Październik 21 2017 08:49:22
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział VI
Najgorsza była bezczynność i bynajmniej nie chodziło o nudę. Doktor zdążył nauczyć się organizować sobie czas, ale nie mógł pomóc przyjaciołom, gdy ci najbardziej go potrzebowali. Owen i Toshiko zginęli, bo w chwilach największego zagrożenia, on siedział z Marthą w swym nowym mieszkaniu i oglądał telewizję. Jack nawet nie powiedział mu o niebezpieczeństwie, wiedząc, że będzie próbował się wmieszać. Dopiero seria eksplozji, która wstrząsnęła miastem uświadomiła mu, jak został oszukany. Wtedy jednak było już za późno.
Do tej pory on starał się wszystkich chronić, a teraz wszyscy chronili jego. Nie miał im tego za złe, rozumiał ich, ale to nie zmieniało fakt, że czuł się jak piąte koło o wozu. Uparł się by choć częściowo przejąć obowiązki Toshiko i w końcu Jack mu ustąpił, ale gdy tylko czuł, że nadchodzi większe zagrożenie, odsyłał go do domu.
Jeśli chodzi o Marthę, tymczasowo przystąpiła do Torchwood, robiąc to jednak tylko ze względu na Doktora. Jej również było trudno pogodzić się ze stratą pozostałych członków drużyny, mimo że mało ich znała, jednak życie musiało toczyć się dalej. Czas na żałobę minął, w końcu i tak wszystko musiało wrócić do normy.
- Jak się czujesz? - spytała Martha, podczas rutynowej kontroli.
- Dobrze... - odparł Doktor, jakby odrobinę zaskoczony swą doskonałą formą. - Bardzo dobrze...
- Czujesz, jakbyś miał w sobie więcej energii?
- Zdecydowanie.
- Wcale się nie dziwię, poziom niektórych hormonów zdecydowanie odstaje od normy – odparł kobieta, patrząc na wyniki badań. - Choć z drugiej strony trudno mi tu mówić o jakiejkolwiek normie, bo niby skąd mam wiedzieć jaki poziom był wcześniej? Za punkt wyjścia musiałam przyjąć normy ludzkie.
- Mogę zobaczyć?
Martha podała Doktorowi wydruk, a ten z przyzwyczajenia ubrał okulary, choć wcale ich nie potrzebował i przestudiował kartkę.
- Wszystko w porządku – skomentował.
- Ty chyba mnie w ogóle nie potrzebujesz – stwierdziła Martha, bynajmniej nie z wyrzutem.
- Ależ potrzebuję, w końcu sam cię prosiłem o pomoc.
- Jeszcze wiele muszę się nauczyć.
- Niestety ten stan jest również dla mnie czymś nowym We wszystkim ci nie pomogę, ale mogę cię naprowadzić.
Jako lekarz Martha nie powinna była czuć się skrępowana, jednak rozmowy z Doktorem na tak intymne tematy nieco ją zawstydzały. On natomiast zdawał się ufać jej bezgranicznie i pozwolił by dokładnie poznała jego ciało, by nauczyła się jak najwięcej o jego organizmie i fizjologi. Bez wątpienia jej praca jeszcze nigdy nie była równie fascynująca, jednak nie mogła chwalić się przed kolegami z branży i wcale nie chciała. Zachowała najwyższy stopień dyskrecji, nie zdradzając absolutnie nikomu z zewnątrz, że Doktor w ogóle przebywa na Ziemi. Nie zamierzała go zawieść.


W końcu Jack przyzwyczaił się do życia w celibacie. Nie zamierzał już wywierać jakiejkolwiek presji na Doktorze i pozwolił by sprawy przybrały swój własny bieg. Sam fakt, że mógł z nim przebywać, dotykać go, spać z nim w jednym łóżku, był dla niego niczym sen, który się ziścił.
- Będziemy musieli w końcu wymyślić jakąś ściemę dla sąsiadów – powiedział, wodząc opuszkami palców, po odsłoniętym brzuchu Doktora, relaksującego się na miękkiej pościeli.
- Po co? - Pan Czasu nie do końca rozumiał dokąd Jack zmierza.
- A co, powiesz im „jestem kosmitą w ciąży z innym kosmitą”?
- W ogóle nie zamierzam im nic mówić.
- W końcu zaczną węszyć, zadawać pytania. Myślisz, że jak długo będziesz w stanie się kryć? W końcu nawet twój płaszcz w pełni nie zamaskuje brzucha. A jak pojawi się dziecko i będzie płakać po nocach? Co wtedy? Jak to wszystko wytłumaczysz, gdy zaczniemy wzbudzać zainteresowanie?
- No to oświeć mnie i powiedz jakie wytłumaczenie wymyśliłeś – rzekł z sarkazmem Doktor, siadając na łóżku.
- Że jesteś kobietą po zmianie płci.
- Co?!
Pan Czasu nie wiedział, czy się śmiać, czy trzepnąć Jacka poduszką.
- Mogę wiedzieć czemu kobieta po zmianie płci żyłaby z facetem? Zdajesz sobie sprawę, że ludzie z reguły nie zmieniają płci, żeby żyć w związku homoseksualnym?
- Oj, to już byłoby proste do wymyślenia. Najważniejsze, że wyjaśnilibyśmy twoją ciążę i nie wzbudzalibyśmy powszechnego zainteresowania. Nawet był kiedyś podobny przypadek, więc nikogo by to nie zaskoczyło... bardzo.
- Jack, ty i te twoje pomysły... - rzekł Doktor ze zwątpieniem.
Położył się i przykrył sobie twarz poduszką. Czasami dochodził do wniosku, że lepiej byłoby zaszyć się w TARDIS i już z niego nie wychodzić.


