Grudzień 13 2018 01:31:02
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział II
Tamtej nocy Jackowi nie było dane dokończyć rozmowy. Gdy tylko padła wzmianka o Mistrzu, Doktor stwierdził, że chce zostać sam i delikatnie wyprosił kompana. Ten postanowił nie drążyć tematu i posłusznie się wycofał. Nie zamierzał jednak tak po prostu się poddać. Następnego dnia, gdy jego drużyna była pochłonięta pracą, oddalił się w miarę niezauważenie i udał się do samego TARDIS.
Drzwi nie były zamknięte, zupełnie jakby Doktor się go spodziewał i wręcz liczył na jego towarzystwo. Mimo to, wyglądał na dość zajętego, gdy Jack wszedł do środka. Szperał przy swojej konsoli i sprawdzał coś na monitorze.
- Co robisz? - spytał Harkness w wyluzowany, niezobowiązujący sposób.
- Szukam miejsc we wszechświecie, gdzie mógłbym się łatwo i bezboleśnie pozbyć problemu – odparł jak gdyby nigdy nic Doktor, nie odrywając wzroku od ekranu.
- Nie działasz racjonalnie. Te całe hormony namieszały ci w głowie. - Jack nagle spoważniał. - Nie wierzę, że mógłbyś to naprawdę zrobić.
Zbliżył się do Pana Czasu, a ten oderwał się w końcu od konsoli i niepewnie spojrzał mu prosto w oczy.
- Tak bardzo się boję... - wydukał. - Daleki, Cybermeni... im umiałem stawić czoło, ale to... Chyba jeszcze nic mnie tak nie przerażało. Co mam robić, Jack?
Głos Doktora drżał, podobnie jak jego usta, gdy mówił. Wyraźnie było widać, że odczuwa niebywały strach. Nawet nie próbował tego ukryć.
- Wiem, że się boisz – zapewnił go Jack i oparł mu dłonie o ramiona – ale przybyłeś tu nie bez przyczyny. Jest wiele miejsc we wszechświecie, gdzie mógłbyś „łatwo pozbyć się problemu”, jak sam stwierdziłeś, a jednak wybrałeś spotkanie ze mną. Dlaczego? Bo chcesz, żebym ci doradził, chcesz, żebym cię wspierał i właśnie to zamierzam zrobić, Doktorze.
Gdy Pan Czasu usiadł, wyraźnie przytłoczony całą sytuacją, Jack przykucnął, by móc patrzyć mu prosto w oczy. Te piękne, brązowe oczy, które teraz wypełniała trwoga i rozpacz.
- Spójrz na mnie i powiedz mi szczerze, powiedz mi prosto w twarz – czy umiałbyś zabić swoje dziecko? Czy mógłbyś to zrobić? Chcę znać twoją prawdziwą odpowiedź. - Jack nie przerywał kontaktu wzrokowego z towarzyszem.
Widział, że jego pytanie jeszcze bardziej zestresowało Doktora, ale w tej jednej kwestii nie zamierzał ustępować. Patrzył jak Pan Czasu próbuje uporczywie znaleźć odpowiedź i jak zaczyna się coraz bardziej łamać.
- Nie... - padło w końcu ciche wyznanie.
Jack uśmiechnął się, mimo że po policzkach Doktora spłynęły łzy. Pan czas próbował je powstrzymać, ale emocje przejęły nad nim kontrolę. Zaciskał zęby i powieki, mając nadzieję, że uda mu się pohamować nagły wybuch, ale nie ważne jak czuł się zażenowany, musiał się wypłakać.
- Wszystko w porządku, uważam, że jesteś bardzo dzielny. - Jack przytulił towarzysza, próbując dodać mu otuchy.
- To przez te hormony... - Doktor stęknął przez łzy.
- Wiem – szepnął Harkness i pogłaskał przyjaciela po głowie, jak matka uspokajająca dziecko. - Cokolwiek się stanie, możesz na mnie liczyć.
Po kilku minutach łkania i cichych westchnień, Pan Czasu w końcu doprowadził się do porządku, choć wciąż wyglądał na zawstydzonego faktem, że dał się ponieść emocjom. Jednak Jack zdawał się go rozumieć.
