Grudzień 13 2018 00:56:15
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
NIttle Grasper raz jeszcze - Rozdział I
- Co sądzisz o moim pomyśle, Sakano-san? – spytał Seguchi, bawiąc się długopisem i rozsiadając wygodnie w swym obrotowym fotelu.

- Wspaniałe, fenomenalne! Już to widzę, wiwatujące tłumy, blask reflektorów i Nittle Grasper u szczytu sławy, tak jak dziesięć lat temu. Piękne – producent wyjął chusteczkę i otarł łzy wzruszenia.
- Oczywiście mamy jeszcze rok czasu, ale sam wiesz jak to jest. W ostatniej chwili zawsze pojawiają się jakieś problemy, a ja chcę żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. To ma być najwspanialsza płyta i trasa koncertowa zespołu. Idealne uczczenie dziesięciolecia debiutu.
- To będzie epokowe wydarzenie. Ludzie będą zabijać się o bilety.
- Jeszcze dziś zamierzam rozpocząć prace nad nowymi utworami.
Tohma był zdeterminowany. Zamierzał uczynić wszystko by jego marzenie się ziściło. Nie chodziło tylko o pieniądze, ale też o satysfakcję, że ów jubileusz długo będzie pamiętać cała Japonia. Szykował się pracowity rok, dość nie fortunnie, bo niedawno rodzina Tohmy powiększyła się, ale nic nie było wstanie go powstrzymać przed realizacją planu. Zresztą miał dużo pieniędzy, zawsze mógł zatrudnić opiekunkę do dziecka.
W domu długo nie zabawił, jak zwykle. Przywykł już do takiego trybu życia. Ciągle znajdował się w biegu, ciągle coś załatwiał, zawsze miał masę projektów na głowie. Ale nie przeszkadzało mu to, bo kochał swoją pracę i nie zamieniłby jej na żadną inną. Muzyka była jego życiem.
Wieczorem odwiedził Ryuichiego i od razu przedłożył mu swój pomysł. Wokalista wręcz tryskał radością, czyli reakcja jakiej Tohma się spodziewał. Pod wieloma względami byli do siebie bardzo podobni. Obaj kochali muzykę, obaj żyli po to by tworzyć. Złączył ich wspólny cel, wytworzył między nimi nierozerwalną więź.
- Napisałem kilka nowych piosenek – podekscytował się Ryu i wręczył przyjacielowi koślawo zapisane kartki.
- Popracuję nad muzyką do nich. Wypadałoby zaangażować do tego Noriko. Nie udało mi się jej dzisiaj złapać, ale następnym razem musimy spotkać się w trójkę.
- Będzie nowa płyta, będzie nowa płyta... – zaczął wesoło podśpiewywać Sakuma.
- Spokojnie, ledwo zaczęliśmy.
Ryuichi jednak ani myślał być spokojny. Zawsze tak reagował na wieść o nowym przedsięwzięciu. Choć tym razem jego podniecenie było większe niż zazwyczaj.
- Brałeś coś? – bez owijania w bawełnę spytał Tohma.
- Nie, ale możemy.
- Później. Teraz masz w sobie zbyt wiele energii, to by się mogło źle skończyć – zażartował Seguchi. – Hej, przyszedł mi pomysł na nową melodię. Muszę to szybko zapisać.
Tohma siadł do fortepianu, z kartką i ołówkiem i wziął się za notowanie nut. Było już dość późno, a wstał wcześnie rano. Prędzej czy później musiało ogarnąć go zmęczenie. Najwyraźniej przecenił swoje możliwości. Chciał tworzyć dalej, ale oczy mu się kleiły.
- Ryu, krecha – rzucił krótko, pocierając czoło ze zmęczenia.
Nic nie pobudzało tak jak amfetamina. Zawdzięczał jej wiele. To dzięki niej udało mu się osiągnąć sukces, to ona go napędzała i dawała siłę. Taki był showbusiness. Narkotyki stanowiły jego nierozerwalną część, a ci, których to dziwiło, najwyraźniej nie mieli pojęcia w jakim świecie żyją.
Jedną kreskę wciągnął Tohma, drugą Ryuichi. Wkrótce zmęczenie stało się przeszłością, pełni nowych sił mogli tworzyć przez całą noc. Owocem ich pracy był jeden otwór i choć wydawało się to mało, stanowił nie lada osiągnięcie, biorąc pod uwagę w jak krótkim czasie powstał.
- Idę pod prysznic – oznajmił Ryu.
Seguchi nanosił ostatnie poprawki. Oczywiście była to „surowa” wersja, ale najcięższą pracę miał już za sobą. Usiadł na kanapie i wypił szklankę wody. Narkotyk wciąż działał, więc Tohma nie odczuwał zmęczenia. Miał jednak świadomość, że następnego dnia będzie odczuwał monstrualnego kaca. No cóż, coś za coś.
- Widzę, że skończyłeś – Ryuichi wyszedł z łazienki, ubrany w szlafrok z zielonej satyny, który częściowo odsłaniał jego gładki tors i zgrabne nogi. Skóra Ryu wciąż była wilgotna, podobnie jak włosy. Seguchi mimowolnie pożerał go wzrokiem. – Przyznaj się, Tohma, tęskniłeś – Ryuichi zrzucił maskę niewinności i wreszcie był sobą, takim jakiego Seguchi lubił go najbardziej.
- Miałem wiele spraw na głowie.
- Kiedy się ostatni raz pieprzyliśmy? Ja już nawet nie pamiętam.
- Zanim urodził się mój syn.
- To do ciebie niepodobne wstrzymywać się tak długo – Ryu usiadł na koledze okrakiem i pchnął go do leżącej pozycji. Następnie rozwiązał szlafrok ukazują swoje apetyczne ciało.
Tohma nie oponował, choć nie wykazywał też wielkiej inicjatywy. Zdarzały się chwile, gdy chciał zerwać ten nie mający przyszłości związek, ale nie potrafił. Za bardzo przywiązał się do Ryu. Za bardzo go pragnął. Dlatego, gdy Sakuma go całował i rozbierał, nie stawiał najmniejszego oporu. Wzdychał i poddawał się pieszczotom, aż wreszcie sam przejął inicjatywę. Chwycił Ryu za ramiona i zamienił się z nim miejscami. W ich związku role nie były z góry określone. Czasem oddawał się kochankowi, czasem sam go brał, każda opcja mu odpowiadała. Tym razem postanowił być stroną czynną. Uwielbiał patrzyć jak Ryuichi otwiera gwałtownie usta przy penetracji i odgina głowę do tyłu. Tohma był muzykiem, a ciało partnera stanowiło dla niego instrument, na którym nikt inny nie umiał tak pięknie grać jak on.
- Jesteś najlepszy. Tylko ty tak potrafisz. Och... proszę, głębiej... – dyszał Ryuichi.
Mieli wielu kochanków, ale traktowali ich tylko jak przelotne przygody. Dla siebie nawzajem znaczyli znacznie więcej. To nie był tylko seks. Łączyło ich prawdziwe, szczere uczucie, ale jedynie kilka osób na świecie o tym wiedziało.

Leżeli obejmując się, Ryuichi zwrócony do Tohmy tyłem, nie mniej jednak zadowolony ze wzajemnej bliskości. Nie dzieliła ich żadna warstwa odzienia, więc mogli poczuć się wzajemnie. Tohma przycisnął nos do włosów partnera i poczuł, że pachnął truskawkami. Czyżby Ryuichi zaczął używać tego samego szamponu co Shu? Obaj wokaliści mieli na siebie niebywały wpływ. Czasami Tohma czuł się wręcz zazdrosny, ale wiedział, że między Ryu, a Shu nic nie będzie. Shuichi za bardzo kochał Eiriego.

- Rany, ale już późno – Seguchi zwlókł się z łóżka.
Nie czuł się najlepiej, ale owocny proces twórczy i wspaniały seks z Ryuichim były tego warte.

- To-chan... – Ryu przewrócił się na plecy, prezentując swe wdzięki w pełnej okazałości. – Kiedy się znowu spotkamy?
- Nie wiem. Zależy jak sprawy się ułożą.

W biurze Seguchiego obecny był K. Szef zdążył go już wdrożyć w swoje plany związane z jubileuszem.

