Grudzień 13 2018 01:10:55
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Magiel - Rozdział I
Kolejny dzień, kolejne problemy, można by powiedzieć. Czy może raczej kolejna noc. Doktor przywykł już do tego, że gdzie się nie znalazł, pakował się w kłopoty. Cokolwiek go goniło, do przyjaznych nie należało. Nie umiał nawet stwierdzić, jak wyglądało, gdyż było zamaskowane. Postronni ludzie mogliby pomyśleć, że to cosplayowicz przebrany za Bobę Feta wraca do domu z konwentu, jednak ze względu na późną nocną godzinę ulice były opustoszałe.
- Dlaczego to się zawsze musi kończyć jak w filmie klasy B? - powiedział do siebie Doktor, gdy zdał sobie sprawę, że znalazł się w ślepym zaułku.
To, co go wcześniej goniło, teraz celowało w niego ze swojej pokaźnej broni.
- Słuchaj, mogę ci pomóc. Znajdę ci znacznie lepszą planetę do polowania niż ta. - Doktor jak zwykle starał się wyjść z sytuacji w sposób dyplomatyczny i jak zwykle nic z tego nie wyszło.
Zapomniał jednak o jednej, bardzo ważnej rzeczy: ratunek z reguły przychodził niespodziewanie.
- Zostaw go, ty stuknięty fanie „Gwiezdnych wojen”! - rozległ się krzyk i tajemniczy napastnik został zaatakowany fioletową, skórzaną torebką.
Doktor kompletnie zgłupiał. Oto miał przed sobą blondynkę, która sądząc po ubiorze właśnie wracała z imprezy i próbowała pobić obcego do nieprzytomności. Ten jednak się zreflektował i chwyciwszy kobietę za gardło, podniósł ją, przykładając jej lufę do skroni. Tyle wystarczyło Doktorowi by zareagować. Dobywszy swego dźwiękowego śrubokrętu, przyłożył go do karku napastnika, powodując zwarcie w jego pancerzu. Obcy puścił dziewczynę, a przez jego ciało przeszło tysiące wolt, unieszkodliwiając go.
- Co to było, do cholery? - spytała kobieta, wiedząc już, że nie ma do czynienia z szalonym fanem „Gwiezdnych wojen”.
Nie uzyskała jednak odpowiedzi, gdyż na przedniej części pancerza obcego uruchomił się panel ukazując zmieniające się znaki i wydając powtarzający się dźwięk podejrzanie przypominający odliczanie. Doktor przykucnął obok istoty i najwyraźniej próbował rozbroić urządzenie, przy pomocy swego nieodzownego narzędzia. Dźwięk jednak nie zniknął, tylko przyspieszył.
- Co właśnie się stało? - spytała skonsternowana dziewczyna.
- Musimy uciekać – z tymi słowy Doktor chwycił ją za ramię i pociągnął za sobą.


Wbiegli do TARDIS tuż przed tym, gdy nastąpiła eksplozja. Mimo że Doktor zdążył uruchomić silniki, wstrząsy były tak silne, że zarówno on, jak i kobieta stracili równowagę i wylądowali na podłodze, a gdy wszystko ucichło, na chwilę zgasły światła i po sekundzie zostały przywrócone.
- Czy mi się wydaje, czy właśnie znaleźliśmy się w niebieskiej budce, która jest większa w środku niż na zewnątrz? - wymamrotała kobieta. - Rany, trzeba było tyle nie pić.
- Nie wydaje ci się – mruknął Doktor, wyglądając na pogrążonego w myślach, wciąż siedząc na podłodze.
- Żądam wyjaśnień! - Dziewczyna wstała i stanowczo spojrzała na mężczyznę. - Czy to coś w rodzaju ukrytej kamery?
Jednak Doktor nawet na nią nie spojrzał.
- Tyle razy ratowałem całą planetę, a teraz nie udało mi się ocalić nawet jednej dzielnicy – wymamrotał gapiąc się w ścianę, jakby mówił sam do siebie.
- Słucham? - Kobieta spojrzała na niego podejrzliwie, domyślając się już, że cokolwiek ją spotkało, nie było tylko głupim żartem.
Wtedy Doktor w końcu przeniósł na nią wzrok i stwierdził, że nieznajoma trochę przypomina mu Rose, głównie ze względu na fryzurę. Miała lekko orientalne rysy twarzy, możliwe, że któryś z jej rodziców pochodził z Azji. Była bardzo szczupła, średniego wzrostu, ubrana cała na fioletowo, nosiła krótką spódnicę, kurtkę skórzaną i kozaki na obcasie.
- Jak masz na imię? - spytał Doktor.
- Nikita.