- Muszę wracać do pracy, obiecaj, że mi nie uciekniesz – powiedział i uśmiechnął się.
Doktor przytaknął, powoli się uspokajając.
- Przyjdź do nas, gdy uznasz, że jesteś gotowy. Moi przyjaciele na pewno chcieliby cię poznać – zapewnił Jack na odchodnym.


Tego dnia drużyna zmagała się głównie ze sklasyfikowaniem przedmiotów nieznanego pochodzenia, gdyż nie znaleźli nic innego do roboty. Miał to plusy i minusy. Z jednej strony dało się odpocząć od niebezpieczeństw, z drugiej łatwo było popaść w rutynę, zwłaszcza, że każdy członek Torchwood podświadomie łaknął mocnych wrażeń.
Jack zaczynał już wątpić, czy Doktor da osobie znać, ale najwyraźniej nie docenił swego przyjaciela, który umiał odnaleźć się praktycznie w każdej sytuacji. Po prostu czasem potrzebował na to odrobinę więcej czasu.
- Czy mógłbym dostać szklankę wody? - spytał od niechcenia, pojawiając się praktycznie znikąd.
Co poniektórzy pracownicy byli tak zaskoczenie, że niewiele brakowało, a sięgnęliby po broń.
- Kim ty, do cholery, jesteś? - jako pierwsza odezwała się Gwen, z wyraźnym przejęciem.
- Spokojnie, to mój przyjaciel – wyjaśnił Jack. - Nazywa się Doktor – dodał, po czym przedstawił wszystkich swoich towarzyszy, którzy byli zbyt zmieszani, by cokolwiek powiedzieć. - Ianto, przynieś Doktorowi szklankę wody – polecił.
Skonsternowany mężczyzna tylko przytaknął i wykonał polecenie.
- Zjadłbym coś – dodał jeszcze Pan Czasu.
- Ianto, przynieś Doktorowi coś do jedzenia – padł kolejny rozkaz.
Tym razem Jones poczuł lekką irytację, ale nigdy nie sprzeciwiłby się szefowi, więc znowu przytaknął i z cichym westchnieniem udał się po lunch.
- Naprawdę nazywasz się Doktor? - spytała Gwen, z lekkim niedowierzaniem.
- Tak, to moje imię – lekko uśmiechnął się Pan Czasu.
- Rozumiem, to jeden z tych ekscentrycznych – Toshiko szepnęła do koleżanki.
- Jack nie raz wspominał o jakimś doktorze – rzekła z zaciekawieniem była policjantka, wciąż zwracając się do przybysza.
- To właśnie on. Przez jakiś czas będzie naszym konsultantem – wymyślił na poczekaniu Harkness, z nadzieją, że inni podłapią jego historyjkę.
- Nic o tym nie mówiłeś. Jak on tu w ogóle wszedł? - Toshiko zrobiła się podejrzliwa.
- Przepraszam, to wypadło nagle. Przybył tu przed wami, zapomniałem wam rano o tym powiedzieć.
Jack westchnął i uznał, że chyba nie zabrzmiał zbyt wiarygodnie, ale nie zamierzał tak po prostu zdradzać wszystkich sekretów przyjaciela.
Zapanowała krępująca cisza, którą tylko Doktor się nie przejmował i usiadłszy wygodnie za biurkiem, zaczął się zajadać pizzą. Reszta tylko się na niego gapiła, jakby czekając na jakąś puentę. Ta jednak nie nastąpiła, chyba że uznać za nią opróżnienie szklanki wody.
- Może rzucisz okiem na te przedmioty? - zaproponował Jack, trzymając się wersji o konsultacjach.
Doktor sięgnął po jeden z obiektów znajdujących się na biurku i od razu wydał osąd.
- To mały, poręczny wywabiacz plam, widzicie?
Włączył urządzenie i przejechał końcówką po blacie, sprawiając, że wszystkie zabrudzenie zniknęły, ku wielkiemu zdziwieniu reszty.
