Grudzień 13 2018 01:05:33
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Kill Eiri
Mimo, że zbliżał się wieczór, Słońce jeszcze nie zaszło. O tej porze roku długo utrzymywało się nad horyzontem. Wewnątrz mieszkania panował jednak półmrok, a w powietrzu unosił się zapach krwi. Gdzie nie spojrzeć, oczom ukazywały się świeże ślady zbrodni.
- Trzech. – oznajmił jeden z funkcjonariuszy – Trzech mężczyzn zabitych z broni palnej.
- Mniemam, że z tej. – inspektor Smith ostrożnie podniósł z ziemi pistolet i schował do woreczka. Po chwili znalazł napoczętą butelkę wina – Impreza najwyraźniej się nie udała. – stwierdził z sarkazmem.
- Panie inspektorze, proszę szybko tu podejść! Chyba znalazłem żywego!
Światło latarki padło na postać młodego Azjaty, którego głowę spowijała kałuża krwi. Nie wyglądał zbyt „żywo”. Natomiast spuszczone do kostek spodnie ofiary dawały sporo do myślenia.
- Na jakiej podstawie twierdzisz, że on jeszcze nie wykorkował? – padło z ust inspektora.
- Oddycha. Słabo, ale jednak. I chyba zauważyłem drgawki.
- A pozostali dwaj?
- Wyglądają na sztywnych. Dowiemy się szczegółów jak przyjedzie karetka.
- Nie wiem, kto im to zrobił, ale mam wrażenie, że był przerażony.


- W jakim jest stanie?
- Krytycznym. Nawet jeśli przeżyje, może nigdy nie wyjść ze śpiączki.
Inspektor i lekarz stali przy łóżku pacjenta. Mężczyzna z zabandażowaną głową był podłączony do skomplikowanej aparatury. Smith trzymał w ręku dokumenty, które znalazł u ofiary. Na dowodzie osobistym pisało „Yuki Kitazawa” i sądząc po zdjęciu była to osoba, którą widział teraz leżącą w szpitalnym łóżku. Zastanawiał się czy ów mężczyzna kiedykolwiek się ocknie i jednego był pewien – jeśli tak się stanie będzie to wyjątkowo niemiłe przebudzenie.


Tokio, Japonia – siedem lat później

Wyjątkowo nadpobudliwy, różowowłosy chłopak wpadł do mieszkania i od razu rzucił się na tkwiącą przed komputerem osobę.
- Yuki, Yuki, wydajemy nową płytę! – krzyknął uradowany.
- Świetnie, tylko złaź ze mnie. – powiedział blondyn.
- Już nie mogę się doczekać. Pewnie będzie trasa koncertowa. Pojedziesz ze mną, Yuki?
- Shuichi, chciałbym... chciałbym żebyś się tak do mnie nie zwracał. – powiedział nieco zatroskany blondyn – Wiesz, że moje prawdziwe imię brzmi Eiri.
- No ale... przecież Yuki to twój pseudonim literacki, dużo ludzi tak na ciebie mówi.
- Rozumiem, jednak w twoim przypadku jest inaczej. Kiedy zwracasz się tak do mnie z oczami pełnymi miłości to... wspomnienia są zbyt bolesne...
- W porządku, będę mówić na ciebie Eiri. – Shuichi uśmiechnął się i pocałował kochanka w policzek.
- Dziękuję, Shuichi. – Eiri również się uśmiechnął i pogłaskał chłopaka po głowie.