- Pochodzisz z tej dzielnicy, Nikita? - spytał takim głosem, jakby miał przekazać bardzo złe wieści.
- Nie, a co? Chcesz powiedzieć, że...
- Eksplozja zniszczyła całą dzielnicę – powiedział grobowym tonem, wciąż nie mogąc uwierzyć, że dopuścił do takiej tragedii.
- Łał... - o dziwo kobieta zdawała się bardziej podekscytowana niż przerażona.
Doktor popatrzył na nią z mieszanką szoku i niedowierzania.
- To znaczy, szkoda tych ludzi – sprostowała. - Ale pomyśl tylko... to niesamowite. Co to była za... istota?
- Myśliwy. Wybrał sobie waszą planetę na łowy – wyjaśnił ze spokojem Doktor i wstał.
- Coś jak Predator?
- Dokładnie coś takiego.
- Ale czad.
Sposób w jaki dziewczyna podchodził do sprawy bardzo dziwił mężczyznę. Spodziewał się raczej strachu i niedowierzania, ale doświadczenie już go nauczyło, że ludzie potrafili zachowywać się bardzo dziwnie w ekstremalnych sytuacjach.
- Odstawię cię do domu, tylko powiedz gdzie mieszkasz – rzekł beznamiętnie Doktor, jakby wciąż przeżywał, to co się stało i podszedł do panelu kontrolnego.
- Jesteśmy na statku kosmicznym? - jeszcze bardziej podekscytowała się dziewczyna.
- Tak – padła beznamiętna odpowiedź.
- Jesteś kosmitą?
- Po prostu powiedz, gdzie mieszkasz.
- Spottiswood street... zaraz! Nie chcę wracać do domu! Nie możesz mi tego zrobić!
- Przykro mi. - Doktor uruchomił silniki.
- Ale przecież uratowałam ci życie!
- Wiem i dziękuję. Jednak nie mogę cię zabrać ze sobą.
Znowu zatrzęsło, trochę mniej niż poprzednio, ale wystarczająco, by się wywrócić.
- Czy to zawsze tak lata? - spytała Nikita.
- Nie, wybuch musiał uszkodzić obwody. - Doktor podniósł się i wrócił do panelu. - Utknęliśmy – wymamrotał.
- Ale możesz to naprawić, prawda?
- Nie muszę, TARDIS sam się zregeneruje. Zajmie to dwa, może trzy dni. Problem w tym, że nie wiem, gdzie jesteśmy.
- Cóż, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać. - Nikita pobiegła do drzwi.
- Zaczekaj!
Doktor próbował ją powstrzymać, ale było już za późno. Kobieta wyszła na zewnątrz i jej oczom ukazała się ogromna łąka, z której w oddali wyrastały góry. Wiał przyjemny, orzeźwiający wietrzyk, a gdy spojrzała w niebo, ujrzała dwa księżyce.
- Jesteśmy na innej planecie... - wyszeptała do siebie, zahipnotyzowana pięknem otaczającego ją terenu. Uśmiechnęła się.
Obserwując jej reakcję, Doktor zastanawiał się, czy dziewczyna nie jest przypadkiem pod wpływem narkotyków, ale obawiał się, że może chodzić o coś więcej.
- Powiedz mi, dlaczego mi pomogłaś? Dlaczego się na niego rzuciłaś? - spytał podejrzliwie.
- Po prostu... lubię to uczucie – odparła.
- Jakie uczucie?
- Kiedy wiem, że pakuję się w kłopoty – wyjaśniła kobieta z lekkim zawstydzeniem, jakby próbowała coś ukryć.
Teraz Doktor wyglądał na jeszcze bardziej przytłoczonego niż wtedy, gdy zdał sobie sprawę, że nie udało mu się ocalić dzielnicy.
- Świetnie, utknąłem na nieznanej planecie z wariatką – westchnął.
- Nie jestem wariatką – oburzyła się Nikita.
- Jesteś uzależniona od adrenaliny. To choroba – oznajmił z powagą doktor. - Z tego, co zauważyłem, masz też pewne zaburzenia w odczuwaniu emocji, takich jak chociażby strach. Możliwe nawet, że jesteś socjopatką.
- Wypraszam sobie – zaprotestowała Nikita. - Przez rok chodziłam do psychiatry, już jest mi lepiej.
Jej odpowiedź tylko potwierdziła obawy Doktora. Nie mógł jednak nic zrobić, jak tolerować jej towarzystwo przez najbliższe kilka dni.
- Skoro tu utknęliśmy, to przynajmniej chodźmy się rozejrzeć – westchnął i opuścił statek.
Nikita przyjrzała się TARDIS od zewnątrz.
- Dlaczego twój statek wygląda jak budka policyjna? - spytała.