- Wiesz już kto zagra jako support? – spytał Amerykanin.
- Z tym akurat nie ma problemu. Sądzę, iż oczywistym jest, że powinien zagrać Bad Luck. Dlatego jako że jesteś ich menadżerem, posłałem po ciebie.
- Shuichi będzie w niebo wzięty.
- Ryuichi również. Oni naprawdę uwielbiają ze sobą współpracować. Czasami myślę, że... – Tohma na chwilę przerwał, popadając w zadumę.
- Co myślisz? – zainteresował się K.
- Że gdyby sprawy potoczyły się inaczej pewnie Ryuichi i Shuichi byliby teraz parą.
- Wiesz, że Shuichi nie zostawiłby partnera dla nikogo, nawet dla Ryu.
- Dlatego mówię „gdyby sprawy potoczyły się inaczej”.
- Naprawdę kochasz Ryuichiego, prawda? – K znał się na ludzkich charakterach i nawet wielki Tohma Seguchi niewiele mógł przed nim ukryć.
- Kiedyś sądziłem, że Eiri jest tym, którego kocham najbardziej, ale czas pokazał inaczej.
- Co z twoją żoną? Ona się nie liczy?
- Oczywiście, że się liczy, ale dobrze wiesz, że to od samego początku było małżeństwo z rozsądku. Mika zawsze wiedziała o moich romansach. Tolerowała moje skoki w bok, a ja tolerowałem jej.
- Teraz masz dziecko. Może powinieneś wreszcie poświęcić więcej czasu rodzinie?
Seguchiego zaczynała męczyć ta rozmowa. Nie lubił dyskutować na temat swojego życia prywatnego.
- Wybacz, ale muszę wykonać kilka telefonów.
K doskonale wiedział, że prezes próbuje się go pozbyć, więc wyszedł posłusznie. Mimo że byli przyjaciółmi, nie chciał ryzykować utraty pracy. Tohma potrafił być nieprzewidywalnym draniem. Seguchi nie rzucał jednak słów na wiatr. Rzeczywiście zamierzał zadzwonić.
- Cześć, Noriko! Cieszę się, że udało mi się wreszcie cię złapać. Słucham? Ryuichi już ci wszystko powiedział? To doskonale. Kiedy masz czas? Nie ma sprawy, może być jutro. Papa. – Odłożył słuchawkę. Wszystko szło zgodnie z planem.

Wrócił późno, ale nie była to żadna nowość. Wpadł w istny wir przygotowań. Członkowie Nittle Grasper nie marnowali czasu, ciężko pracowali nad nowymi utworami. Nie przeszkadzało im to, bo uwielbiali tworzyć, ale rodziny niektórych z nich nie podzielały tego entuzjazmu.
- Wiesz, która jest godzina? – Mika nie najmilej przywitała męża.
- Wiem, przecież noszę zegarek – uśmiechnął się Tohma.
- Daruj sobie ten sarkazm. Kiedyś tolerowałam wszystko i dalej wiele toleruję, ale tak nie może być wiecznie. Wiem, że ożeniłeś się ze mną, bo tak ci było wygodnie. Pogodziłam się z tym dawno temu, ale musisz zrozumieć jedno: masz dziecko. Chcesz tego, czy nie, sytuacja się zmieniła. Proszę, postaraj się poświęcić rodzinie choć odrobinę czasu – Mika spojrzała na męża smutnym wzrokiem.
- Zrozum, że pracuję nad bardzo ważnym projektem. Obiecuję, że jak skończę, będę spędzać z rodziną całe dnie – położył jej ręce na ramionach.
- Zawsze tak mówisz.
Tohma westchnął. Jakoś nie miał teraz siły zajmować się sprawami rodzinnymi, ale też nie chciał wyjść na osobę, która ma wszystko gdzieś.
- Postaram się bywać częściej w domu, dobrze? – powiedział bez przekonania, ucałował żonę w policzek i poszedł wziąć prysznic.

Tohma zazwyczaj kąpał się dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Większości osób spokojnie wystarczała jedna kąpiel, ale on miał fioła na punkcie czystości. Poza tym nic nie budziło go lepiej niż poranny prysznic.
Przetarł zaparowane lustro i przyjrzał się własnej sylwetce. Lubił oglądać swoje ciało, uważał, że jest piękne. Obejrzał się dokładnie. Nie znalazł ani grama zbędnego tłuszczu, ani jednej wady. Uśmiechnął się z satysfakcją. W wieku trzydziestu trzech lat wyglądał na dwadzieścia parę, a w przeciwieństwie do wielu gwiazd nie miał na koncie ani jednej operacji plastycznej. Wszystko zawdzięczał naturalnej urodzie i pielęgnacji. Uważał, że on i Ryu pasują do siebie, bo obaj są pięknymi ludźmi.
Odświeżony, wyperfumowany i wypielęgnowany udał się do NG records. Na miejscu spotkał się z Noriko, zamierzając rozpocząć nagrania nowych piosenek.
- Czy Ryu nie powinien już tu być? – spytała kobieta.
Tohma sięgnął po komórkę i wystukał numer przyjaciela.
- Gdzie się podziewasz? – dodzwoniwszy się, spytał. – OK., rozumiem. – Schował telefon. – Ryu mówi, że ma grypę i że nie przyjdzie.
- No cóż. Zawsze możemy popracować nad ścieżką instrumentalną bez niego.
- Powiedz mi, czy uważasz, że zaniedbuję żonę? – Tohma wypalił ni z tego, ni z owego.
- Co masz na myśli?
- Mika twierdzi, że poświęcam jej za mało uwagi. Nigdy wcześniej nie narzekała.
- Wiesz, dziecko bardzo wiele zmienia w życiu kobiety. Sama kiedyś przez to przechodziłam.
- Rozumiem, że mogłaby mieć pretensje, gdybym zostawił jej cały dom na głowie, ale przy moich dochodach Mika nie musi kiwnąć palcem. Jak jest jej ciężko, niech powie, zatrudnię niańkę.
Noriko popatrzyła na przyjaciela z politowaniem i przybliżyła się do niego.
- Tohma, ty nic nie rozumiesz, prawda? – westchnęła, a Seguchi spojrzał na nią pytająco. – Ona nie chce twoich pieniędzy, tylko ciebie.
Tym razem Tohma wyglądał tak jakby miał zaraz wybuchnąć śmiechem.
- Mika od początku miała podobne podejście do tego małżeństwa jak ja. Nasze relacje były dla niej trochę jak stosunki biznesowe.
- Mówiłam ci, że dziecko wiele zmienia. Nic bardziej nie może połączyć dwojga ludzi.
Wracając do domu, w środku nocy, wciąż myślał o tym, co powiedziała mu Noriko. Skoro była kobietą i sama doświadczyła macierzyństwa, mogła mieć sporo racji. Seguchi kochał swoją rodzinę, nawet jeśli jego małżeństwo nie było idealne, ale wciąż trudno było mu się przyzwyczaić do roli ojca.
Po cichu wśliznął się do pokoju. Żona już spała, dziecko również. Pochylił się nad kołyską i wziął je na ręce, starając się go nie obudzić.
- Obiecują, że jak tylko będę mieć więcej czasu, zabiorę ciebie i mamę na super wakacje – szepnął i ucałował syna.

Tohma zadzwonił do drzwi rezydencji Ryuichiego. Zazwyczaj nie musiał długo czekać. Sakuma otwierał drzwi z wielkim zamachem i rzucał się Seguchiemu na szyję. Tym razem Tohma czekał znacznie dłużej. Zastanawiał się nawet, czy Ryuichi aby na pewno jest w domu, ale nim podjął decyzję o odejściu, drzwi się otworzyły.

