Grudzień 12 2018 23:56:18
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział I
Gdy się obudził, w pierwszej kolejności zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze był znowu młody, z jakiejś nieznanej przyczyny Mistrz przywrócił go do normalnego stanu. Po drugie nie mógł się ruszać, skutecznie uniemożliwiały mu to więzy na nadgarstkach i łydkach. Rozejrzał się dookoła i zauważył, że bynajmniej nie znajduje się w jakiejś nędznej, mrocznej celi. Wprost przeciwnie, otaczał go przepych i nie zajęło mu dużo czasu domyślenie się, że to sypialnia jego oprawcy. Teraz już wiedział, czemu było mu tak miękko, został przywiązany do łóżka. Dobrze, że chociaż miał na sobie ubranie.
- Tak jest lepiej, o wiele lepiej – rzekł Mistrz z wyrazem triumfu na twarzy, wchodzą do pomieszczenia. - Przyznaję, że ta sztuczka z postarzeniem cię była mało finezyjna. Zabawna na początku, ale w końcu mi się znudziło. Zdecydowanie wolę cię takim, masz w sobie tyle energii.
- Czemu to zrobiłeś? Czemu zwróciłeś mi młodość? - spytał Doktor.
- Wiesz, trzymam cię tu żywego od roku i uznałem, że muszę mieć z tego jakiś pożytek – rzekł Mistrz, siadając obok związanego mężczyzny.
- Czego możesz jeszcze ode mnie chcieć? Myślałem, że zabrałeś już wszystko? - syknął zdenerwowany Doktor.
- Chcę żebyś został moim kompanem. Jesteśmy ostatni ze swego rodzaju – z tymi słowy Mistrz pogładził swego więźnia po policzku.
- Więc mnie wypuść i odwróć całe zło, które uczyniłeś. Wiesz, że to możliwe. Jeśli to zrobisz, zostanę twoim kompanem.
- Nie mogę zniszczyć wszystkiego nad czym tak skrupulatnie pracowałem.
Ze stoickim spokojem i chłodnym wyrafinowaniem Mistrz zdjął Doktorowi krawat, po czym zaczął rozpinać koszulę. Więzień na chwilę wstrzymał oddech, a jego serca zaczęły bić jak oszalałe. Już dawno tak bardzo się nie bał. Cokolwiek planował jego oprawca, miał wrażenie, że będzie to znacznie bardziej chore i pokrętne niż wszystkie rzeczy, które zrobił do tej pory. Mistrz był szaleńcem, a po szaleńcu można było spodziewać się wszystkiego.
- Właśnie daję ci szansę. I tak zrobię to, co mam zrobić. Pytanie, czy przyjmiesz to z otwartymi rękami, czy trzeba będzie cię zmusić?
Doktor zaczął odruchowo się szarpać, gdy palce Mistrza dotknęły jego nagiej skóry, jednak więzy nie dawały mu zbytniej możliwości ruchu.
- Proszę... - jęknął, gdy dłoń powoli ześliznęła się w dół, aż do jego podbrzusza. - Zastanów się nad tym, co robisz. Wszystko można jeszcze naprawić.
- Wiem, właśnie to naprawiam – odparł Mistrz, rozpinając mu spodnie. - Wreszcie się do czegoś przydasz, Doktorze. Wreszcie będziesz miał w tym wszystkim jakąś rolę.



Można by pomyśleć, że jak na osobę, która umarła tyle razy i miała tak wiele doświadczeń, Jack nie powinien się już niczym w życiu przejmować. Jednak wspomnienia „roku, którego nie było” wciąż dręczyły go po nocach. Wszyscy dookoła nawet nie pamiętali tych wydarzeń, nie pamiętali Doktora, który ich ocalił. Mistrz zginął, czas został cofnięty, wszystko wróciło do normy i jedynie ci, którzy znaleźli się w epicentrum wydarzeń, musieli żyć z tym ciężarem.
Po kilku godzinach bezowocnej próby zaśnięcia, stwierdził, że nie ma co się męczyć i lepiej popracować, przynajmniej zrobi coś pożytecznego.
Gdy znalazł się na miejscu, okazało się, że wcale nie ma tak dużo do roboty. Świat zdawał się dać sobie trochę na wstrzymanie po przejściach z Mistrzem, więc ilość zadań dla Torchwood nieco zmalała. Z braku pomysłów na kreatywne zajęcie, zaczął układać pasjansa na komputerze i wtedy to poczuł. Właściwie trudno było mu wyjaśnić co, ale miał wrażenie, że coś się zbliża, coś go szuka.