- To urządzenie maskujące. Kiedyś się zepsuło i już tak zostało – padła prosta odpowiedź.
- Aha.
Gdy szli przed siebie, Nikita uświadomiła sobie, że nie zapomniała spytać o bardzo ważną rzecz.
- Jak ty właściwie masz na imię?
- Doktor – padła jeszcze prostsza odpowiedź.
- Jaki Doktor?
- Po prostu Doktor.
Zmierzali w stronę lasu. Mężczyzna sprawiał wrażenie niezbyt zadowolonego, mimo że zazwyczaj cieszył się na myśl o nowej przygodzie. Jednak Nikicie nie przeszkadzało to w zadręczaniu go kolejnymi pytaniami.
- Nie odpowiedziałeś mi wcześniej. Jesteś kosmitą?
- Tak.
Doktor uznał, że skoro wspólnie utknęli, to lepiej, żeby był w pełni szczery, bo prędzej czy później i tak pojawiłoby się milion pytań.
- Wszyscy kosmici są tacy sexy? - zażartowała kobieta, ale zauważyła, że jej towarzysz nie jest w nastroju do śmiechu. - Przepraszam.
Zamilkła na chwilę, po czym uznała, że wciąż jest parę rzeczy, które chciałaby wiedzieć.
- Więc czym dokładnie jesteś?
- Panem Czasu. Ostatnim Panem Czasu.
Słowo „ostatni” wyraźnie podpowiedziało dziewczynie, że może lepiej nie drążyć tematu.
Wkrótce doszli do lasu, a widok wydeptanej ścieżki ewidentnie wskazywał, że planeta jest zamieszkała. Podążyli wzdłuż traktu i niedługo później dotarli na kolejną łąkę, tym razem niewielką, którą przecinała rzeka. Przystanęli, gdyż przed oczami właśnie mieli mieszkańca owego świata. Chłopak wyglądał jak człowiek. Był bardzo młody, mógł mieć około piętnastu lat. Posiadał bardzo jasne włosy, wręcz srebrne, sięgające za ucho. Urany był w prostą, białą tunikę, przepasaną czerwoną wstęgą i stojąc po uda w wodzie, wyciągał z rzeki sieci.
- Czy ja dobrze widzę? - wymamrotała Nikita.
- Lepiej go spytajmy, gdzie jesteśmy.
- Ale jeśli to obcy, jak zrozumiesz jego mowę?
- Pomijając fakt, że znam wszystkie języki we wszechświecie, TARDIS tłumaczy nasze myśli, więc nie martw się, ty też wszystko zrozumiesz. Chodźmy – ponaglił Doktor. - Cześć – zagadał, gdy zbliżyli się do chłopca.
Ten o dziwo nie wyglądał na jakoś specjalnie zaskoczonego, czy przestraszonego, może co najwyżej odrobinę zaciekawionego.
- Wiem, że to głupie pytanie, ale... co to za planeta? - spytał prosto z mostu Doktor.
- Cydonia... - chłopak odparł z lekkim wahaniem, jakby zastanawiając się, po co przybyszom ta informacja.
- O tak, Cydonia! - ucieszył się Pan Czasu. - Nie trafiliśmy źle, powinno tu być bezpiecznie.
- Co to za miejsce? - zainteresowała się Nikita.
- Jedna z pierwszy ziemskich kolonii, która ogłosiła niepodległość. Oczywiście śmiem twierdzić, że było to wieki temu, bo nie widzę żadnych oznak zaawansowanej cywilizacji. Prawdopodobnie wylądowaliśmy już po Wielkiej Wojnie.
- Dokładnie 834 lata po Wielkiej Wojnie – wyjaśnił zmieszany chłopak, obserwując przybyszów ze zdziwieniem, próbując dociec skąd są i o co też może im chodzić.
- Zaraz, zaraz. Chcesz powiedzieć, że... - Nikita podjęła z niedowierzaniem.
- Jesteśmy w przyszłości – uśmiechnął się Doktor, jakby powoli zapominał o troskach, które do niedawna go dręczyły. Najwyraźniej myśl o nowej przygodzie była dla niego niczym lekarstwo. - Spodoba ci się tu. To bardzo przyjazna i piękna planeta. Osiemdziesiąt pięć procent populacji stanowią kobiety – zwrócił się do towarzyszki. - Gdzie jest najbliższa osada? - przeniósł uwagę na chłopca.
- To nie daleko. Właśnie się tam wybierałem, pokażę wam – oznajmił tubylec i chwycił pod ramię kosz pełen ryb.
Komentarze
#1 | 33579 dnia styczeń 21 2016 01:05:33
astry lub rdest auberta sadzonki hurtowniakwiatow.com.pl lub pigwowce
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,661 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.