Październik 21 2017 08:52:25
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Magiel - Rozdział IV
W pałacu panowało zamieszanie. Królowa i jej straże szykowały się do bitwy. Generałowie zostali odesłani do przygotowania oddziałów. Zaś wszystkie osoby, które nie walczyły, miały się udać do przygotowanych na taką okoliczność schronów.
- Nie ma Mikelisa! Nie mogę go znaleźć! - Mikele wpadła do sali w popłochu.
- Musimy się spieszyć – oznajmiła królowa, zakładając zbroję. - Nie obawiaj się, umie sam o siebie zadbać. Pewnie jest już w schronie.
- Sprawdzałam, nie było go tam i nikt go nie widział – rzekła Mikele z przejęciem.
- Pójdę go poszukać! - zdecydował Doktor.
- Nie zezwalam na to – zaprotestowała Sidika. - Nie zamierzam narazić żadnego mężczyzny, nawet jeśli nie jest stąd. - Tego typu protekcjonalizm stał się już instynktem.
- Obawiam się, że nie masz nade mną władzy, wasza wysokość. Przykro mi – z tymi słowy Doktor rzucił się do wyjścia, wprawiając królową w stan szoku.
- Ja też pójdę. - Nikita stwierdził, że nie może być gorszy, jednak kobieta zdążyła się otrząsnąć i szybko zareagowała.
- Straże!
Dwie wojowniczki pochwyciły Nikitę za ramiona, nim ten zdołał dobiec do drzwi.
- Nie zamierzam i ciebie mieć na sumieniu – rzekła stanowczo królowa. - Odprowadźcie ją do schronu. Zaraz wyruszamy. Jeśli któraś z was znajdzie Doktora, ma go bezpieczne odeskortować. Zrozumiano?
Pozostałe kobiety wzniosły okrzyk bojowy, z wyjątkiem Mikele, która drżała na myśl o niebezpieczeństwach czyhających na jej brata.


Miasto ogarnął chaos, ale Doktor niestrudzenie biegł przed siebie, aż dotarł do domu Mikelisa. Wpadł do środka, ale nie znalazł tam żywej duszy. Przeszukał wszystkie zakamarki, włącznie z piwnicą, sądząc, że chłopak mógł się ukryć. Wołał go, ale nikt nie odpowiadał i wyglądało na to, że dom jest całkowicie opustoszały.
Wybiegł na ulicę i przez chwilę stał bez ruchu, ignorując mijające go w popłochu grupki żołnierzy i cywilów. Wciąż jeszcze mógł się wycofać, prawdopodobnie zdołałby wrócić do pałacu na czas, gdyby w tej chwili zaczął pędzić, nie zatrzymując się ani na moment. Jednak Doktor nigdy nie zostawiał przyjaciół w potrzebie, a Mikelis w jego mniemaniu zdążył się nim stać. Dlatego szukał dalej, obserwował przemieszczających się ludzi i nawet gdy bramy miasta padły, a do środka wdarły się wrogie wojska, on niestrudzenie kontynuował poszukiwania.
- Stać! - usłyszał nagle za plecami.
Odwrócił się i zdał sobie sprawę, że ma przed sobą wojowniczkę z legionu najeźdźców. Tak jak pozostali przybysze posiadała czarne włosy i skórę nieco ciemniejszą od tubylców. Jej zbroja zdawała się cięższa, bardziej ascetyczna lecz praktyczniejsza od tych, które nosiły wojowniczki Sidiki. Mierzyła w Doktora topornym mieczem. Bez wątpienia potrzeba było wiele siły by nim walczyć.
- Pójdziesz ze mną, jeśli życie ci miłe – oznajmiła.
Ponieważ Doktor miał za sobą jedynie kamienną ścianę, trudno było mówić o jakiejkolwiek drodze ucieczki. Przez chwilę stał osłupiały, starając się obmyślić jakiś plan działania. Długo jednak zastanawiać się nie musiał. Koncentrująca się na nim wojowniczka całkowicie zlekceważyła tyły i nie zdołała uchronić się przed nadchodzącym ciosem. Ktokolwiek ją zaatakował, mierzył bardzo celnie,dokładnie w małą przestrzeń między płytami zbroi, które łączyły się na plecach. Gdy pokonana kobieta padła na ziemię, Doktor ujrzał za nią osobę w stroju armii królowej Sidiki. Choć jej twarz zakrywał hełm, Pan Czasu odniósł wrażenie, że ją zna. Z postury nie wyglądała zbyt kobieco.
- To ja – Mikelis zdjął hełm i uśmiechnął się.
Mimo że właśnie został uratowany, Doktor nie wyglądał na zadowolonego.
- Twoja siostra się o ciebie zamartwia – powiedział z powagą.
- A wiesz ile razy ja się o nią zamartwiałem?
- Jesteś za młody by walczyć, powinieneś się ukryć.
- Nie mogę siedzieć bezczynnie. Chcę pomóc!
- Pomagać można na wiele sposobów, niekoniecznie walcząc.
Wymiana zdań zakończyła się, gdy zdali sobie sprawę, że otacza ich wrogie wojsko.