- To jest laserowa maszynka do golenia, a to tylko ozdoba – komentował kolejne przedmioty.
- Skąd ty tyle wiesz? - wymamrotał Ianto.
- Po prostu jestem genialny – wyjaśnił Doktor, sprawiając, że Jack się uśmiechnął.
- To prawda, jesteś – zapewnił. - Zaraz dostaniesz więcej przedmiotów do sklasyfikowania.
Gdy wszyscy wrócili do swoich zajęć, milczący do tej pory Owen, zaczepił szefa, upewniając się, że nikt ich nie usłyszy.
- Dlaczego nie powiedziałeś im prawdy? - spytał z dezaprobatą.
- Wszystko w swoim czasie. Jak Doktor będzie chciał, to sam im powie.
- Mam zrozumieć, że go przekonałeś, by nie usuwał?
- Nie musiałem go przekonywać. I tak by tego nie zrobił.
- Co za ulga. Dokonanie aborcji u człowieka, to pół biedy, ale aborcja u kosmity, byłaby jak... - lekarz szukał właściwego porównania, ale nic mu nie przyszło do głowy – No szkoda byłoby zmarnować taką okazję do badań.
- Nie będziesz na nim eksperymentował, wybij to sobie z głowy. - Jack postawił sprawę jasno.
- O czym rozmawiacie? - Do rozmowy niespodziewanie włączył się Ianto.
- O kocie kolegi – palnął Harkness, mając nadzieję, że jego towarzysz usłyszał tylko ostatnie zdanie.
Przez chwilę Jones stał bez ruchu, jakby na coś czekając.
- Znam już to spojrzenie, mam was zostawić samych – rzekł z przekąsem Owen. - Wracam za trzy minuty, więc lepiej się streszczajcie – z tymi słowy się oddalił.
Ianto podrapał się po głowie i zarumienił. Nie sądził, że zachowuje się w sposób aż tak przewidywalny. Jego zawstydzenie lekko rozbawiło Jacka, który uważał reakcję partnera za uroczą.
- Chciałem przypomnieć o dzisiejszym wyjściu do kina – powiedział młodszy z mężczyzn. - To wciąż aktualne, prawda?
Harkness zaklął w myślach. Sam zaprosi Ianto na randkę, ale pod wpływem ostatnich wydarzeń kompletnie o tym zapomniał. Co gorsza, mimo że chciał iść, jego plany uległy tak wielkiej zmianie, że nie bardzo mógł sobie na to pozwolić. Doktor potrzebował jego pomocy i Jack na razie wolał mieć na niego oko, zwłaszcza że wciąż był w dość kiepskiej kondycji emocjonalnej. Kino mogło zaczekać, a pewne sprawy nie bardzo.
- Przepraszam, ale musimy to przełożyć – powiedział. - Ten przyjazd Doktora strasznie mi namieszał. Mam sprawy do załatwienia.
Ianto wyglądał na zawiedzionego, ale przyjął wyjaśnienie ze spokojem.
- W porządku, rozumiem – westchnął i delikatnie pocałował Jacka w usta. - Innym razem.


Wieczorem, gdy już wszyscy rozeszli się do domów, Jack zaprowadził Doktora do swojego mieszkania. Uznał to wręcz za swój obowiązek. Po pierwsze chciał wykazać się gościnnością i upewnić, że jego kompan nie poczuje się samotny, po drugie liczył na to, że w takich okolicznościach łatwiej będzie się im rozmawiać.
- Trochę tu ciasno – skomentował Doktor.
Można by przypuszczać, że osoba zarabiająca tak dobrze jak Jack urządzi się po królewsku, tymczasem mieszkanie miało tylko jeden pokój, na dodatek niezbyt duży i o bardzo prostym wystroju.
- Nie potrzebuję więcej, tu jest mi dobrze – wyjaśnił Harkness. - I mam blisko do pracy – zaśmiał się. - Oczywiście jak chcesz, mogę ci załatwić coś znacznie większego.
- Załatwić?