- Cześć, Tohma – Ryuichi powitał go zmęczonym głosem.
- Cześć. Wciąż jesteś chory? Kiepsko wyglądasz, może powinienem...
- Nie, wejdź – Sakuma wciągnął przyjaciela do środka.
- Przyniosłem próbkę tego co nagraliśmy z Noriko. Powiesz mi co o tym myślisz.
- Napijesz się herbaty?
- Jasne.
Ryuichi miał kuchnię połączoną z salonem, więc gdy parzył herbatę, cały czas mógł rozmawiać z kolegą. Nie uczynił tego jednak, bo nagle złapał się za brzuch i pognał do toalety.
- Ryu?! – zawołał z przejęciem blondyn.
Po kilku minutach Sakuma wrócił, wyraźnie wymęczony i usiadł naprzeciw przyjaciela.
- Co ci jest? – spytał Tohma zatroskany. Ryu naprawdę wyglądał nie najlepiej. Był blady, a czoło miał zroszone potem.
- To tylko biegunka – odparł.
- Mówiłeś, że miałeś grypę.
- Bo miałem.
- Byłeś u lekarza?
- Tak, powiedział, że to grypa. Puść to nagranie.
Tohma, wciąż zaniepokojony stanem przyjaciela, włączył CD. Z głośników popłynęły dźwięki muzyki Nittle Grasper. Sakuma zamknął oczy, jakby wyobrażając sobie, że właśnie uczestniczy w koncercie.
- I tutaj wchodzi refren – wyjaśnił Tohma.
Wtem Ryuichi zerwał się na równe nogi i znowu pobiegł do ubikacji. Siedział tam dość długo, więc Seguchi się przestraszył i poszedł sprawdzić czy wszystko w porządku.
- No i jak Ryu? Żyjesz? – zapukał do drzwi toalety.
Odpowiedziało mu ciężkie dyszenie i nieprzyjemnie odgłosy. Oddalił się zdegustowany i zaniepokojony za razem. Kiedy Ryuichi wrócił, przyłożył mu dłoń do czoła i spojrzał prosto w oczy. Poważnie martwił się o przyjaciela.
- Cokolwiek ci dolega, to na pewno nie jest grypa. Zadzwonię do mojej lekarki i umówię cię na wizytę, bo ten patałach, u którego byłeś, na niczym się nie zna.
- Przepraszam... muszę się położyć. Słabo mi – Ryuichi legł na wersalkę.
Tohma wziął gazik, namoczył i obmył przyjacielowi twarz. Należało niezwłocznie skontaktować się z lekarzem.

Oczy Ryu wodziły za palcem doktor Kishimoto, co stanowiło jedno z rutynowych badań. Następnie lekarka zaczęła dokładnie macać jego szyję.
- Ma pan powiększone węzły chłonne – oznajmiła. – Mówi pan, że najpierw wystąpiły objawy grypowe, a potem biegunka?
- Tak. Wyjątkowo uciążliwa.
- I twierdzi pan, że nie jadł niczego co mogło ją spowodować?
- Tak sądzę.
- Mogłabym pobrać próbkę kału do analizy, ale wolałabym najpierw zrobić badanie krwi – kobieta usiadła za biurkiem i wyjęła strzykawkę. – Oczywiście jeśli nie ma pan nic przeciwko temu.
Ryuichi podwinął rękaw, dając tym samym przyzwolenie na zabieg.
- Jakieś pomysły co mi dolega?
- Jest wiele możliwości. To niekoniecznie musi być coś groźnego. Na razie nie wyciągajmy pochopnych wniosków – kobieta uśmiechnęła się, chcąc dodać pacjentowi nieco otuchy.

Ostatnie dni były deszczowe, ale wreszcie wyszło Słońce. Tohma miał szczęście, bo pogoda dopisała akurat wtedy, gdy miał dzień wolny. Jednak większość czasu spędził w domu, zwłaszcza, że w końcu mógł pobawić się z dzieckiem. Udało mu się też zmienić bobasowi pieluchę, co było wielkim sukcesem. Zauważył, że synek lubi, gdy głaszcze się go palcem po policzku, więc Tohma robił tak ilekroć chciał uśpić dziecko. Nagle przerwał mu błysk flesza.
- Co ty wyprawiasz? – spytał żony.
- To taka rzadkość widzieć cię z dzieckiem na rękach, że musiałam to uwiecznić – skomentowała Mika.
- Przecież wiesz, że gdybym mógł, robił bym to częściej.
Wkrótce dziecko zasnęło, więc Tohma położył je w kołysce. Spało tak mocno, że nie obudził go nawet telefon. Mika odebrała, ale podała słuchawkę mężowi.
- Do ciebie – oznajmiła.
- Halo?
- Tohma? – usłyszał w słuchawce.

- Cześć, Ryu. Właśnie miałem do ciebie dzwonić. Byłeś u lekarza? Co ci powiedziała?
- ...
- Ryu, jesteś tam?
- Mam AIDS.
Tohma przez chwilę siedział ze słuchawką przyłożoną do ucha, choć ani on, ani jego rozmówca nie odezwali się słowem.. Po paru sekundach telefon wypadł mu z dłoni.
- Dobrze się czujesz? – Mika spytała zaniepokojona.
Tohma jednak nie odpowiedział. Wstał i pospiesznie zaczął się ubierać.
- Co się stało? Dokąd się wybierasz? – kobieta pognała za mężem, ale nie doczekała się odpowiedzi. Tohma wsiadł do samochodu i odjechał bez słowa wyjaśnienia.
Oczywiście udał się prosto do przyjaciela. Jak tylko zalazł się pod jego domem zaczął nerwowo pukać do drzwi.
- Tohma? – Ryuichi zdziwił się tak nagłą wizytą kolegi.
Seguchi szybko wszedł do środka i złapał Ryu za ramiona.
- Jesteś pewien? Na pewno tak ci powiedziała? – spytał roztrzęsiony.
Ryu nie musiał odpowiadać. Wystarczyło, że Tohma spojrzał w jego oczy, po których od razu było widać, że nie kłamią. Ryuichi jeszcze nigdy nie miał tak przepełnionego bólem spojrzenia.
Wciąż nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę, Tohma zaczął chodzić po domostwie, rozglądając się dookoła, aż wreszcie wypatrzył to co go interesowało, wyniki testów. Chwycił je i zaczął dokładnie czytać. Przeczytał je kilka razy i wciąż widział to samo. Pisało jak byk, wynik pozytywny.
- Może się pomylili? – rzekł jeszcze z resztką nadziei w głosie.
- Objawy się zgadzają. Chociaż doktor mówi, że biegunka mogła być zbiegiem okoliczności, bo to zazwyczaj następuje później – oznajmił Ryuichi. – Przepraszam... naprawdę przepraszam... – pociągnął nosem.
- Za co przepraszasz?
- Przeze mnie, ty też możesz... – otarł łzy, ale na ich miejscu pojawiły się nowe.
- Usiądź – Seguchi zaprowadził go do wersalki. – Kiedy ostatni raz robiłeś testy?
- A bo ja wiem? Kilka lat temu.
- Nie wiesz, kiedy to się mogło stać? Przecież się zabezpieczasz.
- Zazwyczaj.
Właściwie ta rozmowa nie miała sensu. Co się stało i tak nie mogło już zostać zmienione. Tohma zrobił jedyne co mu przychodziło w danym momencie do głowy, objął przyjaciela. Pogłaskał go po głowie i po plecach. Seguchi nawet w najtrudniejszych chwilach umiał zachowywać minę pokerzysty, ale tym razem z trudem powstrzymywał łzy.
- Musisz mi obiecać dwie rzeczy – szepnął Ryuichi. – Po pierwsze zbadaj się jak najszybciej. Po drugie, nie mówi nikomu z wyjątkiem K i Noriko.
- Nie będziesz w stanie długo tego ukrywać.
- Tak długo jak będzie trzeba. Proszę.
Nie mógł mu odmówić, nie w takiej sytuacji. Kiedy wrócił do domu, Mika zadawała dziesiątki pytań, ale on nie był skory do rozmowy. Po prostu położył się spać, naszprycowany środkami uspokajającymi.