Usłyszał hałas, jakby ktoś wszedł do środka, więc zerwał się na równe nogi. Już miał sięgać po broń, ale nagle usłyszał znajomy głos.
- Witaj, Jack.
Odwrócił się i od razu serce zabiło mu szybciej. Nie minęło zbyt wiele czasu od ich ostatniego spotkania, ale mimo to czuł się niesamowicie podekscytowany.
- Doktorze, to naprawdę ty! - rzucił się przyjacielowi w ramiona. - Nie sądziłem, że wrócisz tak szybko. Nie sądziłem, że w ogóle wrócisz.
W końcu puścił kompana i gdy spojrzał mu prosto w oczy, zauważył, że jest w nich tylko smutek. Jeszcze nigdy nie widział Doktora takiego. Musiał przynosić naprawdę złe wieści.
- Jack, potrzebuję twojej pomocy – padło ponurym i wystraszonym głosem.


Telefony w środku nocy nie były niczym niezwykłym dla pracowników Torchwood. Co nie zmienia faktu, że za każdym razem ich denerwowały. Z pewnymi rzeczami człowiek tak łatwo się nie godził.
- Czego? - odebrał wyjątkowo zaspany i wyjątkowo zirytowany Owen.
- Wstawaj i szybko przyjeżdżaj do centrali. Jest pilna robota do wykonania – odezwał się głos Jacka. Bo któż inny mógłby dzwonić o tej porze?
- Wiesz, która jest godzina?
- Wiem, a teraz przyjeżdżaj.
Mniej więcej trzy kwadranse później Owen był na miejscu, a Jack już na niego czekał.
- Co to za nie cierpiąca zwłoki robota? - spytał lekarz podejrzliwie, zaskoczony, że szef wezwał tylko jego.
- Uwierz mi, to dość skomplikowana sprawa. Najlepiej będzie, jak sam ci to wyjaśni.
Gdy zeszli do laboratorium, Pan Czasu już tam był. Siedział na stole, ze stoickim spokojem, choć w głębi duszy odczuwał niepokój.
- A to... kto? - wymamrotał zaintrygowany lekarz.
- Jestem Doktor – przedstawił się mężczyzna.
- Ja też, doktor Owen Harper. A ty doktor... jaki?
- Po prostu Doktor – wyjaśnił Jack.
- Nazywasz się Doktor?
- Tak – rzekł ostatecznie Pan Czasu.
- Jack, co tu jest grane?
Owen zaczynał powoli tracić cierpliwości i nie mógł się oprzeć wrażeniu, że ktoś z nim pogrywa.
- Jestem znajomym Jacka – wyjaśnił w końcu Doktor. - Przybyłem tu, bo potrzebuję pomocy. Musisz nie zbadać, chyba jestem w ciąży – rzekł z przerażającą powagą.
W tym momencie cienka granica została przekroczona. Owen miał ochotę przyłożyć Jackowi w twarz, ale na szczęście się powstrzymał.
- A myślałem, że durne żarty robi się tylko na studiach – powiedział. - Gratuluję, przeszedłeś samego siebie.
- To nie jest żart, on potrzebuje naszej pomocy! - bronił się Jack.
- Wiesz, podczas pracy tutaj widziałem różne rzeczy, ale facet w ciąży?
- A spotkałeś się z czymś takim jak „kosmici”? - spytał Doktor z sarkazmem. - Uwierz mi, nie jestem stąd, a u mojej rasy męską ciąża jest czymś normalnym.
Aby potwierdzić swoje pochodzenie, Pan Czasu chwyci stetoskop, przyłożył sobie do piersi, a słuchawki wręczył lekarzowi. Z pewnym wahaniem Owen zaczął nasłuchiwać.
- On ma dwa serca... - wymamrotał z niedowierzaniem.
- To teraz go zbadasz? - spytał Jack zniecierpliwiony.
- Nawet jeśli mówi prawdę, nie mógł go zbadać ktoś na jego planecie?
- Nie, nie mógł – wycedził Doktor, zdenerwowany, że temat w ogóle został poruszony.
- Co nie zmienia faktu, że mogło to zaczekać do rana.
- Uparł się, nic nie mogłem poradzić. Rany, po prostu to zrób. Skoro już tu jesteś, to i tak nie masz nic do stracenia – polecił stanowczo Jack.
- W porządku, podwiń rękaw – westchnął Owen, zwracając się do Doktora. - Pobiorę krew, choć jeśli nie jesteś człowiekiem, nie mogę gwarantować jednoznacznych wyników.
Pan Czasu zrobił, jak mu kazano, wzdragając się na widok igły.
- Te wasze prymitywne metody... - skomentował, gdy poczuł ukłucie.
- Sam się tu zgłosiłeś więc nie narzekaj – uciszył go lekarz.
