Październik 21 2017 08:51:45
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział V
Świadomość, że ma przed sobą całą wieczność nauczyła Jacka cierpliwości. Choć pragnął Doktora najbardziej bardziej niż kogokolwiek, pozwolił sprawom przyjąć bardzo powolny bieg. Oficjalnie można było nazwać ich parą, ale związek wciąż należał do czysto platonicznych, choć o dziwo Doktor coraz bardziej odpowiadał na zaloty. Jack próbował dojść przyczyny, nie sądził by Pan Czasu go kochał, chodziło raczej o instynktowne działanie spowodowane zbliżającym się macierzyństwem. Doktor nie chciał być sam, podświadomie próbował znaleźć kogoś, kto zaopiekowałby się nim i dzieckiem, a Jacka miał pod ręką, do tego chętnego. Jednak Harknessowi póki co to wystarczało i miał nadzieję, że z czasem uda mu się dotrzeć do serca tajemniczego mężczyzny. Wyznawał zasadę „ziarnko do ziarnko” i uważał, że każdego dnia zbliżał się odrobinę bardziej do partnera.
Pewnego wieczoru, po wspólnym oglądaniu telewizji, zdołał nawet wciągnąć Doktora pod kołdrę, całując go zapalczywie. Zamierzał spróbować posunąć się nieco dalej niż do tej pory, choć nie robił sobie zbytnich nadziei. Kontakt fizyczny wyraźnie stanowił problem dla Doktora, co było zrozumiałe. Nawet osobnik tak silny psychicznie jak on nie mógł przejść obojętnie wobec tego, co zrobił mu Mistrz.
- To przyjemne, prawda? - szepnął Jack, delikatnie przyciskając partnera swym ciałem do pościeli.
Całował go raz w usta, raz w szyję. Subtelnie gładził go przez ubranie, czując jak jego ciało odpowiada na pieszczoty. Pomimo ewidentnych oporów, wyglądało na to, że Doktorowi się podoba.
- Możesz być na górze, jeśli chcesz – dodał, dając partnerowi do zrozumienia, że wcale nie próbuje go zdominować.
- To nie jest kwestia tego, kto jest na górze – powiedział Pan Czasu, drżąc z podniecenia i niepewności.
- Więc czego się boisz?
- Po prostu jestem z innej rasy. Seks ma dla mnie nieco inny wymiar. Minęło wiele czasu odkąd ostatni raz się z kimś złączyłem. Jeśli kiedykolwiek zrobię to po raz kolejny, muszę być przekonany, że to właściwy wybór.
- Rozumiem... - Jack położył się obok partnera i ucałował go w dłoń. - Mimo to miło mi będzie jeśli zostaniesz na noc.
- W porządku... - szepnął Doktor i ziewnął.
Długo leżeli w ciszy, lecz jeszcze nie zamierzali iść spać, zwłaszcza, że w swoim obecnym stanie Jack miał dwa wyjścia, albo się męczyć całą noc, albo sobie ulżyć w łazience. Ta druga opcja zdawała się praktyczniejsza, ale na razie wolał leżeć u boku partnera i mu się przyglądać. Uwielbiał obserwować Doktora. Za każdym razem gdy był blisko niego, czuł się tak, jakby obcował z bogiem.
- Nie żebym ci robił wyrzuty, czy coś, uważam, że będziesz świetnym rodzicem, ale może powinieneś poczynić już jakieś przygotowania? - zasugerował nagle Jack. - To już czwarty miesiąc, a ty nie zacząłeś nawet mościć sobie gniazdka. Wiem, że jest na to czas, ale nie warto zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę.
- TARDIS tak długo był moim domem, że jakoś trudno mi myśleć o przeniesieniu się gdzie indziej. Choć wiem, że powinienem.
- Nie martw się, znajdę coś – zapewnił Jack i przysunął się do partnera, by móc go objąć.
Głośne westchnięcie Doktora dało do zrozumienia, że przypomniał sobie o czymś kłopotliwym. Jego oczy przybrały wyraz strachu, podobny do tego, gdy zdał sobie sprawę, że jest w ciąży. A wydawało się, że już pogodził się z sytuacją i nawet się cieszy na myśl o maleństwie.