Kiedy Tohma dowiedział się, że jest zdrowy, poczuł ogromną ulgę, ale bynajmniej nie tryskał radością. Nawet jeśli jemu się udało, jego przyjaciel nie miał tyle szczęścia i nic nie było w stanie już tego zmienić. Nie umiał przestać o tym myśleć. On, Tohma Seguchi, człowiek o wiecznym uśmiechu, znany ze swego silnego charakteru, przeżywał załamanie i nie potrafił tego ukryć.
- Co się z tobą dzieje? Powiedz mi – błagała Mika.
W końcu nie wytrzymał. Żona miała prawo poznać prawdę.
- Ryuichi jest chory na AIDS – powiedział z bólem, a gdy zobaczył zszokowany wyraz twarzy Miki, dodał. – Nie martw się, jestem zdrowy. Badałem się. Ale nie mów nikomu co ci powiedziałem.
- To straszne.
- Chyba powinienem go odwiedzić. Nie widziałem się z nim od dwóch tygodni. Nie chcę żeby myślał, że go unikam.
Zgodnie z przewidywaniami Tohmy, Ryuichi odżył, kiedy go ujrzał. Przez chwilę nawet wydawało się, że nic się nie zmieniło, że życie toczy się po staremu. Jednak nie dało się uniknąć ciężkiego tematu.
- Bierzesz lekarstwa? – spytał Seguchi.
- Biorę. Doktor Kishimoto twierdzi, że przy tak wczesnym rozpoczęciu leczenia mogę pożyć nieco dłużej niż większość zarażonych. – Ryuichi powiedział to tak jakby sam nie wiedział czy ma się cieszyć, czy płakać.
Jeszcze nigdy Tohmie nie przyszło do głowy, że będzie uczestniczyć w podobnej rozmowie. Wszystko zdawało się wręcz surrealistycznie. Oto siedział w jednym pokoju z osobą, którą kochał i przy filiżance zielonej herbaty rozmawiał o śmierci. Okropne uczucie.
- Co dalej? – spytał beznamiętnie.
- Jak to co dalej? To co miało być. Nagramy płytę, pojedziemy w trasę i nasze marzenie się spełnią – po raz pierwszy od dwóch tygodni Ryuichi wysilił się na uśmiech.
- Jak wyobrażasz sobie trasę koncertową, przecież możesz nie być w stanie...
- Śpiewać zawsze będę w stanie – rzekł stanowczo Sakuma.
- Nie powinieneś tak ryzykować.
- Tohma, wiem, że nic już nie będzie takie jak kiedyś, ale chcę chociaż spróbować normalnie żyć. Muzyka to dla mnie wszystko. Jeśli stracę cel w życiu, przestanie mieć ono sens. Muszę mieć coś co będzie mnie napędzać, coś co sprawi, że będę chciał wstawać rano i walczyć. Proszę cię, nie traktuj mnie inaczej niż do tej pory. Proszę cię – Ryuichi był bliski łez.
- Przecież wiesz, że dla mnie zawsze będziesz tą samą osobą. Nie zamierzam traktować cię inaczej – Tohma dotknął jego policzka.
- Więc pozwól mi wziąć udział w trasie.
Seguchi westchnął. Jak mógł odmówić przyjacielowi?
- Przedyskutujemy to jeszcze. Dobrze?
Tym razem Ryuichi uśmiechnął się szczerze. Tohma poczuł chwilową ulgę. Uśmiech Ryu znaczył dla niego więcej niż sława i pieniądze.

Na zebraniu w NG records uczestniczyli tylko członkowie Nittle Grasper i K. Tohma postanowił na razie nic nie mówić Sakano, który gotów był jeszcze zrobić sobie krzywdę. Jego tendencje do popadania w histerię były znane w całej firmie, zwłaszcza po tym jak wyskoczył przez okno. Dobrze, że z parteru.
W sali panowała grobowa atmosfera. O dziwo jedynie Ryuichi zdawał się być beztroski i bawił się Kumagoro. Tohmę zaczynało to wręcz irytować. Z wszystkich osób Ryu powinien się najbardziej martwić, a tym czasem zachowywał się tak jak gdyby nigdy nic. A może robił to specjalnie? Może to pomagało mu odreagować? Ryuichi często zadziwiał swoim zachowaniem i nikt do końca go nie rozumiał. Jeśli ktokolwiek miał szansę poznać, co skrywał w swym umyśle, to tylko Tohma.

- Myślę, że w zaistniałej sytuacji trasa koncertowa to nie najlepszy pomysł – powiedział K, na chwilę ignorując wokalistę.
- Ale jeśli Ryu-chan tak bardzo tego chce, nie lepiej dać mu wolną rękę? – zasugerowała Noriko. – Niech decyduje sam za siebie.
- Kumagoro się z tym zgadza – wypalił nagle Ryu.
- Nikt nie pytał Kumagoro o zdanie – rzekł Tohma, tracąc cierpliwość.
- Jak to? Nie lubisz Kumagoro?
- Ryu, proszę... – Seguchi skarcił go z bólem w głosie.
Wtem Sakuma spoważniał. Wstał i wyszedł z sali, wyglądając na urażonego. Tohma poszedł za nim.
- Co z tobą? Do tej pory twoje zachowanie mi nie przeszkadzało. Uważałem to za zwykły ekscentryzm, ale tego już nie pojmuję. Czemu wciąż zachowujesz się jak kretyn?
- Bo jak to robię, życie wydaje się prostsze – odparł beznamiętnie Ryu. Tohma stał przed nim przez ładnych kilka sekund i patrzył na niego ze współczuciem. – Kumagoro Beam! – nagle blondyn dostał pluszakiem w łeb. Poczuł się niezręcznie. Jakiej reakcji spodziewał się Ryuichi? Czy sądził, że Tohma zacznie tańczyć tak jak on mu zagra?
Seguchi uśmiechnął się niepewnie. Tylko na tyle było go stać.

Błyskały flesze, a dziennikarze przekrzykiwali się nawzajem. Wieści o planach Nittle Grasper rozbiegły się po kraju z prędkością telegraficzną. Wszyscy byli podekscytowani. Nie dość, że najpopularniejszy zespół w Japonii planował trasę koncertową, to występy miały odbywać się z wielkim rozmachem. Choć w konferencji prasowej brali udział wszyscy członkowie Nittle Grasper, na pytania odpowiadał głównie Tohma Seguchi.
- Wiadomo już kto z wami zagra?
- Mamy pewne pomysły, ale to na razie tajemnica.
- Jakie miasta zamierzacie odwiedzić?
- Oprócz Tokio na pewno Jokohamę, Kjoto, Hiroszimę, Okinawę, Sapporo i Nagasaki. Co do reszty, jeszcze się zobaczy.
- Macie już pomysły na tytuł nowego albumu?
- Jeszcze nie, ale pracujemy nad tym.
- Podobno chodzą pogłoski jakoby miał to być ostatni album w karierze Nittle Grasper. Jak pan to skomentuje?
Pytanie zaskoczyło Seguchiego, ale zachował kamienną twarz.
- Cóż, na razie nie chcę wyciągać pochopnych wniosków...
- Oczywiście, że to nie będzie nasz ostatni album – odezwał się nagle Ryuichi. – Nittle Grasper będzie grać do oporu.
- To wspaniała wiadomość. Sakuma-san, czy jest coś jeszcze co chciałby pan powiedzieć fanom?
- Tak. Przychodźcie na nasze koncerty! To będzie widowisko, którego nigdy nie zapomnicie! Do zobaczyska! – Ryu zrobił z palców „V” i wyszczerzył się do kamery. Na tym konferencja się zakończyła.
- Nieźle poszło – podsumowała Noriko.
- Tak – dorzucił Tohma, z lekkim powątpieniem. Na chwilę się oddalił, po czym skinął na Sakumę. – Cieszę się, że tak bardzo się w to wszystko zaangażowałeś, ale nie chcę byś robił sobie zbyt wielkie nadzieje.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- To, że jeśli nagle pojawią się jakieś przeciwwskazania, odwołuję trasę.
- Tohma, ja żyję myślą o tym wyjeździe. To pomaga mi choć na chwilę zapomnieć o całym gównie.
- Po prostu nie chcę żebyś potem przeżywał rozczarowanie.
- Wszystko będzie dobrze. Musimy w to wierzyć, prawda?
- Ach, Ryu, ty się nigdy nie zmienisz – Tohma westchnął, ale zdobył się na uśmiech i objął przyjaciela jedną ręką.

W NG records praca wrzała, nikt nie ważył się leniuchować, wiedząc, że jak szef postawi sobie jakiś cel, to będzie brnął do niego po trupach. Sam Tohma Seguchi zresztą też miał więcej pracy niż normalnie. Nie dość, że musiał prowadzić firmę, to jeszcze brać udział w nagraniach, ale to drugie uważał akurat za odprężające. Zwłaszcza, gdy słyszał piękny głos Ryuichiego, śpiewający właśnie nowy utwór „Supernova”.

