód miłosny bardzo na niego wpłynął. Całkowicie poświęcił się pracy i widywałem go coraz rzadziej. Czułem jak oddala się ode mnie, staje się inny, bardziej bezwzględny, ale nie próbowałem nawet tego powstrzymać. Miałem wrażenie, że są rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu.


Rozpoczęcie edukacji w Poczdamie pokryło się z wybuchem wojny, której skutków wtedy jeszcze nie odczuwałem. Mury szkoły skutecznie odgradzały mnie od zewnętrznego świata. Czasami zastanawiałem się jak czuje się mama zupełnie sama i żałowałem, że nie mogę dotrzymać jej towarzystwa. Wiedziałem jednak, że nauka jest teraz moim priorytetem i nie powinienem przedkładać nad nią niczego innego.
Czasem dostawałem listy od Eryka, który wraz z wujkiem Hansem stacjonował w Oświęcimiu. Początkowo wszystko co pisał zdawało się bardzo ogólne i enigmatyczne, jakby coś ukrywał. Stopniowo zdradzał mi coraz więcej na temat swojej pracy, choć była ściśle tajna. Najwyraźniej ufał mi bezgranicznie i wiedział, że nikomu nie zdradzę prawdy. Ciekawe, że pozwolono mu wysyłać takie listy. Sądzę, że pomogło mu w tym wysokie stanowisko i znajomości. Jednak zawsze unikał szczegółów i jestem przekonany, że uchylił mi tylko rąbka tajemnicy. Ja natomiast, do wszystkiego co robił, podchodziłem z zadziwiającą obojętnością. Zazwyczaj ludobójstwo nie jest czymś, co się ignoruje. Ludzie albo się sprzeciwiają, albo sami idą mordować. Ja jednak traktowałem to jak ubój świń, coś co akceptujesz, ale nie chcesz brać w tym udziału. Jak konieczność całkowicie ode mnie niezależną. Może to złe porównanie, ale dobrze oddaje mój tok rozumowania.
Od samego początku wiedziałem, że w szkole łatwo nie będzie. Musieliśmy dawać z siebie wszystko, za równo pod względem umysłowym jak i fizycznym, panowała surowa dyscyplina i karano nas za najmniejsze choćby przewinienie. Jednak nie narzekałem. Byłem dumny, że należę do elity. Ciężko pracowałem by osiągnąć jak najlepsze wyniki i szybko stałem się jednym z najlepszych uczniów. Kto by pomyślał, że zaprzyjaźnię się z kimś tak kompletnie ode mnie innym, a jednak w pewnym sensie podobnym?
Problem Karla polegał na tym, że kompletnie minął się z powołaniem. Nauka nie szła mu najlepiej, a i z zajęć sprawnościowych pozostawał daleko w tyle. Wiedziałem o nim dość sporo, gdyż dzieliliśmy pokój. Zastanawiałem się czemu wybrał taką szkołę, skoro wiedział, że się do niej nie nadaje. Nie mówiąc już o tym jak się tu dostał. Pewnego wieczoru postanowiłem go o to spytać.
- Nie obraź się, Karl, imponuje mi twój opór, ale powiedz mi, jak się tu dostałeś? Egzaminy były dość trudne, a ty... no cóż, masz pewne problemy z nadążaniem za resztą – wyznałem lekko zakłopotany.
Ku mojemu zaskoczeniu chłopak wcale się nie obraził i wprost odpowiedział na pytanie, choć widziałem smutek w jego niebieskich oczach.
- Mam starszego brata, oficera SS. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem, żeby był ze mnie dumny. Już dawno temu powiedziałem sobie, że pójdę w jego ślady, tylko że... zupełnie się od siebie różnimy. Gdyby nie znajomości pewnie w ogóle bym się tu nie dostał – zwiesił głowę.
- Naprawdę? Ja też mam starszego brata i też chcę pójść w jego ślady – ucieszyłem się.
W tym jednym momencie polubiłem Karla. Zrozumiałem, że wbrew pozorom więcej nas łączy niż dzieli. Chciałem żeby opowiedział mi coś więcej o sobie i swojej rodzinie i już miałem zadać kolejne pytanie, gdy nagle zrobiło mi się smutno. Karl dawał z siebie wszystko, tak jak ja, a jednak kompletnie nie pasował do tego miejsca. Jestem pewien, że miał inne talenty i zalety, ale nie mógł ich w żaden sposób wykorzystać w szkole, w której wymagano głównie tężyzny fizycznej i strategicznego myślenia. Żal było mi chłopaka, dlatego stwierdziłem, że nie mogę zostawić go na lodzie. Położyłem mu rękę na ramieniu i uśmiechnąłem się.
- Wiesz co, jak chcesz mogę ci pomóc – powiedziałem i tym samym złamałem zasadę, o której mówił mi kiedyś Eryk.


