Grudzień 13 2018 01:03:07
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział IV
Od jakiegoś czasu Doktor leżał na wznak na swym łóżku i wpatrywał się w sufit. Normalnie nie potrzebował snu, ale w obecnym stanie jego fizjologia nieco się zmieniła i czuł się wyraźnie niewyspany.
Podwinął podkoszulek i przejechał opuszkami palców po brzuchu, próbując wyczuć jakieś zmiany, ale jak na razie jego sylwetka zachowywała normalne kształty. Miał nadzieję, że pozostanie tak jak najdłużej.
Uczucie niepokoju nie minęło, choć pogodził się już z myślą o zmianie trybu życia. Nie chodziło też o strach przed odpowiedzialnością. Właściwie słowa Jacka go przekonały i coraz bardziej cieszył się, że może przedłużyć istnienie swojego gatunku, wręcz zaczynało go to ekscytować. Bał się jednak, że ilekroć spojrzy na swe dziecko, będzie miał przed oczami oblicza tych, których stracił. Tak naprawdę nikt nie znał jego uczuć i myśli. Nikt nie zdawał sobie sprawy z koszmaru, który przeżył i ilości doświadczeń, które zebrał. Do tej pory udawało mu się trzymać złe wspomnienia na wodzy, ale nie był pewien, czy podoła wychowaniu nowego dziecka, bez wracania myślami do tych, które zginęły dawno temu.
Tego ranka Jack postanowił złożyć mu wizytę. Przyszedł trzymając talerz pełen tostów i warzyw.
- Przyniosłem ci śniadanie – oznajmił. - Zakładam, że dobra dieta też jest ważna dla Panów Czasów spodziewających się maleństwa.
Doktora trochę rozbawiła ta nadopiekuńczość. Doskonale umiał sam się o siebie zatroszczyć, ale skoro Jack tak uwielbiał mu usługiwać, nie zamierzał go tej przyjemności pozbawiać.
- Dzięki. - Wziął talerz i postawił na stoliku.
- Jak się spało?
Głośne westchnięcie Doktora mówiło samo za siebie.
- Za każdym razem, gdy zasypiałem, słyszałem jego głos – wyjaśnił, sądząc, że nie musi mówić o kogo dokładnie mu chodzi.
- Za dużo o tym myślisz, to minie z czasem. Mistrz nie żyje, jesteś bezpieczny.
- A jeśli coś przeoczyłem?
- Sam spaliłeś jego ciało, powinieneś wiedzieć najlepiej, że on już nie wróci.
Mimo zapewnień Jacka Doktor wcale nie wyglądał na przekonanego. Stres jednak mógł stanowić logiczne wytłumaczenie i brał go pod uwagę. Co nie zmieniało faktu, że niepokój pozostał.


- Co?
Tylko jedno słowo nasuwało się Doktorowi, gdy ujrzał żółto-niebieską sukienkę ciążową.
- Jack kazał ci kupić nowe ciuchy, to kupiłem – wyjaśnił Ianto, stojąc z wieszakiem w dłoni.
Ciężko było znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić, że nie o to mu chodziło, zwłaszcza, że mężczyzna zdawał się naprawdę dumny z „udanego” zakupu i najwyraźniej nie rozumiał, czemu Doktor patrzy na niego taki osłupiały.
- Chodziło o większy rozmiar tego, co zazwyczaj noszę – wytłumaczył w końcu Pan Czasu. - Nie, żebym miał jakieś uprzedzenia, ale w sukienkach raczej nie gustuję.
- Powiedział tylko, żebym ci coś znalazł. Nie sprecyzował co. Chciałem dobrze.
Zmartwiona twarz Ianto sprawiła, że Doktor poczuł się niezręcznie.
- Wiem, że chciałeś dobrze. Dziękuję.
- No to ja to pójdę zwrócić. - Jones zrezygnowany zwiesił głowę i wyszedł.
Choć Pan Czasu niczym nie zawinił, trochę było mu przykro. Zastanawiał się czy Torchwood to odpowiednie miejsce dla osoby tak wrażliwej jak Ianto.
Usiadł przy pobliskim biurku i nagle zastygł bez ruchu. Nigdy nie cierpiał na arachnofobię, a mimo to zamarł na widok chodzącego po blacie pająka. Może dlatego, że doskonale rozpoznawał ten gatunek. Szybko chwycił pobliską szklankę i przykrył nią zwierzę, odcinając mu drogę ucieczki. Następnie wyraźnie zaalarmowany pobiegł po pozostałych. Początkowo nikt nie rozumiał o co tyle szumu. Pająk na groźnego nie wyglądał, właściwie był całkiem mały, ale Doktor szybko wziął się za wyjaśnienia.