Gwiazdy błyszczą, gwiazdy spadają,

Gwiazdy eksplodują, gwiazdy znikają.

Zostawiają przez chwilę ślad jasny na niebie,

Czy je zapamiętasz, zależy od ciebie.

Remember, remember, nim odejdziesz w cień.

Remember, remember, nim skończy się dzień.

Remember, remember, nim Słońce zgaśnie.

Tak tam, jak i wtedy, gdy już wszystko zaśnie.

Czas przemija, czas ucieka,

Lata płyną, tak jak rzeka.

Pomyśl czasem o tych latach,

Gdy nie będzie tego świata.

Remember, remember, nim odejdziesz w cień.

Remember, remember, nim skończy się dzień.

Remember, remember, nim Słońce zgaśnie.

Tak tam, jak i wtedy, gdy już wszystko zaśnie.

Gdy patrzysz na innych, gdy widzisz ich łzy,

Popatrz na siebie, to możesz być ty.

Pamiętaj dobre chwile, smutkowi mów nie,

Życie wtedy nie będzie aż tak bardzo złe.

- Ten utwór będzie hitem – skomentowała Noriko.
- Oczywiście, że będzie. Pojawi się jako pierwszy na płycie – uśmiechnął się Tohma. – Na razie zróbmy sobie piętnaście minut przerwy.
- Idziemy z Kumagoro się przejść – oznajmił Ryuichi. Budynek NG znał od deski do deski, w końcu pracował w nim od lat. W przerwach zawsze wolał go eksplorować niż siedzieć bezczynnie.

Udał się tam, gdzie obecnie nagrywał Bad Luck, kiedy jednak dotarł do studia, zauważył, że cała ekipa próbuje dostać się do środka.
- Shuichi, otwieraj! – dobijał się Hiro.
- Co się stało? – zaaferowany Ryuichi spytał gitarzysty.
- Yuki zerwał z nim dziś rano, więc Shu zabarykadował się w środku i wszyscy boimy się, żeby nie zrobił sobie krzywdy. Znasz go.
- Shindou-san, to wcale nie jest śmieszne! – krzyknął Suguru.
- A może byś z nim porozmawiał, Sakuma-san? – zaproponował Hiro. – Zawsze miałeś na niego największy wpływ. Jeśli kogokolwiek posłucha, to tylko ciebie.
- OK. – zgodził się Ryu.
- Shuichi, Sakuma-san tu jest i chce z tobą porozmawiać. Wpuścisz go? – spytał Hiroshi.
Metoda poskutkowała, bo już po chwili drzwi się lekko uchyliły i Ryuichi wszedł do środka. Powitał go wokalista Bad Luck, cały we łzach.
- Shu-chan, co się... – nim zdołał skończyć, Shuichi znowu wybuchnął płaczem. – Nie, błagam, tylko nie płacz, dam ci potrzymać Kumagoro. – Ryuichi wręczył mu królika.
- Sakuma-san... – Shuichi pociągnął nosem.
Nikt nie wiedział co Ryuichi nagadał Shu, ale najwyraźniej poskutkowało, bo jakieś pół godziny później, obaj wokaliści opuścili studio.
- Ja i Shu-chan idziemy do mnie pograć w gry wideo – oznajmił Sakuma.
Nie taką odpowiedź pozostali członkowie Bad Luck chcieli usłyszeć. Woleli kontynuować nagrania, ale z drugiej strony lepiej żeby Shuichi poszedł z Ryu, niż siedział zabarykadowany w studio. Większość osób nie mogła tak po prostu opuszczać pracy, ale Ryuichi miał największe wpływy w NG records i tylko on umiał przekonać nieustępliwego Tohmę.
Shindou bynajmniej nie tryskał entuzjazmem, nawet gdy znalazł się w domu swego idola.
- Shu-chan, rozchmurz się wreszcie i wybierz sobie jakąś grę, a ja ci pójdę zrobić coś dobrego do picia – Ryu pobiegł do kuchni, zastanawiając się co by przyszykować.
Stwierdził, że w obecnej sytuacji będzie najlepiej jeśli napoi Shu czymś alkoholowym. Nie znał się specjalnie na drinkach, ale wymieszał co miał najmocniejszego i dolał trochę soku.
Czemu wreszcie nie zapomni o tym głupim Yukim? – pomyślał sobie. Czasami kompletnie nie rozumiał kolegi. Nie rozumiał po co Shu tak usilnie trzymał się związku, który wpływał na niego destrukcyjnie. – Pieprzone leki. – Jego tok myślenia zmienił się całkowicie, kiedy poczuł odruch wymiotny. Wpadł do ubikacji i zwrócił wszystko co miał w żołądku. Usiadł na podłodze i oparł się o ścianę, żeby trochę odetchnąć. Nie zamierzał popadać w depresję, ale łzy napłynęły same. Nie umiał ich powstrzymać. – Tylko nie to, nie teraz. – otarł oczy. – Muszę być silny, muszę wierzyć. Nie dam się tak łatwo – powtarzał sobie wiele razy jak mantrę. Odkąd dowiedział się o chorobie, zdarzały mu się momenty załamania. Pojawiały się nagle i nie dało się ich przewidzieć. Choć był optymistą i postanowił sobie, że się nie podda, nie potrafił wyzbyć się tych chwil słabości.
Kiedy wreszcie udało mu się opanować emocje, wziął szklankę i poszedł do Shu.
- Przepraszam, że tak długo. Proszę, to dla ciebie.
Ku jego zdumieniu Shuichi wychylił drinka za jednym razem, wytarł usta, a następnie beknął. Przez chwilę Ryu zastanawiał się, czy nie przynieść mu następnego, ale stwierdził, że lepiej nie upijać przyjaciela.
- Wybrałeś coś?
- Tak, możemy zagrać w Bubble Bobble.
Wszystko wskazywało na całkiem przyjemnie spędzone popołudnie przy konsoli, ale tak się nie stało. Po około piętnastu minutach Shuichi po prostu przerwał grę, mimo że dobrze mu szło.
- Przepraszam, Sakuma-san, nie mogę – wstał i skierował się do wyjścia.
- Czekaj, Shu-chan, możemy porobić coś innego. Mam dużo filmów i karaoke, co ty na to?
- Wybacz, naprawdę nie jestem w stanie – Shuichi spuścił głowę. Wyszedł, a Ryuichi już go nie powstrzymywał.

Jak tylko Tohma wrócił do domu, legł na łóżko, kładąc się obok śpiącej żony. Do późna nagrywał teledysk i kompletnie go to wyczerpało.
Odzwyczaiłem się od tego – pomyślał. – Podziwiam Ryu, ten człowiek jest niezniszczalny. Nawet chory ma w sobie ogromne pokłady energii. Jak on to robi? A może to ja zgnuśniałem? Całe dnie spędzam za biurkiem, odmiana dobrze mi zrobi. – Zmęczenie miało dobre strony, przynajmniej czuł, że coś osiągnął. A musiał przyznać, że ostatnie miesiące były bardzo owocne. Prace nad albumem były już praktycznie na ukończeniu, a trasa koncertowa zapowiadała się dobrze.
- Tohma... – Mika powiedziała w półśnie i przytuliła się do męża.

W jednej z toalet w NG stał Ryuichi i wpatrywał się w lustro. Wyglądał na zmęczonego. Nie przyznawał się do tego, ale ostatnio praca go wykańczała. Sądził, że bez problemu może odstawiać taki show jak kiedyś i nie odczuwać konsekwencji, ale mylił się. Owszem, przy nagrywaniu teledysku dał z siebie wszystko, ale musiał to odpokutować tygodniem spędzonym w domu.
Może rzeczywiście powinienem dać sobie na wstrzymanie? – Obmył sobie twarz zimną wodą. Czuł, że ma gorączkę. Co prawda niezbyt wysoką, ale gdyby Tohma się dowiedział znowu wysłałby go na przymusowy urlop.