Nowy Jork, USA – dwa lata wcześniej

Wygląd sali nie zmienił się zbytnio od czasu kiedy tu trafił. Te same, białe ściany, to samo rozmieszczenie łóżek, ta sama jarzeniówka na suficie. Nastał jednak moment, gdy coś miało ulec radykalnej zmianie.
Oczy otworzyły się gwałtownie, a puls momentalnie przyspieszył. Do umysłu Yukiego dochodziły obecnie trzy informacje – nie mógł się ruszać, nie miał pojęcia gdzie się znajduje, a jego ostatnim wspomnieniem był wystrzał. Z trudem łapał oddech, a gdy wchodząca do sali pielęgniarka ujrzała przyspieszoną akcję serca na monitorze, natychmiast zareagowała.
- Panie doktorze, proszę tutaj szybko przyjść!
Lekarz zjawił się natychmiast i zaczął świecić w oczy pacjentowi, który jak na razie był zbyt zdenerwowany by zwracać na to uwagę.
- Władza w kończynach z czasem wróci. – lekarz starał się uspokoić pacjenta, ale z mizernym skutkiem.
Oddech Kitazawy przyspieszał coraz bardziej, łącznie z pulsem, który osiągał już niebezpieczne wartości. W końcu lekarz zarządził podanie środków uspokajających, które już podziałać musiały.
- Gdzie... ja jestem? – padło w końcu z ust pacjenta.
- W szpitalu. Został pan postrzelony w głowę. Przebywał pan w śpiączce. – lekarz starał się brzmieć łagodnie.
- Jak długo? – Yuki przełknął ślinę.
- Pięć lat.
Puls Yukiego nie osiągnął zawrotnej prędkości tylko dlatego, że był pod działaniem środków. Kiedy jednak go na chwile zostawiono samego, zdołał wykrzyczeć:
- EIRI, ZABIJĘ CIĘ!!!


Miał dosyć tego samego pokoju, tej samej jarzeniówki, tego samego widoku za oknem. Na dodatek wciąż nie mógł się ruszać. Gdyby mógł własnymi rękami udusiłby teraz osobę, która doprowadziła go do takiego stanu. Ale mogło być gorzej. Mógł nie żyć. Dostał szansę zemsty i nie zamierzał jej zmarnować. Wiedział już, że sprawcy zbrodnii nigdy nie schwytano i nawet było mu to na rękę. Mógł sam się z nim rozprawić. Jak tylko wyzdrowieje.


Tokio, Japonia – znowu dwa lata w przód


Czarnowłosy mężczyzna siedział na eleganckiej wersalce i wpatrywał się w telewizor. Palił papierosa. Kiedyś nie był czarnowłosy, ale zmienił się. Chciał zerwać z dawną powierzchownością. Wyśliznął się śmierci i powrócił.
- Jutro znany pisarz Yuki Eiri będzie podpisywać książki w... – mówiono w telewizorze.
Czarnowłosy zgasił papierosa i wziął do ręki książkę, która leżała przy nim.
- Yuki Eiri, co? – rzekł wpatrując się w tylną okładkę – Jednak wciąż o mnie myślałeś. – uśmiechnął się wrednie – Stałeś się jeszcze śliczniejszy niż kiedyś.


Zazwyczaj denerwowały go tłumy ludzi, ale czasami po prostu nie miał wyboru. Podpisywanie książek zaliczało się do jego pracy. I tym razem przyszły głównie dziewczyny, ewentualnie mężowie fanek, którzy czuli się w obowiązku zrobienia upominku swoim wybrankom. Eiri podpisywał książki ze znudzeniem, starając się robić dobrą minę do złej gry. Kiedy jednak do stolika podeszła kolejna osoba, zadrżał. Stał przed nim mężczyzna, ubrany cały na czarno, w przeciwsłonecznych okularach, a Eiri odnosił wrażenie, że zna tą osobę. Przy czym tajemniczy mężczyzna wcale nie wywoływał w nim pozytywnych emocji. Eiri wręcz się go bał i nie umiał wyjaśnić dlaczego.
Mężczyzna nie odezwał się ani słowem, tylko wręczył książkę do podpisu. Podczas, gdy Eiri składał autograf, mężczyzna zsunął nieco okulary. Eiri zauważył jego oczy oddając książkę i momentalnie oblał się zimnym potem. Widział już kiedyś te oczy, doskonale je znał, jednak wmawiał sobie, że niepokój nie ma sensu. Przecież nie mogła stać przed nim ta sama osoba, którą kiedyś...
„To z przepracowania...” – pomyślał – „Z przepracowania i stresu. Przecież mógł się zdarzyć ktoś trochę podobny. Czym ja się martwię?”
Mężczyzna oddalił się, niepokój jednak nie znkił.