- Co się stało? - zaniepokoił się Jack.
- Nie mam pojęcia jak wychowywać dziecko – wyznał Doktor zafrasowany, jakby dopiero teraz uświadomił sobie prawdę.
- Przecież miałeś już rodzinę.
- To było dawno temu i w kompletnie innych realiach.
- Nie martw się, ja ci pomogę. Mam córkę... i wnuka. Znam się na tym.
- Nie mówiłeś nic o swojej rodzinie – rzekł zaskoczony Doktor.
- Ty też mi niewiele mówisz.
Rozmowa się urwała, więc Jack postanowił nie ciągnąć jej na siłę. Uznał, że to dobry moment, by iść pod prysznic.


W ostatnim czasie Doktor prawie codziennie wykonywał ten sam poranny rytuał. Wciskał się w koszulę i marynarkę, a potem dokładnie przyglądał się swemu odbiciu w lustrze, jakby starając się ocenić ile przybyło mu w pasie. Na razie jego delikatne zaokrąglenie nie rzucało się w oczy. Właściwie postronna osoba mogła nie dostrzec różnicy, chyba że się dobrze przypatrzyła. Co nie zmieniało faktu, że musiał zmienić rozmiar na większy.
Wobec Torchwood nie miał żadnych zobowiązań, ale i tak udawał się codziennie do centrali, by trochę pomóc i zabić czas. Tego dnia dobry humor Jacka nieco go zaskoczył. Owszem, zawsze się cieszył na jego widok, ale tym razem widać było, że chodzi o coś więcej.
- Chodź, musisz się z kimś przywitać. Nic wcześniej nie mówiłem, bo chciałem ci zrobić niespodziankę.
Jack otoczył ramieniem skonsternowanego Doktora i poprowadził do pomieszczenia obok, gdzie przebywali pozostali pracownicy i ktoś jeszcze.
- Dr Martha Jones przyjechała pomóc nam w nowej sprawie – wyjaśnił z szerokim uśmiechem.
Najwyraźniej kobieta również o niczym nie wiedziała, bo gdy ujrzała Pana Czasu, rozdziawiła usta w zachwycie i zaskoczeniu, a potem podekscytowana rzuciła się przyjacielowi na szyję. Doktor również nie krył radości na widok byłej towarzyszki, którą czule uściskał.
- Nie mogę w to uwierzyć! Ty tutaj?! To mi się nie śni?! Mój Boże, myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę! - Martha nie mogła wyjść z zachwytu.
- Nie martw się, jeszcze się mnie naoglądasz.
- Co się stało? Ty nigdy nie przybywasz tak po prostu. - Kobieta spoważniała.
- Chodź, muszę ci coś pokazać.
Doktor pociągnął przyjaciółkę za sobą, gdyż o pewnych rzeczach wolał rozmawiać na osobności. Zaprowadził ją do ambulatorium i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Jestem zmuszony zawiesić podróże na czas nieokreślony – wyznał, wzbudzając jeszcze większe zdziwienie u towarzyszki.
- Dlaczego?
W odpowiedzi Doktor rozpiął marynarkę i podwinął koszulę, pokazując swój lekko zaokrąglony brzuch.
- Zawiesiłeś podróże, bo przybyło ci kilka kilogramów? - spytała Martha rozbawiona, na razie nie rozumiejąc, o co chodzi jej przyjacielowi.
- Weź stetoskop.
Pan Czasu miał poważny wyraz twarzy, więc kobieta nawet nie zadawała pytań, tylko zrobiła, o co prosił. Przyłożyła słuchawkę do brzucha mężczyzny, domyślając się, że właśnie tego po niej oczekuje. Jakże wielkie było jej zaskoczenie, gdy usłyszała ciche bicie dwóch serc, bynajmniej nie dochodzące z klatki piersiowej. Na chwilę zaniemówiła, szukając logicznego wytłumaczenia. Przychodziło jej do głowy tylko jedno, choć i tak nieprawdopodobne.