Nagle usłyszał jak coś niewielkiego uderza o posadzkę. Odwrócił się i zobaczył, że z jednej z kabin wytacza się strzykawka. Podniósł ją, nie tyle zdumiony, co z szokowany. W swym bujnym życiu zdążył nauczyć się zastosowania strzykawek w toaletach wytwórni płytowych. Schylił się i ujrzał za drzwiami parę różowych trampek, które od razu poznał.
- Shu, jesteś tam? – szarpał za klamkę, ale drzwi nie chciały się otworzyć. – Shu, natychmiast otwórz, ja nie żartuję!
W końcu, zbyt zdenerwowany czekaniem, Ryuichi kopnął drzwi z całej siły, aż wreszcie puściły. Shuichi spojrzał na niego i się uśmiechnął. Siedział z podwiniętym rękawem, a w otwartej torbie znajdowały się rzeczy, które kolokwialnie mówiąc można by określić mianem „zestawu małego ćpuna”. Ryu wziął w dłonie twarz kolegi i spojrzał w jego rozszerzone źrenice.
- Heroina? Oszalałeś?
Shuichi zdołał poznać Sakumę od tej poważnej strony, ale jeszcze nigdy nie widział go tak wzburzonego. Jednak w tej chwili go to nie obchodziło, wszystko wydawało się piękne i proste.
- Powinieneś tego spróbować, Sakuma-san. To daje niesamowitego kopa.
- Próbowałem i już się w to nie bawię. Tobie też radzę przestać.
- Kiedy dopiero teraz naprawdę czuję, że żyję. Chce mi się śpiewać, chce mi się tworzyć – Shuichi złapał Ryu za ramiona.
- Na początku, Shu. Na początku. Proszę, przestań póki jeszcze nie jest za późno.
- Nie rozumiesz, ona mi zastąpiła Yukiego. Już go nie potrzebuję – ucieszył się Shuichi, spakował co miał i wstał.
- Nie chcę żeby ci się coś stało, Shuichi. Shuichi?! – wokalista Bad Luck zupełnie go zignorował i wyszedł z toalety. Ryuichi zastanawiał się czy koledzy Shu z zespołu o wszystkim wiedzą. Możliwe, że czegoś się domyślali, ale pewnie też nie mogli nic wskórać. – Shuichi, dlaczego jesteś taki głupi? – Sakuma powiedział już do siebie.

Yuki Eiri nie spodziewał się żadnych gości. Spędzał czas w sposób dla siebie typowy, siedząc przed komputerem, popijając piwo i paląc papierosa. Zaklął pod nosem, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Nie lubił jak mu przerywano proces twórczy, właściwie w ogóle nie lubił gości. Pierwsze co przyszło mu do głowy, to że Shuichi próbuje do niego wrócić, wszakże robił to nie raz. Oczywiście Eiri za każdym razem go odtrącał. Wstał zirytowany i poszedł otworzyć drzwi, tylko po to, by dowiedzieć się, że nie Shuichi pod nimi stoi.
- Sakuma-san? – zdziwił się pisarz.
Nigdy nie przyjaźnił się z Ryuichim. Spotkał go tylko parę razy, głównie podczas pobytu w USA. Nie miał pojęcia czego piosenkarz od niego chce, ale resztki grzeczności nakazywał wpuścić go do domu.
- Słyszałem co się stało między tobą, a Shuichim – rzekł z powagą Ryu.
- Wieści chyba wolno do ciebie dochodzą.
- Nie chodzi mi o sam fakt, że go rzuciłeś, tylko o to, do czego to doprowadziło. Pewnie cię to nie obchodzi, ale Shu zaczął brać heroinę.
- Masz rację, nie obchodzi mnie to.
- Sądzę, że powinno, bo robi to z twojego powodu.
- Czy po to tu przyszedłeś? Po to żeby robić mi wykład? – Yuki nie ukrywał znudzenia.
- Chcę żebyś go powstrzymał. Tylko ciebie posłucha.
- Shuichi jest dorosły, może robić co chce. A to, że jest głupi, to już nie moja wina.
Sakuma posłał rozmówcy gniewne spojrzenie.
- Dlaczego go zostawiłeś? Przecież już zaczynało wam się układać.
- Zaraz, czy ty przypadkiem nie powinieneś się cieszyć, że go zostawiłem? Przecież od dawna miałeś na niego ochotę. Nawet próbowałeś stanąć między nami. Co się nagle stało, Ryuichi-sama, już go nie chcesz? Może znalazłeś sobie innego? Chociaż z drugiej strony, wątpię by robiło ci to jakąś różnicę – zadrwił Eiri.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Pewnie i tak tego nie zrozumiesz, ale niech ci będzie, powiem ci. Zerwałem z nim, bo ten związek nie miał przyszłości. Nie jestem w stanie odwzajemnić jego uczucia, Sakuma-san. Tak będzie lepiej dla nas obu.
- A ja myślę, że jesteś po prostu parszywym tchórzem, który boi się odpowiedzialności – syknął Ryuichi i tyle go Yuki widział.
Rozgoryczony Sakuma wrócił do domu, mając wrażenie, że tylko się oszukiwał. Myślał, że uda mu się wziąć Eiriego na litość, ale najwyraźniej przeliczył się. Sam też czuł się bezradny. Miał zbyt wiele własnych problemów, by jeszcze radzić sobie z cudzymi. Żywił tylko nadzieję, że Shuichi pójdzie wreszcie po rozum do głowy.

- Doktor Kishimoto powiedziała, że mogę jechać – oznajmił Ryuichi, nie kryjąc zadowolenia.
Tohma uśmiechnął się, ale nic nie powiedział. Przez chwilę sprawiał wrażenie pogrążonego w myślach, po czym przyciągnął Ryu do siebie i pocałował mocno. Był to ich pierwszy namiętny pocałunek od wielu tygodni, dlatego Sakuma poczuł jak serce mu wali. Seguchi kompletnie go zaskoczył, oczywiście mile. Do tego był niezwykle czuły, cały czas gładził twarz partnera, nie odrywając się od jego ust. A to był dopiero początek. Tohma zerwał z Ryu koszulę i teraz całował wszystko co napotkał na swojej drodze. Ryuichi poczuł się zmieszany, gdyż nie sądził, że Seguchi będzie jeszcze go pożądał. Tohma należał do osób, które wyjątkowo ceniły sobie piękno i estetykę, a Ryuichi nie był już bez skazy. Jednakże prezes NG zdawał się kompletnie tym nie przejmować, coś zupełnie do niego niepodobnego.
- T... Tohma... – jęknął piosenkarz, kiedy poczuł dłoń wsuwającą się w jego spodnie.
- Ciii... – Seguchi przyłożył mu palec do ust.
- Dlaczego to robisz?
- Próbowałem przestać o tobie myśleć, przestać cię pożądać, ale... nie potrafię.
- Wiesz, że nie możemy...
- Zaufaj mi.
Tohma zdjął z Ryuichiego resztę ubrania i rozpoczął eksplorację. Poznawał go na nowo, każdą część, każdy zakamarek i nic nie mogło go powstrzymać.
- Nie masz ochoty na zabawę z wibratorem? – Seguchi szepnął kochankowi na ucho. Jego głos był pełny podniecenia.
- Uhhh... – Ryuichi był zaskoczony i zażenowany jednocześnie. Ale jakim cudem mógł być zażenowany? Robili to wiele razy, niekiedy używając dużo dziwniejszych przedmiotów. Mało tego, często zapraszali postronne osoby. Coś jednak sprawiło, że czuł się inaczej niż do tej pory. Tym razem nie chodziło o seks. Tym razem chodziło co coś więcej.
- Kocham cię – wyszeptał Ryuichi, pewny swych słów.

Dwa pierwsze koncerty okazały się wielkim sukcesem. Dziennikarze zauważyli, że Ryuichi nie szaleje już na scenie tak jak kiedyś i snuli różne domniemania, jednak Ruy się nie przejmował. Skutecznie ukrywał swój sekret. Podobnie jak Shuichi, który, gdy nikogo nie było w apartamencie, napełniał strzykawkę heroiną.

- Co robisz, Shu-chan?

Shindou zamarł, gdy usłyszał głos Ryu.

- Sakuma-san, myślałem, że macie próbę? - Shuichi nerwowo odłożył sprzęt.