Pierwszą rzeczą, którą Eiri zrobił po powrocie do domu było otworzenie lodówki i wyjęcie piwa. Następnie upił bardzo duży łyk.
- Jak było? – spytał Shu, widząc, że jego kochanek już wrócił. Blondyn oderwał się od puszki i westchnął – Stało się coś?
- Nie, po prostu jestem zmęczony. – odparł mało przekonywująco Eiri.
- Och. Mogę zrobić ci masaż.
- Później. – Eiri udał się do sypialni.
Leżąc na łóżku starał się wszystko poukładać sobie w głowie. Widział dziś mężczyznę podobnego do osoby, której wolał nie pamiętać. Miał co prawda zupełnie inny kolor włosów i styl, ale oczy identyczne. Eiri nieźle się przestraszył i do tej pory nie mógł się uspokoić. Jego obawy zdawały się jednak być całkowicie bezpodstawne. Yuki Kitazawa zginął siedem lat wcześniej, a Eiri widział jego śmierć. Widział ją aż za dobrze, ale nie to było dlań najstraszniejsze. Najgorszą rzecz stanowiła świadomość, że to on nacisnął na spust.


„Ostatnio Eirii dziwnie się zachowuje.” – rozmyślał Shu zmierzając do domu z pracy – „Mam wrażenie, że coś go dręczy. Zupełnie jakby odezwały się w nim bolesne wspomnienia, ale czemu?”
Tkwiąc w swym zamyśleniu, Shuichi nie spodziewał się utrudnień, które zaraz miały go spotkać. Po wakacjach w Polsce, pewnych dwóch osobników zapragnęło zostać drechami. Przywdziawszy odpowiedni ubiór ćwiczyli charakterystyczne zachowania.
- Hej, ty! Jaką masz komórkę? – jeden z nich przeszedł do ofensywy.
- Słucham? – zdziwił się Shu.
- Pokaż komórkę! – drugi poczuł się dumny ze swojej błyskotliwości.
Shuichi zawahał się i już chciał wyjść z jakąś ripostą, gdy nagle ktoś go wyręczył.
- Zgubliście drogę, panowie?
Wszyscy spojrzeli w kierunku, z którego dobiegał głos i ujrzeli czarnowłosego mężczyznę w okularach przeciwsłonoecznych, trzymającego ręce w kieszeniach skórzanej kurtki.
- Eee? – odparł inteligentnie jeden z drechów.
- Zauważyłem, że wypytujecie o coś tego chłopaka, więc pomyślałem, że zgubiliście drogę. – wyjaśnił spokojnie czarnowłosy.
Sytuacja zaczynała przerastać drechów. Wcześniej mieli przewagę liczebną, a teraz już nie. Jednak znalazł się wśród nich odważny i rzucił z pięściami na czarnowłosego. Zanim zdołał dopaść swój cel, dostał kamieniem między oczy, co skutecznie go unieszkodliwiło. Drugi wolał już nie ryzykować i uciekł.
- Dzięki za pomoc. Jacyś dziwni byli. – powiedział Shu.
- Drobiazg. Po prostu przechodziłem i zauważyłem coś podejrzanego. – uśmiechnął się mężczyzna w czerni.
- Nieźle sobie z nimi poradziłeś.
- Hehe. Zaraz... ja cię skądś znam. Nie jesteś przypadkiem... Shuichi Shindou?
- Uh... – różowowłosy zakłopotał się, ale przytakną.
- To naprawdę ty! Ale ze mnie szczęściarz. Jestem twoim fanem.
- Miło mi. – zarumienił się Shuichi.
- Jeśli idziemy w jednym kierunku to chętnie ci potowarzyszę, jeśli nie masz...
- Oczywiście. Nawet będę się czuł bezpieczniej.
Po drodze rozmowa zeszła na różne błahe, aczkolwiek przyjemne tematy. Shuichi polubił nowopoznanego mężczyznę. Pomyślał, że wypadałoby go kiedyś zaprosić w ramach podziękowania, dlatego wziął od niego numer telefonu. W mieszkaniu czekał nań Eiri. Shuichi natychmiast opowiedział mu o swojej przygodzie i o swych planach.
- A jak ma na imię ten tajemniczy wybawiciel? – zaśmiał się Eiri.
- Yyy... zapomniałem spytać.
Pisarz złapał się za głowę.
- Chcesz zaprosić gościa do domu i nawet nie wiesz jak ma na imię?!
- Umknęło mi, też mi rzecz. – odgryzł się Shu – Spytam jak zadzwonię. Teraz mam ochotę na prysznic.