Doktor popatrzył na Jacka pytająco i odrobinę podejrzliwie. Zdawał się nie do końca rozumieć, do czego zmierza jego przyjaciel.
- No chyba nie będziesz latać po wszechświecie w tym stanie? - wyjaśnił w końcu Jack.
Mina Pana Czasu wskazywała, że dopiero teraz w pełni zdał sobie sprawę ze swojego położenia.
- Nie mogę tak po prostu wszystkiego rzucić i się tu osiedlić – wybełkotał, coraz bardziej pogrążając się w myślach.
- Dlaczego nie? Nie jesteś Supermenem, nie musisz co chwilę ratować świata. Poradzimy sobie bez ciebie, ty się lepiej zajmij teraz własnym życiem.
Jednak Doktorowi trudno było zaakceptować to, co proponował mu Jack. Za bardzo przyzwyczaił się do podróży i ciągłych wyzwań.
- Nie wiem, czy potrafię... - westchnął. Znowu powróciły rozterki i wątpliwości.
- Wszystko będzie dobrze – zapewnił go Jack i ujął jego dłoń. - Nie jest powiedziane, że musisz zmieniać swoje życie ma zawsze. Potraktuj to jako rodzaj urlopu.
Spojrzenie przyjaciela zdawało się działać kojąco ma nerwy Doktora, gdyż udało mu się lekko uśmiechnąć, jakby w podziękowaniu za pomoc i duchowe wsparcie.
- Wiem, że wciąż się boisz. Wiem, że to tak od razu nie minie, ale pomyśl tylko – szepnął Jack, starając się dodać kompanowi pewności siebie. - Już nigdy nie będziesz sam. Już nie będziesz ostatnim ze swego rodzaju. Wydasz na świat nowego Pana Czasu, stuprocentowego, czystej krwi. To niepowtarzalna szansa na przedłużenie twojego gatunku. Czyż to nie cudowne?
Słowa Jacka najwyraźniej podziałały na Doktora, bo zmienił się jego wyraz twarzy. Nie wyglądał już na tak przerażonego, raczej zaczynał patrzeć na wszystko od innej strony. Oczywiście wątpliwości całkowicie nie zniknęły, ale powoli dostrzegał powody do radości.
- To czego mogę się spodziewać przez te kolejne osiem miesięcy? - Jack spytał już zdecydowanie bardziej na luzie. - Dziwne smaki, huśtawki nastrojów, czy może coś o czym nie mam pojęcia?
- Przez dziewięć miesięcy, nie osiem. Ciąża u Panów Czasu trwa trochę dłużej niż u ludzi. I nie martw się, raczej nie grożą mi dziwne smaki, czy huśtawki nastrojów, ale na pewno będę miał wilczy apetyt. Mogę też bardziej ulegać emocjom, plus parę innych symptomów, które wolę zachować dla siebie.
- Na przykład sutki twarde jak orzechy? - Jack jak zwykle się nie hamował, co zresztą trochę rozbawiło Doktora.
- Nie chciałem tego mówić.
Sami się dziwili, że rozmowa tak szybko z poważnej i przykrej przekształciła się w wesołą i niezobowiązującą. Co prawda Harkness wiedział, że Doktorowi wciąż nie jest lekko, zwłaszcza, że pamiętał wszystko to, co uczynił mu Mistrz. Jednak pewne rzeczy wymagały czasu. Najważniejsze, że przestał myśleć „o pozbyciu się problemu”.
- Wybacz, jest już późno, a ja w tym stanie potrzebuję więcej snu – powiedział Pan Czasu. - Do zobaczenia jutro. Wracam do TARDIS.
- Jak chcesz możesz spać tutaj – zaproponował Jack bez zastanowienia.
Doktor popatrzył na niego z lekkim politowaniem.
- Masz tylko jedno łóżko – słusznie zauważył.
- Mi to nie przeszkadza.
Po raz pierwszy od ich ponownego spotkania Doktor się zaśmiał.
- Nic się nie zmieniłeś, Jack – rzekł z rozbawieniem, trzymając rękę na klamce. - I za to cię lubię – to powiedziawszy wyszedł.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,697 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.