- Kumagoro musiał zrobić przerwę - odparł artysta z maskotką na głowie. Znowu przybrał maskę idioty, celowo zmienił taktykę. Skoro nie mógł dotrzeć do Shu będąc poważnym, postanowił spróbować w inny sposób.

- Mógłbyś... zostawić mnie samego? - Shuichi spytał skrępowany.

- Kumagoro chce wiedzieć dlaczego Shu-chan robi to co robi.

- Proszę, zostaw mnie.

Ryuichi zaczął rzuć ucho Kumagoro, wyglądając tak, jakby miał zaraz się rozpłakać, po czym wybiegł z pokoju.

- Przyniosłem kolację - oznajmił chłopak z obsługi hotelowej, wprowadzając wózek z jedzeniem do apartamentu.

- Nie jestem głodny - odparł Sakuma, leżąc na łóżku.

- Kazano mi to przynieść.

- Dobrze, po prostu zostaw i idź.

Wózek został, ale chłopak nie odszedł. Ponadto Ryuichi usłyszał dźwięk przekręcanego w zamku klucza.

- Hej, dlaczego zamykasz drzwi? – piosenkarz wstał zmieszany.

Nim się obejrzał chłopak wyjął nóż spod serwetki i rzucił się na niego. Zszokowany gwiazdor zrobił unik i wylądował na podłodze. Cieszył się, że kiedyś trenował aikido, choć w obecnej chwili to mogło nie wystarczyć, by ocalić mu życie.

- K! Ochrona! - krzyknął.

Napastnik ponowił atak. Na szczęście Ryuichi był na tyle szybki, że udało mu się uciec pod ścianę.

- Coś ty za jeden? Odłóż ten nóż! - powiedział z trwogą w głosie.

- Zruinowałeś mi życie. Nienawidzę cię, Sakuma-san! - krzyknął chłopak. Po tonie jego głosu dało się poznać, że mówi śmiertelnie poważnie. Gorycz i wściekłość wręcz w nim kipiały, co tym bardziej przerażało Sakumę.

Dokładnie przyjrzał się twarzy napastnika. Młodzieniec nie wyglądał na starszego od Shu. Z rysów był nawet trochę do niego podobny, ale miał czarne włosy i orzechowe oczy. Ryuichi zdał sobie sprawę, że skądś go zna.

- Przepraszam bardzo, ale ten człowiek nalegał, żeby się z panem zobaczyć - rzekł pracownik ochrony NG records, wskazując na młodzieńca - Twierdzi, że pana zna.

- Nie poznajesz mnie, Sakuma-san? To ja, Subaru Yamato. Poznaliśmy się w USA - wyjaśnił chłopak.

Ryuichi przez chwilę go obserwował, po czym wypalił beznamiętnie:

- Nie znam go.

Ryu nie widział jak zareagował młodzieniec, bo odwrócił się i poszedł we własnym kierunku. Słyszał jednak za plecami "Sakuma-san, przypomnij sobie."

- Nienawidzę cię! - padło raz jeszcze, ale nim doszło do kolejnego ataku, drzwi zostały wyważone i do środka wbiegł K wraz z ochroną. Napastnika obezwładniono i wyprowadzono, co nie było łatwe, bo ciągle się wyrywał i obrzucał Ryu obelgami.

- Nic ci nie jest? - Tohma przybiegł na miejsce zdarzenia i szybko zajął się Ryuichim.

- Wszystko w porządku - odparł piosenkarz, ale zdarzenie wstrząsnęło nim bardziej niż to okazywał. Wreszcie sobie przypomniał.

Pod hotelem zebrały się tłumy fanów. Co prawda w Japonii Ryuichi był przyzwyczajony do znacznie większych, ale w USA również nie narzekał na brak popularności. Wielbiciele wiwatowali, a gdy wysiadł z limuzyny, zrobiło się kilka razy głośniej. Fani krzyczeli, błyskały flesze, a Sakuma czuł się jak ryba w wodzie. Przepych i sława – właśnie takie życie kochał.
Gdy zmierzał do drzwi, jego uwagę przykuł stojący pośród tłumu chłopak. Był bez wątpienia Japończykiem, na dodatek bardzo młodym i uroczym. Ryuichi dawał mu na oko jakieś szesnaście lat. Ich spojrzenia na chwilę spotkały się, co wywołało wyraźny rumieniec u chłopaka. Sakuma uśmiechnął się tajemniczo i wszedł do środka.
Pod eskortą K miał udać się do pokoju, ale zatrzymał się przy pierwszym najbliższym oknie.
- Widzisz tego chłopaka? – spytał swego menadżera, który na dobrą sprawę zachowywał się jak ochroniarz.
- Którego?
- Tego słodkiego Japończyka z czarnymi włosami.
K nie odpowiedział, tylko czekał aż Ryuichi wreszcie powie o co mu chodzi.
- Przyprowadź go do mnie – zażyczył sobie muzyk.
Z wyrazu twarzy Amerykanina dało się wywnioskować, że pomysł Ryu ani trochę mu się nie podoba.
- Nie będę zachowywać się jak jakiś alfons – zaprotestował Cloud.
- Co cię ugryzło, K-chan? Przecież nie zamierzam go zgwałcić. Potraktuj to jako przysługę dla przyjaciela. Zresztą ten chłopak na pewno się ucieszy. Chcesz mu odmówić szansy spotkania z idolem?
W końcu K wziął głęboki wdech i wrócił się, choć wykazywał wyraźną niechęć. Ryuichi natomiast wyjął Kumagoro zza swego fioletowego płaszcza i spojrzał pluszakowi prosto w oczy z guziczków.
- Będzie fajny wieczór. Zaprosimy go, prawda? Oczywiście, że go zaprosimy – uśmiechnął się wymownie.

Siedział na białej, luksusowej kanapie, również ubrany cały na biało, łącznie z obrożą na szyi. Skórzane biodrówki ledwo zakrywały górną część bielizny. Cały strój kosztował więcej niż miesięczna pensja przeciętnego Amerykanina.
Wreszcie drzwi się otworzyły i do środka wszedł bardzo onieśmielony chłopak. Ryuichi wstał by się z nim przywitać, a nastolatek zrobił się cały czerwony z nadmiaru emocji.
- Sakuma-san... to... to naprawdę ty...
- Tak to ja – Ryuichi podał mu rękę zachodnim zwyczajem. – A ty jak się nazywasz? – spytał z miną słodkiego niewiniątka. Często przybierał taką pozę, gdy spotykał się z kimś po raz pierwszy.

- Subaru Yamato. Kurcze... nie mogę uwierzyć, że naprawdę z tobą rozmawiam... dlaczego akurat ja... skąd ten zaszczyt? – chłopak wyglądał tak jakby miał zaraz zemdleć ze szczęścia.
- Miło jest wreszcie spotkać jakiegoś rodaka. Już dawno nie rozmawiałem z nikim po japońsku. Poza tym Kumagoro uważa, że jesteś słodki.
- Naprawdę? – zaśmiał się Subaru, drapiąc się po głowie.
- Słodki i miły. Kumagoro chce się z tobą zaprzyjaźnić, ale teraz jest mało czasu, więc co powiesz na wieczór? Urządzam dziś imprezę. Możesz czuć się zaproszony.

W luksusowym, hotelowym pokoju siedzieli razem Tohma i Ryuichi. Była już noc, ale nie poszli na imprezę, jak zazwyczaj. Zabawa znajdowała się na szarym końcu listy rzeczy, na które obecnie mieli ochotę. Sprawy się pokomplikowały i należało je jakoś rozwiązać.

- Zabrali go na komisariat. Oczywiście dopilnowałem, żeby incydent nie wyszedł na jaw – oznajmił Seguchi. – Znasz tego człowieka?
- Znam – przyznał Ryuichi, czując się bardzo niezręcznie. – Spotkaliśmy się w Seattle, miałem tam koncert. Był zwykłym fanem, ale wpadł mi w oko. Wiesz, jaki wtedy byłem. Uważałem, że wszystko mi się należy.

Z głośników popłynęła muzyka Nittle Grasper, to wystarczyło, by Ryuichi złapał odpowiedni nastrój. Wyjął z kieszeni pudełko tabletek i wziął jedną. Subaru obserwował go zmieszany, na co Sakuma postanowił się podzielić.