Chwyciwszy za słuchawkę Shuichi wykręcił numer nowego znajomego. Gdy tamten odebrał, Shu od razu przeszedł do rzeczy.
- Cześć, tu Shuichi. Miałem zadzwonić, pamiętasz?
- Jakże mógłbym zapomnieć.
- Chciałbym cię zaprosić do siebie, ale nie wiem kiedy masz czas.
- Kiedy zechcesz.
- A właśnie. Zapomniałem spytać o twoje imię.
Nastąpiła krótka pauza, ale Kitazawa wkrótce się odezwał.
- Akuma. – skłamał.
- W takim razie Akuma-san, może być w sobotę o 20.00?
- Nie mogę się doczekać.


Wybiła godzina 20.00. Shuichiego zadziwiła punktualność nowego znajomego. Otworzył drzwi, podczas gdy Eiri czynił ostatnie przygotowania w pokoju gościnnym.
- Witaj. – uśmiechnął się Shu, a gość zdjął buty.
- Ładne mieszkanie. – skomentował Kitazawa wchodząc do środka.
Do przedpokoju wszedł Eiri, z chęcią przywitania gościa. Na jego widok jednak zamarł.
- My już się kiedyś spotkaliśmy. – czarnowłosy z uśmiechem podał dłoń oniemiałemu Eiriemu.
- Naprawdę? – zainteresował się Shuichi.
- Tak, przy podpisywaniu książek. Zapomniałem ci powiedzieć, że jestem także fanem Yukiego Eiri.
- To cudownie, prawda, Eiri? – blondyn był zbyt zszokowany by odpowiedzieć – Słyszysz mnie, Eiri?
- Och... tak. Przejdźmy do pokoju gościnnego. – Eiri szybko się opanował, ale tylko z pozoru. W głębi duszy był cały roztrzęsiony. Te oczy, ten głos – podobieństwo niebywałe. Aczkolwiek zdrowy rozsądek podpowiadał mu by wziął się w garść.
Usiedli przy stole. Posiłek okazał się wyśmienity. Shuichiego ogarniała beztroska podczas gdy Eiriego coraz większy strach.
- Nic nie zjadłeś. Wszystko w porządku? – zaniepokoił się Shu.
- Nie jestem głodny.
- Mi bardzo smakowało. – powiedział czarnowłosy.
- Od dawna mieszkasz w Tokio? – spytał Shuichi.
- Nie, długo przebywałem w Nowym Jorku.
Eiri o mało nie upuścił szklanki.
- Pójdę pozmywać. – rzekł pisarz i zabrał brudne talerze.
- Ostatnio dziwnie się zachowuje. – wyjaśnił Shuichi.
- Może lepiej pójdę sprawdzić czy wszystko w porządku?