Bezczynne siedzenie doprowadzało Nikitę do szału. Do tego w podziemiach pałacu było ciemno, chłodno i przede wszystkim ciasno. Wśród ukrywających się osób znajdowało się wielu mężczyzn, co po całym dniu spędzonym wśród kobiet było miłą odmianą.
Już od kilku godzin nie doszła żadna nowa osoba i Nikita stracił nadzieję na przeczekanie bitwy w towarzystwie Doktora.
- Kim są ci najeźdźcy? Są bardzo brutalni? - spytał przejęty.
- To barbarzyński lud koczowników, tak przynajmniej sądzę – wyjaśniła jedna ze starszych kobiet. - Tak wygląda ich życie, grabią to, co napotkają na swojej drodze. I owszem, potrafią być bardzo brutalni.
- O mój Boże, Doktor poszedł tam kompletnie bez broni. Zabiją go – przeraził się Nikita, po raz pierwszy od początku przygody.
- O nie, nigdy nie pozwoliłyby na utratę mężczyzny. Są dla nich równie cenni co dla nas.
- Chcesz powiedzieć, że biorą ich w jasyr? - Nikita zbulwersował się jeszcze bardziej.
- Nie znam tego słowa, ale jeśli oznacza niewolę, to tak.
- O choroba...
Więcej słów nie przychodziło Nikicie do głowy. Wyglądało na to, że czekają go jeszcze większe emocje niż się spodziewał. Możliwe, że zbyt wielkie nawet dla niego.


Po ataku najeźdźców miasto wyglądało tak, jakby przeszło przez nie tornado, a nawet gorzej, bo tornado nie pozostawiało po sobie tyle krwi. Mieszkańcy jednak zdawali się pogodzeni z okrutnym losem i gdy z powrotem wylegli na ulice, od razu zaczęli doprowadzać miasto do porządku.
Nikita czuł się podle, grobowa atmosfera przytłaczała go. Lubił niebezpieczeństwa, ale zapach śmierci w powietrzu napawał go obrzydzeniem. Nie tak wyobrażał sobie przygodę na innej planecie.
- Mikelis?! - Mikele rozpaczliwie próbowała odnaleźć brata.
Nie przejmowała się nawet swoimi ranami. Przeszukała cały splądrowany dom, ale nie znalazła absolutnie nikogo.
- Może ukrył się gdzie indziej? - Nikita pocieszył dziewczynę, choć jemu samemu trudno było zachować spokój.
Póki co nie znalazł ani śladu Doktora. Oczywiście miasto do małych nie należało i wciąż była nadzieja, że Pan Czasu gdzieś tam jest, zdrowy i bezpieczny, ale chłopak nie mógł się wyzbyć złych przeczuć.
Idąc przez zdewastowane miasto wraz z Mikele, natknęli się na grupkę żołnierzy. Po drodze wypytywali się wielu osób o zaginionych, ale bezowocnie. Chłopak stwierdził, że może wojowniczki będą lepiej zorientowane.
- Szukam mężczyzny – zagadał. - Wysoki, szczupły szatyn. Miał na sobie garnitur w paski. - Nagle dotarło do niego, że tubylcy raczej nie wiedzą co to garnitur. - Znaczy się, był ubrany nietypowo, jak cudzoziemiec.
- Widziałam jak barbarzyńcy wyprowadzali jeńców – powiedziała jedna z kobiet. - Był wśród nich mężczyzna w dziwnym stroju.
- Jesteś pewna? - Nikita marzył, żeby była to tylko pomyłka.
- Odpowiadał twojemu opisowi. Przykuł moją uwagę, bo wyróżniał się z tłumu.
- A mojego brata nie widziałaś? Młody chłopak o bardzo jasnych włosach – spytała zdesperowana Mikele.
- Przykro mi, nie przyjrzałam się.
Choć nadzieja jeszcze nie zgasła, dziewczyna nie wytrzymała i zaczęła cicho płakać. Nikita objął ją, próbując dodać jej nieco otuchy, choć sam potrzebował jej równie bardzo. Z całą pewnością i przekonaniem mógł powiedzieć, że się boi. Nie sądził, że może to być tak nieprzyjemne uczucie.