- Chcesz? – spytał.
- Co to?
- Coś, co sprawi, że ujrzysz gwiazdy.
Po chwili wahania chłopak rzucił nieśmiałe „ok.” Jednak Ryuichi zamiast wręczyć mu pigułkę, wziął jedną w zęby, spoglądając wymownie na kompana. Subaru zrobił się czerwony jak burak i kompletnie nie wiedział co robić. Sakuma czekał cierpliwie. Jeszcze nikt mu nie odmówił i wiedział, że tym razem będzie nie inaczej. W końcu chłopak zebrał się w sobie i przycisnął swoje usta do ust gwiazdora, zabierając tabletkę.

- Przespałeś się z nim – bardziej stwierdził niż spytał Tohma.

- Ja go... chyba zaraziłem – wyznał z bólem Ryuichi. – To by tłumaczyło czemu mnie nienawidzi.
- Nie ma na to żadnego dowodu.
Słowa Seguchiego nie pocieszyły Ryu, gdyż przygryzł wargę i zacisnął pięści. Po chwili ukrył twarz w dłoniach.
- Ilu jeszcze? – rzekł rozgoryczony. – Ilu jeszcze zruinowałem życie? Jak mogłem być taki głupi?
- Ryu, no co ty? To do ciebie niepodobne – Tohma objął przyjaciela. – „Nie sądziłem, że tak bardzo się zmienił. Zawsze myślał tylko o sobie, a teraz...” – pomyślał.
- Nie wiesz jakie to uczucie, ta świadomość...
- Nie wiedziałeś, nie możesz się obwiniać.
Obaj muzycy tkwili w uścisku, milcząc, bo słowa były zbędne. Szykowała się długo noc i jeszcze dłuższe jutro.

- Zabrali go na komisariat. Oczywiście dopilnowałem, żeby incydent nie wyszedł na jaw – oznajmił Seguchi. – Znasz tego człowieka?
- Znam – przyznał Ryuichi, czując się bardzo niezręcznie. – Spotkaliśmy się w Seattle, miałem tam koncert. Był zwykłym fanem, ale wpadł mi w oko. Wiesz, jaki wtedy byłem. Uważałem, że wszystko mi się należy.

 

Z głośników popłynęła muzyka Nittle Grasper, to wystarczyło, by Ryuichi złapał odpowiedni nastrój. Wyjął z kieszeni pudełko tabletek i wziął jedną. Subaru obserwował go zmieszany, na co Sakuma postanowił się podzielić.

- Chcesz? – spytał.
- Co to?
- Coś, co sprawi, że ujrzysz gwiazdy.
Po chwili wahania chłopak rzucił nieśmiałe „ok.” Jednak Ryuichi zamiast wręczyć mu pigułkę, wziął jedną w zęby, spoglądając wymownie na kompana. Subaru zrobił się czerwony jak burak i kompletnie nie wiedział co robić. Sakuma czekał cierpliwie. Jeszcze nikt mu nie odmówił i wiedział, że tym razem będzie nie inaczej. W końcu chłopak zebrał się w sobie i przycisnął swoje usta do ust gwiazdora, zabierając tabletkę.

Subaru zupełnie nie spodziewał się, że sprawy tak się potoczą. Kiedy przyszedł funkcjonariusz i otworzył drzwi do celi, chłopak spodziewał się, że wezmą go na kolejne przesłuchanie, tym czasem policjant oznajmił, że wpłacono kaucję. Subaru nie miał żadnych bogatych krewnych, czy przyjaciół, więc nie miał pojęcia, kto mógł to uczynić.

Zaprowadzono go do specjalnie wydzielonej sali, w której, przy stole, siedział nikt inny jak sam Ryuichi Sakuma. Stojący obok K skinął na policjanta, by zostawił ich samych.
- To jakiś żart? – spytał nieufnie Subaru.

- A myślisz, że jesteśmy w nastroju do żartów? – rzekł poważnie K. – Lepiej usiądź, bo czeka nas długa rozmowa.

O czymkolwiek mieli rozmawiać, Subaru spodziewał się, że nie będzie to nic miłego. Nawet Ryuichi wyglądał poważnie, choć kiedyś potrzebował swojej muzyki, by wprowadzić się w taki nastrój.

- Dlaczego mnie zaatakowałeś? – spytał piosenkarz.
- Bo zniszczyłeś mi życie.
- W jakim sensie?
- W jakim sensie powiadasz? Hmmm… pomyślmy. A już wiem, prawie bym zapomniał. Dzięki tobie stałem się dumnym nosicielem wirusa HIV – oznajmił z sarkazmem chłopak.
- Skąd wiesz, że to on cię zaraził? – spytał K.
- Pewnie dlatego, że spałem tylko z dwoma osobami i ta druga jest zdrowa – gorzki humor nie opuszczał młodzieńca.
Oczywiście chłopak mógł blefować, ale Ryuichi mu wierzył. Wszystko stało się jasne.
- Ile chcesz? – spytał niespodziewanie muzyk.
Chłopak był co najmniej zdziwiony.
- To znaczy?
- Pieniądze. Ile chcesz?
- Nie chcę twoich pieniędzy. Nie myśl sobie, że możesz kupić moje przebaczenie.
- Nie proszę być mi wybaczał, ale… Słuchaj, jestem bardzo chorym człowiekiem i nie chcę żeby ludzie się nade mną litowali, czy patrzyli na mnie z obrzydzeniem. Po prostu nie mów nikomu, że mam AIDS.
- Kiedy zachorowałeś?
- W zeszłym roku.
- I do tej pory nie miałeś pojęcia, że jesteś zarażony?

- Nie, nie miałem. A teraz powiedz ile mam ci zapłacić.
- Myślisz, że pieniądze mogą załatwić wszystko, prawda? Nie martw się, nikomu nie powiem. Nigdy nie zamierzałem. I tak ludzie by mi nie uwierzyli.
- Chciałbym chociaż zapłacić za twoje leczenie. Jestem ci to winien.
- Żadne pieniądze świata nie naprawią tego, co mi zrobiłeś, Sakuma-san.
- Dość tego! – K chwycił Subaru za gardło i przycisnął do ściany.
- K-san, przestań! – zaprotestował Ryu, ale menadżer go zignorował.

- Ryuichi stara ci się pomóc, mimo że próbowałeś go zabić, a ty jeszcze wybrzydzasz? Chcesz wrócić do więzienia? Nie ma sprawy, możemy to załatwić. Na twoim miejscu, gówniarzu, przyjąłbym pomoc, bo cholernie jej potrzebujesz. – K puścił chłopaka, który przerażony usiadł na podłodze. – Winisz Ryuichiego za to, co się spotkało? Powiem ci coś, sam jesteś sobie winien. Przespałeś się z obcym facetem, bez zabezpieczenia, doskonale znając ryzyko, więc nie rób z siebie ofiary. Albo pójdziesz po rozum do głowy, albo wracasz do paki!
Subaru oddychał ciężko, jego serce wciąż waliło jak szalone. Trząsł się i wyglądał na coraz bardziej przygnębionego. W końcu nie wytrzymał i się rozpłakał.
- Ja tylko chciałem być z tobą, Sakuma-san – szlochał. – Kiedy mój chłopak się dowiedział o wirusie, rzucił mnie.
Nie wiele brakowało, a Ryuichi sam by się rozpłakał. Powstrzymał jednak łzy. Nie chciał sprawiać wrażenia słabego, powiedział sobie, że się nie ugnie.
- Masz tu bilet na mój następny koncert – objął chłopaka i wręczył mu wejściówkę. – Wiem, że to nic i pewnie cię nie pocieszy, ale daj mi trochę czasu. Postaram ci się pomóc, obiecuję. Wierz mi, gdybym mógł cofnąć się w czasie i wszystko zmienić, zrobiłbym to. Oddałbym wszystko by mieć taką możliwość. Nawaliłem. Totalnie nawaliłem.
„To nie jest już ten sam Ryuichi, którego znałem.” - pomyślał K. „Jednak strach przed śmiercią, może kompletnie zmienić człowieka.”

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,634 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.