Trudno jest umyć naczynia, gdy dłonie się trzęsą. A Eiri stanowił teraz jeden wielki kłębek nerwów. Zastanawiał się czy to tylko sen, czy los płata mu figle. A może miał zwidy? Nie bardzo.
- Wygląda na to, że mnie zdemaskowałeś... – usłyszał głos. Eiri odwrócił się. Czarnowłosy mężczyzna stał przed nim. To spojrzenie, teraz już nie miał wątpliwości - ...Eiri-kun?
- Jak... Jak to możliwe? – wymamrotał blondyn. Przerażenie nie opuszczało go.
- Błędnie założyłeś, że zginąłem. – Kitazawa zrobił parę kroków do przodu. Eiri nie mógł się cofnąć bo miał za sobą zlew.
- Czego chcesz? – Eiri ledwo wydobył z siebie słowa.
- Chcę uregulować z tobą rachunki. – Kitazawa sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i ku przerażeniu blondyna wyjął z niej pistolet.
- Nie rób tego... ja żałuję... – jęknął Eiri - ...Broniłem się tylko.
- Broniłeś się przed czymś czego sam chciałeś?
Słowa Kitazawy bardzo zabolały Eiriego. Niegdyś podkochiwał się w swoim nauczycielu, ale wcale nie chciał by doszło do czegoś takiego.
- Żałuję, że nie mogłem być twoim pierwszym, Eiri-kun. – Kitazawa uśmiechnął się perfidnie.
Wspomnienie tamtej nocy wstrząsnęło Eirim. Obaj wtedy posunęli się za daleko. Kitazawa upadlając go i on naciskając na spust.
- Wybacz mi, sensei... – załkał blondyn.
- Mam ci wybaczyć po tym jak wprowadziłeś mnie w stan śpiączki na pięć lat?
Wtem do kuchni wszedł niczego nie podejrzewający Shu.
- Eiri, czy już... ahh... – Shu zatkało na widok rozgrywającej się przed nim sceny. Czarnowłosy mierzył z pistoletu do jego ukochanego.
- Shuichi, wyjdź natychmiast. – polecił Eiri.
- Zostaw w spokoju mojego kochanka. – Shuichi wreszcie odzyskał mowę i zwrócił się do Kitazawy.
Jeden krok do przodu sprawił jednak, że Kitazawa bez ostrzeżenia wypalił, trafiając Shu w ramię. Chłopak upadł na podłogę, krwawiąc obficie.
- Shuichi!!! – na twarzy blondyna odmalował się istny horror.
- Spokojnie. Nie zabiłem go, ale mogę to zrobić. – wyszczerzył się Kitazawa.
- Błagam, oszczędź go. Nie obchodzi mnie co się ze mną stanie, tylko nie krzywdź Shu.
- Aż tak ci na nim zależy?
- Proszę... to o mnie ci chodzi, prawda? Wiem, że chcesz czegoś ode mnie... – mówił Eiri drżącym głosem - ...Weź to... – zaczął rozpinać swoją koszulę - ... Tylko nie krzywdź Shu.
Kitazawa nie spodziewał się, że Eiri będzie tak uległy. Właśnie napawał się widokiem nagiego torsu pisarza, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Cholera! – zaklął czarnowłosy.
Eiri spojrzał w stronę przedpokoju, a gdy z powrotem przeniósł go do kuchni, zauważył, że Yukiego już nie ma, za to okno jest otwarte. Nie zastanawiał się jednak teraz jak udało mu się zbiec w tak szybkim tempie. Doskoczył do Shu i uniósł go delikatnie, na co chłopak jękną z bólu.
- Shuichi... – Eiri w ogóle nie zwracał uwagi na dzwonek do drzwi.
- Ahhh...
- Nie ruszaj się, zaraz do ciebie wrócę. – Eiri w końcu poszedł otworzyć, bo ktoś dobijał się bardzo intensywnie.
Okazało, że za drzwiami znajdował się Seguchi.
- Eiri-san, co tak długo?
- Szybko, dzwoń po pogotowie!
- Co?
- On się wykrwawia!
Kiedy Tohma ujrzał w jakim stanie znajduje się Shuichi, wykonał polecenie.
- Trzymaj się, Shu... – Eiri objął chłopaka.


Siedzieli w poczekalni. Eiri zdążył opowiedzieć Seguchiemu co zaszło, choć sam jeszcze nie doszedł do siebie.
- Wiem, że zasłużyłem na karę, ale... dlaczego Shuichi? – pisarz się rozpłakał.
- Będzie dobrze, uspokój się. – Tohma objął szwagra – I nie mów, że zasłużyłeś na karę. To wszystko moja wina, nie twoja.
Po chwili przyszedł lekarz by poinformować ich o stanie Shu.
- Na szczęście rana nie jest poważna. Wyjdzie z tego. – Eiri poczuł jak kamień spada mu z serca.
- Póki go nie znajdziemy będziecie potrzebować ochrony. – oznajmił Tohma.
- I dyskrecji. Chcę uniknąć rozgłosu.
- Możesz mi zaufać.


Eiri wpatrywał się w śpiącego kochanka. Ramię Shu wciąż spowijały bandaże, ale na szczęście szybko został wypisany ze szpitala. Jak zwykle wyglądał przeuroczo podczas snu. W przeciwieństwie do niego, Eiri nie był w stanie zasnąć. W mieszkaniu znajdowała się jeszcze dwójka uzbrojonych mężczyzn w czarnych garniturach. Eiri domyślał się skąd Tohma wytrzasną takich ochroniarzy. Nie obchodziło go to jednak zbytnio. Nic nie było w stanie zapewnić mu poczucia bezpieczeństwa. Nic, póki żył Kitazawa.