- To czarna wdowa, jeden z najgroźniejszych gatunków na świecie – oznajmił, wywołując niemałe poruszenie.
- Przecież one żyją w Australii – powiedziała Gwen z niedowierzaniem.
- Zgadza się i właśnie stąd tu przyszedł, z Australii. - Doktor sprawiał wrażenie śmiertelnie poważnego. - Musiał trafić do TARDIS podczas jednej z moich podróży. Przepraszam, naraziłem was wszystkich na niebezpieczeństwo.
- To był czysty przypadek, nie mogłeś tego przewidzieć. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało – uspokoił Jack.
- Ale to uświadomiło mi jedno, kłopoty się mnie imają – powiedział Doktor i zwiesił głowę. - Koniec z podróżami.


- Jesteś pewien? - Jack kontynuował temat rozpoczęty poprzedniego dnia.
Aby dostarczyć przyjacielowi rozrywki, zaprosił go do swego ciasnego mieszkanka, gdzie siedząc na podłodze, grali w jengę. Zabawa spodobała się Doktorowi i szło mu naprawdę dobrze. Aż za dobrze.
- Tak, jestem pewien. Podróżowałem, bo to pomagało mi zapomnieć o... pewnych sprawach, ale chyba postąpiłem zbyt lekkomyślnie – wyjaśnił.
- To był tylko jeden przypadek. Nie musisz z jego powodu rezygnować z tego, co lubisz najbardziej.
- Nie, powinienem był cię wcześniej wysłuchać. Będę miał dziecko, to wielka odpowiedzialność. Czas zacząć się na to przygotowywać. - Skupił się z powrotem na grze, widząc że przyszła pora na jego ruch. - Czy zasady mówią coś o używaniu śrubokręta dźwiękowego? - spytał żartobliwie.
- Nie sądzę, a co chcesz zrobić?
Doktor sięgnął po swój przyrząd i przy jego pomocy sprawił, że jeden z klocków sam wyskoczył, nie burząc przy tym konstrukcji.
- Hej, myślałem, że to nie działa na drewno? - zdziwił się Jack.
- Zmodyfikowałem go.
- To oszukiwanie!
- Sam powiedziałeś, że nie ma nic o tym w zasadach.
- Ale trzeba używać do tego ręki.
- Użyłem, trzymałem w niej śrubokręt.
W końcu Jack nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Cieszył się, że mimo ciągłych problemów, Doktor nie stracił poczucia humoru.
- Widzisz, można miło spędzać czas bez podróży – powiedział z uśmiechem. - Mi również było ciężko się przystosować, gdy wylądowałem w dziewiętnastym wieku, ale w końcu się przyzwyczaiłem.
Jack przegrał pierwszą rundę, więc licząc na rewanż, zaczął układać wieżę od początku. Sytuacja się powtórzyła. Nie ważne ile razy grali, Doktor zawsze zwyciężał i to bez oszukiwania. Trudno było wręcz uwierzyć, że można wyjąć z konstrukcji tyle klocków, a ona pozostanie stabilna.
- Jak ty to robisz? - zdumiał się Jack.
- Wystarczy znajomość fizyki.
- Hmm... zastanawiam się, czy jest jakaś gra, w której mógłbym cię pokonać, ale nic mi nie przychodzi do głowy – to mówiąć podszedł na czworakach do Doktora, tak by mieć twarz na wysokości jego i pocałował go w policzek. - Chyba, że zajmiemy się czymś innym niż gry.
Choć Jack wiedział, że Pan Czasu może go odtrącić, uznał że musi chociaż spróbować dać mu do zrozumienia, co do niego czuje. Dlatego pocałował go w usta trochę namiętniej niż ostatnio. Nie użył języka, przynajmniej od razu, ale dość długo przyciskał swoje wargi do warg partnera. Jakże wielkie było jego zdumienie, gdy Doktor zamiast go odepchnąć, odwzajemnił pocałunek i pozwolił znacznie go pogłębić. Takiej szansy Jack nie mógł zmarnować, więc przysunął się bliżej, chwycił partnera za ramiona i rozkoszował się chwilą bliskości, gdy nagle Pan Czasu gwałtownie oderwał się od jego ust.
- O nie... - wydyszał.
- Co się stało? - Jack przez chwilę bał się, że popełnił jakiś błąd.