- Musimy im pomóc! - Nikita postanowił postawić sprawę jasno.
Wiedział, że jest zbyt zuchwały, że królowej może nie spodobać się jego zachowanie, ale nie zamierzał zostawić Doktora w potrzebie.
- Tak bardzo mi przykro. - Słowa królowej bez wątpienia były szczere. Sama nie doszła jeszcze do siebie po tym, co się stało, ale jako władczyni musiała pokazać, że jest silna. - Chciałabym im pomóc, ale to niemożliwe.
- Więc mamy ich tak po prostu zostawić na pastwę bandy dzikich bab? - wzburzył się Nikita. - Musimy wysłać jakąś grupę ratunkową.
Podczas gdy chłopak unosił się emocjami, królowa zachowywała spokój.
- Wyjrzyj za okno i powiedz mi co widzisz? Zostaliśmy zdziesiątkowani. Wszyscy ludzie są potrzebni tu i teraz. Musimy odbudować miasto, a nie jeszcze bardziej je osłabiać. Wiem, że dla ciebie to trudne do zaakceptowania, że tam skąd pochodzisz jest inaczej, ale my przywykliśmy do takich sytuacji. Czasem wychodzimy zwycięską ręką, czasami ponosimy klęskę, takie jest życie. Dziś wiele osób straciło kogoś bliskiego, ale wiedzą, że muszą się z tym pogodzić, że życie toczy się dalej.
- Ja się z tym nie pogodzę. Bez Doktora nigdy nie wrócę do domu. - Tak naprawdę nie chodziło tylko o to. Przede wszystkim sumienie nie pozwalało Nikicie zostawić kogoś w potrzebie.
- Możesz zamieszkać tutaj. Mikele sama zaproponowała, że przyjmie cię do siebie.
- Błagam, wasza wysokość, daj mi choć garstkę ludzi – zdesperowany chłopak dosłownie padł przed Sidiką na kolana. - Pozwól mi wyruszyć im na ratunek.
- Przykro mi. – Królowa z czułością dotknęła ramienia przybysza. - Powinnaś się przespać. To był ciężki dzień i miejmy nadzieję, że kolejny będzie lepszy.


W takich chwilach Doktor cieszył się, że nosi trampki. Po kilku godzinach marszu wygodne obuwie było niczym dar z niebios. Przypomniało mu się, jak podczas jednej z podróży pechowo trafił na arabskich handlarzy niewolników. Przegonili go wtedy przez pół pustyni i to jeszcze strasząc batem. Co prawda udało mu się uciec, ale pamiętał, że miał po tym przez kilka lat wstręt do piasku. Szczerze liczył na to, że tym razem nie nabawi się wstrętu do kobiet.
Mikelis maszerował tuż za nim i Doktor ciągle słyszał jego ciche pochlipywanie.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze – pocieszył go. - Można powiedzieć, że mam już doświadczenie w takich sytuacjach. Coś wymyślimy.
- Zostałeś już kiedyś wzięty do niewoli?
- Och, niejednokrotnie. Jak widzisz jeszcze żyję i mam się dobrze.
Wkrótce pochód się zatrzymał, a wszystkim jeńcom nakazano usiąść. Tkwili bez ruchu, pilnowani przez wyznaczone do tego wojowniczki, podczas gdy reszta ludzi zaczęła rozbijać obóz. Sądząc po wprawie z jaką to robili, musieli tak żyć od pokoleń. Doktor z fascynacją obserwował jak na jego oczach powstaje tymczasowa osada.
- Boję się – jęknął Mikelis, który cały drżał.
- Raczej nie zrobią nam krzywdy – uspokoił Pan Czasu. - Nie wlekłyby nas taki kawał po to, żeby nas zabić, czy torturować. Sądzę, że jesteśmy dla nich cenną zdobyczą.
Jego słowa niezbyt pocieszyły Mikelisa, który dalej sprawiał wrażenie kłębka nerwów. Zaczął panikować jeszcze bardziej, gdy po zakończonym rozkładaniu obozowiska, do jeńców podeszła jedna z generałów.
- Ty, ty, ty i ty pójdziecie ze mną – wskazała na kilku mężczyzn, w tym na niego i na Doktora.
Chłopak miał do siebie żal, że pozwolił, by cała odwaga go opuściła, ale nie mógł na to poradzić. Stając do bitwy nie wiedział, co tak naprawdę go czeka.
- Co się z nami stanie? - przerażony zwrócił się do Doktora.
- Spokojnie, wydostanę nas stąd – zapewnił Pan Czasu, jak zwykle pewny siebie.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,137,975 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.