Chociaż Shuichi wracał do zdrowia, problemy nie znikały. Właściwie robiło się ich coraz więcej.
- Halo? – Eiri odebrał telefon. Dzwoniła jego siostra.
- Przepraszam, że dzwonię dopiero teraz. Powinnam była zrobić to wczoraj. Chodzi o naszego ojca. – powiedziała Mika.
- Coś się stało?
- Jest w szpitalu. Samochód go potrącił. Właściwie to nic poważnego mu się nie stało, ale Tatsuha ma teraz cały dom na głowie. Pomyślałam, że może byś... – nagle Eiri przestał słuchać swojej siostry. Ogarnęło go bardzo nieprzyjazne uczucie i nie było ono związane z troską o ojca. Eiri wyraźnie martwił się o brata.
- Teraz nie mogę rozmawiać. Zadzwonię później. – blondyn wyłączył telefon. Po chwili jednak włączył go ponownie. Coś nie dawało mu spokoju i musiał się upewnić czy aby wszystko gra.
Wykręcił numer do domu w Kyoto. Czekał aż ktoś odbierze. Coraz dłużej. Zdenerwowanie wzrastało. Oczywiście powodów, dla których nikt nie odbierał mogło być wiele, ale nie stanowiło to zbytniego pocieszenia. W końcu Eiri usłyszał, że ktoś podniósł słuchawkę.
- Tatsuha, dzięki Bogu... – odetchnął z ulgą. Jakże jednak się pomylił.
- Dlaczego uważasz, że to twój brat? – usłyszał głos, aż za bardzo znajomy.
Eiri mało nie wypuścił z dłoni słuchawki. Ogarnęła go jeszcze większa trwoga niż przy jego ostatnim zetknięciu z Kitazawą.
- Co mu zrobiłeś? – wykrztusił wreszcie z siebie, cały roztrzęsiony.
- Na razie jeszcze nic, ale wiesz, on jest bardzo do ciebie podobny. – perfidny uśmiech Yukiego wręcz dało się wyczuć.
Eiri zamiast odpowiedzieć, odłożył telefon i zaczął pospiesznie zbierać się do wyjścia.
- Co się stało? – Shuichi zauważył pośpiech i zdenerwowanie kochanka.
- Jadę do Kyoto. Ty tu zostań i nie oddalaj się od ochrony. – z tymi słowy wybiegł z mieszkania.


Gdy przybył na miejsce, wszystko zadawało się z pozoru być w najlepszym porządku, ale Eiri wiedział, że nie jest. Widok, który zastał w środku, potwierdził jego obawy. Tatsuha i Kitazawa klęczeli na podłodze. Kitazawa w jednej ręce dzierżył broń, drugą natomiast obejmował przerażonego chłopaka. Przerażonego to nawet za delikatnie powiedziane. Oczy nastolatka były zaczerwienione, a policzki mokre od łez. Nie mógł krzyczeć, gdyż usta miał zalepione taśmą. Jedyne jego odzienie stanowiła częściowo rozpięta, biała koszula, która był na tyle długa by zakryć jego intymność.
- Skrzywdziłeś go? – Eiri zadrżał wyobrażając sobie najgorsze.
- Nic mu nie zrobiłem. – uśmiechnął się Yuki – Miałem zamiar, ale postanowiłem, że na ciebie poczekam. – mężczyzna polizał roztrzęsionego chłopaka po policzku.
- Zostaw go. On nie jest tym, o kogo ci chodzi. – rzekł dyplomatycznie Eiri – To ja jestem twoim celem, pamiętasz? I nikt inny. Dlatego zrób ze mną co chcesz, tylko puść mojego brata. Proszę.
Zapanowała cisza. Kitazawa wstał, trzymając Tatsuhę za włosy. Silnym ruchem wepchnął go do szafy.
- To ze względów bezpieczeństwa. – wyjaśnił Yuki, zamykając szafę na klucz – Zatem mogę zrobić co zechcę?
Eiri przełknął ślinę, gdy zobaczył skierowaną w swoją stronę broń. Oczywiście liczył się z możliwością, że dawny sensei zechce z nim skończyć raz na zawsze. Nie miał też gwarancji, że w ten sposób ochroni brata, ale więcej zdziałać nie dał rady. O dziwo Kitazawa wysypał z pistoletu naboje.
- Lepiej nie kusić losu. – wyjaśnił.
Kolejnym co zapamiętał Eiri była pięść, która nagle znalazła się na jego twarzy oraz ciepła krew ściekająca z rozciętej wargi. Straciwszy równowagę, Eiri szybko znalazł się na łóżku.
- Chcę żebyś sam się rozebrał. – rzekł Kitazawa uśmiechając się diabolicznie.
Eiri posłuchał i rzucił swoje ubranie na podłogę przy łóżku. Leżał na brzuchu obserwując jak Kitazawa zdejmuje pasek. Jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy poczuł uderzenie na swych pośladkach.
- Byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem, Eiri. – Kitazawa przyłożył mu paskiem po raz kolejny – Musisz zostać ukarany. – podczas swojej czynności wcale nie martwił się czy rozetnie skórę blondynowi.
Eiri z trudem powstrzymywał krzyk, choć wiedział, że najgorsze dopiero ma nadejść.