- Nie jestem sobą. Znowu te hormony.
- Myślę, że jesteś sobą bardziej niż kiedykolwiek. Nie musisz wiecznie trzymać wszystkich na dystans.
- Nie muszę, ale wolę. Uwierz mi, przeżyłem więcej niż ty.
- Przez tę ciążę stałeś się bardziej ludzki. Aż tak cię to przeraża?
Doktor nie odpowiedział, tylko patrzył na Jacka z zawstydzeniem i zmieszaniem. Wyraźnie próbował odzyskać nad sobą kontrolę.
- Nie martw się, nie wykorzystam chwil twojej słabości, jeśli o to ci chodzi. Nie zrobię niczego wbrew twojej woli. - Harkness poklepał przyjaciela po ramieniu i wstał. - Przyniosę szachy, pewnie też mnie ograsz.
- Jack... - Doktor odezwał się po chwili zastanowienia, wciąż próbując dojść do siebie po pocałunku. - Powinieneś powiedzieć Ianto.
Tym razem zaskoczył przyjaciela jeszcze bardziej, niż przed paroma minutami, gdy odpowiedział na jego zaloty. Nie chodziło o to, że wiedział o ich związku, każdy o nim wiedział. Chodziło raczej o jego podejście do sprawy.
- Przecież do niczego między nami nie doszło. Przynajmniej do niczego poważnego – zauważył Harkness.
- Nie ważne do czego doszło, ważne są twoje zamiary.
Prawdą było, że ostatnio Jack myślał o Doktorze znacznie więcej niż o swym kochanku. Prawdą też było, że gdyby mógł, rzucił by wszystko byle tylko zostać z Panem Czasu. Pragnął go jeszcze bardziej niż Ianto i nawet przed samym sobą bał się do tego przyznać.


Minął miesiąc. Miesiąc wypełniony pracą, podchodami i działaniem na „dwa fronty”. Jack nawet nie umiał określić, co łączyło go z Doktorem. Z jednej strony nie byli oficjalnie parą, a z drugiej jego usilne starania sprawiły, że więź między nimi nie przypominała zwykłej przyjaźni. Pan Czasu wciąż zachowywał powściągliwość, ale niekiedy pozwalał się złapać za rękę, objąć, czy nawet pocałować. Jednak na tym się kończyło, a Jack na razie nie próbował zdobyć się na nic więcej, bojąc się, że zrazi tym Doktora do siebie. Jednocześnie wciąż spotykał się z Ianto po godzinach pracy, a czasem i w godzinach pozwalała sobie na różne nieprzyzwoitości. I choć miał bardzo liberalne podejście do tego typu spraw, zaczynał odczuwać wyrzuty sumienia.
Po raz kolejny przyłapał się na tym, że podczas seksu z Ianto myśli o Doktorze. Co nie znaczy, że nie patrzył podczas szczytowania kochankowi oczy. Uwielbiał obserwować jego przepełnioną rozkoszą twarz. Nie zmieniało to jednak faktu, że podświadomie wolał poczuć pod sobą ciało Doktora. Lub na sobie. Naprawdę nie miało to dla niego znaczenia kto by dominował. Ianto wciąż go podniecał, ale niestety już mu nie wystarczał.
- Co się z tobą ostatnio dzieje? - spytał młodszy z mężczyzn, gdy odzyskał oddech po wyjątkowo silnym orgazmie.
- O co ci chodzi? - Jack położył się na plecach, obok kochanka.
- Stałeś się taki nieobecny.
- Nieobecny? Przed chwilą krzyczałeś moje imię.
- Wiesz o co mi chodzi. - Ianto usiadł i spojrzał na partnera. - Odkąd pojawił się Doktor, zachowujesz się kompletnie inaczej.
Jack spodziewał się, że w końcu dojdzie do tej rozmowy. Nie przypuszczał tylko, że nastąpi to w takim momencie. Na szczęście Ianto nie sprawiał wrażenia zdenerwowanego. Raczej zasmuconego.
- Doktor tak wpływa na ludzi.
- Kochasz go?
Takiej bezpośredniości Jack się nie spodziewał. Poczuł się bardzo niezręcznie i myśl o wyznaniu prawdy trochę go przerażała, ale nie umiał okłamać partnera.
- Tak – odparł z wahaniem i zakłopotaniem.
Choć Ianto wyglądał na co raz bardziej zdruzgotanego, udawało mu się zachować spokój.
- Odwzajemnia to?