- Nie sugeruj się moją płcią. Jestem Panem Czasu, nie człowiekiem – wyjaśnił Doktor, rozwiewając resztki wątpliwości towarzyszki.
- Ale to przecież... Jak to... - kobieta wciąż miała problemy z przyswojeniem prawdy. - Który to miesiąc? - spytała, próbując podejść do sprawy bardziej fachowo.
- Czwarty, no właściwie to już prawie piąty.
Ponieważ Martha była bardzo inteligentna, nie potrzebowała wiele czasu, by dokonać paru kalkulacji i powiązać se sobą fakty. Nasuwał się tylko jeden wniosek i nie ważne jak był przerażający, musiała go zaakceptować.
- O mój Boże, to był on. - Na chwilę ukryła twarz w dłoniach, starając oswoić się z tym, co przed chwilą sobie uświadomiła.
Doskonale pamiętała, co wydarzyło się przed czterema miesiącami. Mistrz nie omieszkał pochwalić się swoim czynem nawet przed nią.
- Nie pogratulujesz mi? - spytał Doktor, z nutką niepewności w głosie.
Słowa Pana Czasu zaskoczyły ją i wprowadziły w stan konsternacji. Z jednej strony zdawało się, że zaakceptował swój stan i nawet zaczął się z niego cieszyć. Z drugiej, jego oczy zdradzały strach, ból i poczucie zagubienia. Trudno było mu się dziwić, wszakże cały jego świat staną do góry nogami. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że zamiast umartwiać się nad losem przyjaciela, powinna go wspierać i dać mu do zrozumienia, że wszystko ma swoje dobre strony.
- Gratuluję – szepnęła, z trudem powstrzymując łzy i jeszcze raz przytuliła Doktora. - Na pewno będziesz świetną mamą... tatą... no nie ważne jak to się nazywa.
Pan Czasu uśmiechnął się i poklepał przyjaciółkę po ramieniu, gdy ta się od niego oderwała. Mimo że starał się wyglądać na zadowolonego, jego oczy dalej odzwierciedlały stan jego duszy.
- Wszystko w porządku? - spytała Martha z wyraźną troską.
- Tak... - szepnął Doktor i zwiesił głowę, próbując się pozbierać i pokazać, że jest silny. - Po prostu trudno mi się przyzwyczaić.
- Jeśli mogę ci jakoś pomóc...
- Właściwie to chciałbym, żebyś przyjęła dziecko na świat – powiedział, wchodząc koleżance w zdanie.
Tym razem zaskoczył Marthę jeszcze bardziej, niż przed paroma minutami. Kobietę na chwilę dosłownie zatkało.
- Ale ja nie mam pojęcia, jak to wygląda u Panów Czasu. Już tym bardziej u mężczyzn.
- Normalnie, moje ciało otworzy się tam gdzie trzeba, gdy nadejdzie czas. Oj będzie bolało – skrzywił się Doktor, choć nie wyglądał na jakoś specjalnie przerażonego. - Jednak bardziej martwię się tym, co będzie później.
- Będzie, co ma być. Jak inni sobie radzą, to ty też sobie poradzisz.
- Cieszę się, że tu jesteś – wyznał w końcu Pan Czasu, nie kryjąc swoich prawdziwych emocji.
Będąc wśród przyjaciół czuł się odrobinę lepiej, choć wciąż nie umiał pogodzić się z myślą, że jest zdany na ich pomoc.


- Jack, powiesz mi w końcu dokąd idziemy?
Doktor zaczynał się zastanawiać, czy powinien się bać, czy radować. Cokolwiek zaplanował jego partner, zanosiło się na coś dużego.
- Mówiłem ci, że to niespodzianka. Wytrzymaj jeszcze chwilę. Jesteśmy prawie na miejscu.