Przysłuchując się ich rozmowie, Jack zastanawiał się czemu tak właściwie Doktor wybrał Torchwood. We wszechświecie było mnóstwo miejsc, gdzie mógł się zbadać o wiele szybciej i prościej. Najwyraźniej chodziło mu nie tyle o samą diagnozę, co duchowe wsparcie.
- Tak, jak myślałem. Wyniki są niejednoznaczne – stwierdził Owen, patrząc się w monitor.
- Nie możesz mu zrobić USG? - spytał Jack.
- Muszę je najpierw znaleźć. Nie trzymam takich rzeczy na wierzchu, bo z reguły nie są potrzebne.
Kiedy lekarz szukał sprzętu, jego szef zwrócił się do Doktora, widząc, że ten denerwuje się coraz bardziej.
- Połóż się. Obiecuję, że wszystko będzie dobrze – zapewnił go, starając się mu dodać otuchy. Wysilił się też na lekki uśmiech.
Doktor nawet nie spojrzał mu w oczy, tylko zajął odpowiednią pozycję, wciąż z tym samym, ponurym wyrazem twarzy.
- Mogę? - spytał cicho Jack, rozpinając mu dolną część koszuli.
Ponieważ Doktor nie zaprotestował, rozpiął mu też spodnie, zsuwając odrobinę, tak by całkowicie odsłonić brzuch. Zaczynał naprawdę martwić się o przyjaciela. Doskonale wiedział, że nie jest on typem osoby, która się „puszcza”. Więc cokolwiek się stało, musiało się odbyć wbrew jego woli.
- Gotowe. To może być trochę zimne i nieprzyjemne – oznajmił lekarz, smarując odsłoniętą część ciała.
Jack zauważył, że Doktor przez cały czas miał odwróconą głowę i nie chciał nawet spojrzeć na monitor. Zupełnie jakby co najmniej szukali Obcego, który miał mu zaraz rozerwać wnętrzności.
- Zwracam honor – rzekł ze zdumieniem Owen, obserwując obraz na ekranie. - To bez wątpienia ciąża, między szóstym, a ósmym tygodniem na moje oko. Choć nie wiem, jak to przebiega w twoim przypadku, więc może być spory margines błędu.
Głośne westchnienie Doktora sugerowało, że nie jest zadowolony z diagnozy.
- Dziękuję – rzekł beznamiętnie i usiadł.
Jack położył mu rękę na ramieniu, dając do zrozumienia, że może liczyć na jego wsparcie.
- Jeśli nie masz nic przeciwko, przeprowadziłbym więcej testów. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim – Owen zwrócił się do Doktora.
- Nie ma mowy! - zaprotestował Jack. - Nie zrobisz z niego swojego królika doświadczalnego!
- Przecież tylko spytałem!
- Słuchaj... - wtrącił się Pan Czasu. Widać było, że słowa nie przychodzą mu z łatwością. - Jeśli to ze mnie usuniesz, to możesz robić swoje testy.
Na chwilę cała trójka umilkła.
- Ale... to byłaby taka strata... - skomentował Owen, biorąc pod uwagę jedynie medyczny punkt widzenia. Stwierdził, że jednak może lepiej będzie zamilknąć.
- To pochopna decyzja, przemyśl to. - Jack położył obie dłonie na ramionach przyjaciela.
- Uwierz mi, myślałem nad tym bardzo długo.
- Posłuchaj mnie, może cię to zdziwi, ale wiem co czujesz. Jesteś przerażony i to zrozumiałe, ale pewne decyzje trzeba podejmować na spokojnie. Chociaż się z tym prześpij.
- W porządku, Jack, skoro to cię uszczęśliwi... - mruknął Doktor bez przekonania i wstał. - Jeden dzień mnie nie zbawi.
- Mam prośbę, na razie nikomu nie mów o tym, co tu zaszło – tym razem Jack zwrócił się do Owena, po czym podążył za Doktorem.
Okazało się, że Pan Czasu „zaparkował” TARDIS na najniższym poziomie, tam, gdzie rzadko ktokolwiek zaglądał. Nie zaprotestował, gdy Jack udał się za nim do statku. Właściwie wyglądał tak, jakby nic go nie obchodziło.
- Wiem, że pewnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale mi możesz zaufać. Domyślam się, że Panowie Czasu nie rozmnażają się jak ślimaki. Kto ci to zrobił? - spytał Harkness, gdy znaleźli się w środku.
Doktor popatrzył na niego wzrokiem przepełnionym bólem, nie zamierzał jednak nic ukrywać.
- Mistrz. To był Mistrz – odpowiedział.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,462 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.