Codziennie poświęcałem Karlowi chwilę czasu. Uczyliśmy się razem, niekiedy nawet pomagałem mu w treningu, choć było to znacznie trudniejsze. Robił postępy, ale wciąż sporo mu brakowało by uzyskać zadawalające wyniki. Dlatego pewnego dnia porwałem się na ryzykowny czyn. Nie wiem czemu to zrobiłem. Wiedziałem jakie grożą za to konsekwencje, ale czułem, że jeśli mu nie pomogę, będzie mnie to potem dręczyć. Kiedy zobaczyłem, że nie radzi sobie na sprawdzianie, pozwoliłem mu ode mnie ściągać. Niestety nie skończyło się to dobrze.
- Co to ma znaczyć?! – wrzasnął nauczyciel.
Razem z Karlem zamarliśmy. Ściąganie było surowo karane, ale i tak najbardziej bałem się żeby ojciec się nie dowiedział.
- Nie sądziłem, że jesteś do tego zdolny, Ulrich – nauczyciel krzyczał dalej. – Żeby najlepszy uczeń pomagał najsłabszemu, to już szczyty. Co cię napadło?
- Przepraszam – z trwogą przełknąłem ślinę. – To już się nie powtórzy.
- Mam nadzieję... – mężczyzna zabrał nasze kartki i przedarł. – Bo następnym razem nie będę już taki wyrozumiały.
Odetchnąłem z ulgą, bo skończyło się tylko na złej nocie. Ale muszę przyznać, że skoczył mi poziom adrenaliny. To skłoniło mnie do myślenia. Czy rzeczywiście warto jest tak ryzykować pomagając innej osobie? Czy chciałem w ten sposób coś zyskać?


W nocy, gdy pogasły już wszystkie światła, a większość kolegów spała, Karl zagadał do mnie.
- Śpisz? – spytał.
- Nie – szepnąłem.
- Przepraszam za ten sprawdzian – wydukał nieśmiało.
- Nie przepraszaj. Przecież to ja zawaliłem sprawę. – Nie chciałem żeby się obwiniał, bo jakby na to nie patrzeć, wpadliśmy przez moją głupotę.
- Ale teraz masz przeze mnie problem.
- Karl, nie histeryzuj, na razie nic strasznego się nie stało – uspokoiłem go i chyba skutecznie, bo niedługo później poszedł spać.


W szkole zyskałem nie tylko przyjaciela, ale też wroga. Niestety, ale tak to w życiu jest, nawet jak nie chcesz mieć z nikim zatargów, czasami pewnych spraw nie możesz przewidzieć. Czasami zdarza się, że ktoś cię znienawidzi, nawet jeśli nic tej osobie nie zrobisz. Tak było z Heinzem. Nasze relacje pozostawały całkowicie neutralne, do czasu, gdy nakazano nam wszystkim zebrać się w auli. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, więc nasłuchiwaliśmy w skupieniu.
- Moi drodzy uczniowie, mam wam coś ważnego do zakomunikowania – oznajmił naczelnik. – Dostąpiliśmy ogromnego zaszczytu. Naszą szkołę ma odwiedzić sam Führer.
Wśród uczniów dało się słyszeć wielkie poruszenie.
- Dlatego postanowiłem wyznaczyć naszego najlepszego ucznia, by uroczyście powitał gościa. Tak, bierzcie przykład z Ulricha Richtera, bo to jemu przypadnie ten zaszczyt.
Nagle oczy wszystkich skierowały się na mnie, a ja rozdziawiłem usta, nie będąc w pełni pewnym co się dzieje. Ja najlepszym uczniem? Na pewno znajdowałem się czołówce, ale na sto procent mogę stwierdzić, że Heinz był lepszy ode mnie. Od samego początku wykazywał niezwykły talent, dlatego przyjęli go do szkoły. Pochodził z biednej, robotniczej rodziny, ale dzięki swej tężyźnie fizycznej i umiejętnościom mógł liczyć na stypendium. Zdziwiłem się, że to nie jego wybrali.
Po zebraniu postanowiłem udać się do gabinetu naczelnika, by spytać, czy nie zaszła pomyłka. Wolałem wiedzieć teraz, niż potem przeżywać niepotrzebne rozczarowania. Nim jednak otworzyłem drzwi, usłyszałem głosy dochodzące ze środka.
- Czemu to Ulrich został wyznaczony? Przecież ja mam najlepsze wyniki – ten głos zidentyfikowałem jako Heinza. Nie brzmiał na zadowolonego.
- Tą rozmowę uznaję za zakończoną – odpowiedział naczelnik.
- Jak to? Chodzi o to, że jest z bogatej rodziny i dlatego wolno mu więcej, tak?
- Ulrich to syn generała Richtera. Do tego dobry uczeń. Uważam go za najlepszego kandydata, a ty nie masz prawa kwestionować moich decyzji! – wyraźnie słyszałem, że naczelnik się zdenerwował.
- Dlaczego skłamał pan, że to najlepszy uczeń?
- Wyjdź! Natychmiast!
Oddaliłem się, nim Heinz mógł mnie zobaczyć. Zdałem sobie sprawę, że z tej konfrontacji nie wyniknęłoby nic dobrego.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,456 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.