Wkrótce weszli do jednej z kamienic i udali się po schodach na górę. Doktor już właściwie wiedział, czego się spodziewać, ale Jack udowodnił, że wciąż potrafi zaskakiwać. Gdy tylko stanęli przed drzwiami mieszkania, wziął Pana Czasu na ręce, niczym pannę młodą przed przeniesieniem przez próg. Doktor poczuł się co najmniej niezręcznie.
- Jack, nie jesteśmy małżeństwem – zauważył zgodnie z prawdą, dając do zrozumienia, że wolałby poczuć grunt pod nogami..
- No i co z tego? - Harkness stęknął, gdyż wydawało mu się, że Doktor okaże się lżejszy.
Scenę zauważyła kobieta wracająca z psem ze spaceru i widok tak ją zaaferował, że odruchowo odwróciła głowę, by się lepiej przyjrzeć, przez co weszła w drzwi od własnego mieszkania.
- Dzień dobry, ładna dziś pogoda – rzucił Jack z wymuszonym uśmiechem, zdając sobie sprawę, że długo nie wytrzyma z Doktorem na rękach. - O psia mać, zapomniałem wyjąć klucze – zdał sobie nagle sprawę.
Drugi z mężczyzn popatrzył na niego z politowaniem i sięgnął po swój śrubokręt dźwiękowy. Po paru sekundach mieszkanie stało już dla nich otworem.
Jacka ogarnęło wielkie poczucie ulgi, gdy wreszcie postawił partnera na podłodze. Nie miał jednak czasu na odpoczynek, musiał wyjaśnić Doktorowi po co go tu sprowadził.
- Wiem, jak bardzo przywiązałeś się do swojego TARDIS, ale prędzej czy później będziesz potrzebował gniazdka z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście jeśli czujesz się przy mnie niekomfortowo, to mogę to mieszkanko zostawić całe tobie – powiedział Jack, lekko zakłopotany.
- Nie, w porządku...
Doktor sam nie wiedział co rzec, lub jak się zachować. Gest partnera zrobił na nim wrażenie, ale też nieco przytłoczył. Nawet nie przygotował się psychicznie do przeprowadzki. Stał, rozglądając się dookoła, powtarzając sobie w duchu, że wszystko będzie dobrze. Mieszkanie nawet mu się podobało. Zielono-kremowa kolorystyka działała uspokajająco. Meble może nie należały do zbyt modnych, niektóre z nich były dość stare, ale to mu akurat nie przeszkadzało.
- Chcesz zobaczyć pozostałe pokoje? - spytał Jack.
- Może za chwilę – odparł krótko Doktor. Jak na razie nie przyzwyczaił się jeszcze do jednego. - Kupiłeś to tak w krótkim czasie?
- Wynająłem. Wybacz, jeśli nie podoba ci się wystrój. Potrzebowałem czego szybko i w pełni wyposażonego. No i blisko od pracy. Jak ci się nie podoba, to możemy zmienić.
- Jest w porządku...
Wzdychając, Doktor usiadł na wersalce. Chciał podziękować Jackowi za wszystko, ale na razie nie czuł się na siłach. Jego umysł potrzebował czasu, by zaakceptować pewne fakty. Fakt, że pora zapuścić korzenie (lub chociaż spróbować) i fakt, że Jack gotów jest zrobić dla niego wszystko.
- Wyglądasz jak panna, przerażona, że ktoś ma wobec niej poważne zamiary – skomentował Harkness i usiadł obok Pana Czasu. - Bądź ze mną szczery, mów co ci leży na sercu... sercach.
- Po prostu pewne rzeczy są trudne nawet dla mnie – wydukał Doktor, starając się nie pozwolić emocjom przejąć kontroli. - Kocham to dziecko, wiem, że jest powodem do szczęścia, ale i tak czuję się, jakby coś mi odebrano.
- Spokojnie – szepnął Jack i pocałował partnera.
Zamierzał posunąć się nieco dalej, ale przerwał mu telefon.
- Niestety muszę lecieć, to pilne – oznajmił, zaraz po odebraniu. - Wrócę najszybciej, jak to będzie możliwe. Rozgość się tu. - Jeszcze raz cmoknął Doktora i wyszedł.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,137,968 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.