Dwa spocone ciała leżały na zmierzwionej pościeli. Ale tylko jedno z nich wyglądało na zadowolone. Choć ból był wszechogarniający, Eiri teraz nie zwracał na niego uwagi. Martwił się, że Tatsuha mógł ujrzeć całą scenę przez dziurkę od klucza, a doprawdy wolał oszczędzić bratu takich wrażeń. Jednakże nie mógł leżeć bezczynnie. Pozostała mu jeszcze jedna rzecz do zrobienia. Na szczęście sprzyjał mu obecny stan Kitazawy. Eiri szybkim ruchem sięgnął do kieszeni swych spodni, leżących na podłodze i wyjął z niej nóż. Zamachnął się ostrzem wprost na gardło senseia tyle, że nie spodziewał się jego refleksu.
- Nic się nie zmieniłeś, Eiri. – Kitazawa zablokował ruch blondyna – Jak widzisz, nie próżnowałem. Jestem silniejszy od ciebie.
Po chwili nastąpiła całkowita zmiana pozycji. Eiri był przyciskany do pościeli, a Kitazawa trzymał nóż przy jego gardle. Eiri starał się z nim siłować, ale czarnowłosy miał nad nim przewagę. Zimne ostrze dotknęło skóry. Za delikatnie by ją przeciąć, ale dając pisarzowi uczucie bezradności.
- Miałeś szansę, Eiri. Nie wykorzystałeś jej.
Wtedy drzwi do pokoju się otworzyły i padło kilka strzałów. Do tej pory białe prześcieradło zaczęło stawać się czerwone. Eiri także nie uniknął zabrudzenia krwią. Yuki Kitazawa osunął się na niego, martwy.
- Eiri-san... – wydyszał stojący w drzwiach Tohma, dzierżąc broń – Wszystko w porządku? – podbiegł do łóżka i zrzucił na podłogę martwe ciało mężczyzny.
Siedem lat temu, w podobnych okolicznościach, Eiri z płaczem rzucił się Seguchiemu w objęcia. Tym razem scena się powtórzyła. Wyglądała wręcz przerażająco podobnie. Z tą różnicą, że tym razem kto inny nacisnął na spust.
- O mój Boże... – do pokoju wpadła Mika, która przybyła wraz z mężem. Nic dziwnego, że widok krwi ją przeraził – Gdzie jest Tatsuha?
Eiri drżącą ręką wskazał na szafę. Kobieta wydobyła z niej swojego brata, w stanie skrajnego szoku.
- Już po wszystkim. – położyła chłopaka na podłodze, zerwała mu z ust taśmę i rozwiązała ręce – Już wszystko dobrze. – przytuliła drżącego chłopaka. Niebawem przybyło pogotowie.


- Pod względem fizycznym nic mu nie dolega. – wyjaśnił lekarz, a Tohma i Mika poczuli ulgę – Będzie jednak wymagał pomocy psychologa.
- To silny chłopak, wyjdzie z tego. – powiedział Seguchi – A co z Eirim?
- Jest w całkiem dobrej kondycji psychicznej. Ale w jego przypadku znać ślady przemocy. Na szczęście rany nie są poważne.
- Będzie można go odwiedzić?
- Tak, ale za chwilę. Na razie już ktoś u niego jest.


- Byłeś taki odważny, Eiri. Zaimponowałeś mi. Choć przyznaję, że to było trochę lekkomyślne. - Shuichi gładził twarz swojego kochanka, który wypoczywał w szpitalnym łóżku.
- Jak Tohma mnie znalazł?
- Przyszedł cię odwiedzić, a kiedy mu powiedziałem, że w pośpiechu pojechałeś do Kyoto, od razu się domyślił, że coś jest nie tak.
- Czy... tym razem zginął naprawdę?
- Tak.
Eiri ujął czule dłoń Shu i pomyślał jeszcze – „Tohma, wreszcie spłaciłeś swój dług."
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,659 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.