- Nie sądzę. - Jack nie sądził również, by to stwierdzenie w jakikolwiek sposób pocieszyło jego kochanka. - Nie spałem z nim, jeśli o to ci chodzi.
- Ale gdyby dał ci przyzwolenie, zrobiłbyś to bez wahania?
Każde następne pytanie coraz bardziej przytłaczało Jacka, jednak póki co nie wymigiwał się od odpowiedzi.
- Możliwe... - westchnął, czując, że kolejne dni w pracy będą naprawdę trudne, zwłaszcza z Ianto w pobliżu.
- Kochasz go bardziej ode mnie?
Jack czuł się jak na przesłuchaniu, a nawet gorzej. Pewne słowa nie umiały mu przejść przez gardło.
- Doktor odmienił moje życie. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj. Nie poznałbym ciebie – odpowiedział wymijająco, ale Ianto od razu pojął, że jest na drugim miejscu.
- Rozumiem... - powiedział trzęsącym się głosem. - Dziękuję, że postanowiłeś być ze mną szczery – to mówiąc, zaczął się ubierać.


Kiedy Ianto powiedział Doktorowi, że chce z nim porozmawiać na osobności, ten wiedział już, że Jack wyznał całą prawdę. Miło zaskoczył go fakt, że mężczyzna zdawał się nie żywić do niego żadnej urazy. Nie traktował go jak wroga, czy rywala, tylko jak osobę jadącą z nim na tym samym wózku.
- Zaproponowałbym ci kawę, ale nie wiem czy kofeina jest wskazana dla Panów Czasu w ciąży – rzekł.
- Nie kłopocz się i tak nie pijam kawy.
- To może mięty?
- W porządku. - Doktor zgodził się z grzeczności.
Był bardzo ciekaw, co Ianto zamierza mu powiedzieć. Usiadł wygodnie i poczekał. Czuł się jak w jakiejś telenoweli dla gejów. Spór o kochanka – brzmiało ekscytująco.
- Jesteś inteligentny, pewnie wiesz o czym chcę porozmawiać. - Ianto wszedł, niosąc kawę i miętę.
- Znasz Jacka, wiesz że on raczej nie jest typem monogamisty.
- Wiem i mimo to łudziłem się, że jestem dla niego kimś szczególnym.
- Bo jesteś. Gdyby było inaczej, nie zwierzałby ci się, tylko dalej próbował działać na dwa fronty. Naprawdę nie zamierzam stawać między wami.
- To również wiem, zdążyłem cię na tyle poznać. - Ianto próbował się uśmiechnąć, ale mu to nie wychodziło. - Dlatego uważam, że powinniście być razem – wypalił niepodziewanie.
Doktor uniósł brwi ze zdziwienia. Nie sądził, że rozmowa tak się potoczy. Naprawdę podziwiał odwagę i poświęcenie Ianto.
- Nie znasz Jacka tak dobrze, jak ja – kontynuował Jones. - Może tego po nim widać, ale jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Nie pasuje do tego świata, zupełnie tak jak ty. Musi patrzeć, jak osoby, które kocha, starzeją się i umierają, a on żyje dalej, ze świadomością, że tak będzie się działo w nieskończoność. Gdybym z nim został, byłoby podobnie. Zestarzałbym się, a on patrzyłby jak umieram. Potem poznałby kolejną osobę i kolejną, i kolejną, i wszystkie by odeszły, a on w końcu by od tego oszalał. Ale ty jesteś inny. Jesteś jak on. Możesz żyć w nieskończoność.
- To nie do końca prawda – sprostował Doktor, widząc do czego Ianto zmierza.
- Ale tylko ty do niego pasujesz. Przy tobie mógłby być w końcu szczęśliwy, a ty mógłbyś na nim zawsze polegać i miałbyś kogoś, kto pomógłby ci przy dziecku.
- Czemu mówisz mi to wszystko?
- Bo jak się kogoś kocha, to chce się, żeby ta osoba była szczęśliwa, prawda? - Ianto przygryzł wargę, w ostatniej chwili powstrzymując łzy. - Kocham Jacka i chcę dla niego jak najlepiej. - Wyszedł. Dłużej nie dał rady ciągnąć tej rozmowy.
Zostawił Doktora nie tyle zaskoczonego, co pod wielkim wrażeniem.
- Telenowela, co? - rzekł do siebie Pan Czasu i z nadmiaru wrażeń potarł sobie skroń.
Następnie rozpiął guzik w spodniach, bo trochę go uwierały. Już jakiś czas temu poczuł, że zrobiły się na niego za ciasne.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,646 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.