Dzień dobry, nazywam się John Smith i jestem kobietą po zmianie płci. To mój partner Jack Harkness. Nie umiem tego wyjaśnić, ale zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Będziemy mieli dziecko.
– Gdy tylko Doktor wyrecytował sobie w głowie regułkę, parsknął histerycznym śmiechem. Nie wiedział czy to przez hormony, czy przez czysty idiotyzm wersji wymyślonej przez Jacka, ale już dawno nic go tak nie rozbawiło.
Ponieważ obecnie znajdował się w księgarni, ludzie popatrzyli na niego zmieszani. Powstrzymanie śmiechu wiele go kosztowało, ale w końcu się udało. Sięgnął po pierwszą lepszą książkę, byle tylko odwrócić swoją uwagę od żartu wszech czasów. Na szczęście dość szybko się uspokoił, choć wciąż czuł się rozbawiony. Przerzucił parę kartek i po krótkim ich przejrzeniu podniósł wzrok. Nagle jego nastrój zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Wpatrywał się w znajdującą się przed nim szybę, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Czyżby miał halucynacje?
- Mistrz? - wymamrotał.
Osobnik, który stał po drugiej stronie okna i spoglądał na niego wyglądał aż zbyt znajomo. I ten jego uśmieszek. To był Mistrz, we własnej osobie. Stał i gapił się na niego, trzymając ręce w kieszeniach.
Doktor szybko odłożył książkę na miejsce i wybiegł ze sklepu, jednak nikogo na miejscu nie zastał. Zaczął nerwowo rozglądać się dookoła, przekonany, że oczy go jeszcze nie zawodzą. I miał rację, bo w oddali ujrzał znajomą postać. Rzucił się więc za nią w pogoń, a gdy ta skręciła w nieuczęszczaną, ślepą uliczkę i znaleźli się sam na sam, nie miał już wątpliwości, że to nie halucynacje.
- Ty nie żyjesz... byłem tam... Spaliłem twoje ciało... - wymamrotał Doktor, wciąż z trudem akceptując rzeczywistość.
W odpowiedzi Mistrz uśmiechnął się szerzej i z satysfakcją ucałował swój pierścień.
- Umiem myśleć przyszłościowo. Sądzisz, że nie pozostawiłem sobie furtki? Moi wyznawcy wreszcie na coś się przydali. - Gdy zrobił kilka kroków do przodu, Doktor odruchowo się cofnął, ale napotkał na swojej drodze ścianę. - Minęło pół roku od naszego ostatniego spotkania. Tęskniłem, ale wiedziałem, że w końcu mnie odnajdziesz.
W oczach Mistrza był ten sam błysk szaleństwa co zawsze, więc jego z pozoru ciepłe słowa ani trochę nie uspokoiły Doktora.
- Co tym razem planujesz? - spytał pełen obaw, przyciskając się plecami do ściany.
Nie doczekał się odpowiedzi. Za to bardzo się zdziwił, gdy Mistrz jak gdyby nigdy nic zaczął go wąchać z niepokojącym zaciekawieniem.
- Pachniesz inaczej – stwierdził i rozchyliwszy poły płaszcza Doktora, zaczął go badawczo dotykać. - Dziecko... nosisz w sobie dziecko.
Nagle Mistrz zaczął się śmiać, ale nie jak psychopata, tylko bardziej jak osoba niezwykle usatysfakcjonowana ze swoich osiągnięć.
- Udało się – szepnął, wręcz przerażająco szczęśliwy, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Doktora.
- Planowałeś to... - wymamrotał zszokowany Pan Czasu.
- Już niedługo... Muszę jeszcze dokończyć pewne sprawy. - Mistrz ujął w dłonie twarz osłupiałego pobratymca i delikatnie pocałował go w usta.
Nim Doktor zdołał cokolwiek zrobić, czy powiedzieć, drugi Pan Czasu zdążył pobiec w kierunku, z którego przyszli.
- Co zamierzasz?! Co musisz dokończyć?!
Doktor puścił się w pogoń, ale mimo że roznosiła go energia, bieganie z dodatkowym obciążeniem nie należało do najprzyjemniejszych. Mistrz zniknął mu z oczu tak szybko, jak się pojawił. Jedyne co pozostało to setki pytań i wielkie obawy.


Ianto prawie rozlał kawę, gdy Doktor jak burza wpadł do centrali, ledwo unikając zderzenia z nim. Pan Czasu zdawał się nie zważać na otoczenie, z nikim się nawet nie przywitał, tylko usiadł przy komputerze i zaczął nad czymś usilnie pracować.
- Wszystko w porządku? - Dziwne zachowanie partnera nie umknęło uwadze Jacka.
Jednak Doktor nie odezwał się ani słowem, wydawało się wręcz, że nie usłyszał pytania. Z desperacją i zażartością uderzał w klawisze, jakby w grę wchodziło jego własne życie.
- Martha, możesz tu na chwilę podejść? - Jack zawołał koleżankę przez intercom. Zachowywał spokój, ale widać było, że nie bagatelizuje sprawy.
- Co się stało? - Lekarka przyszła na miejsce najszybciej jak mogła.
- Doktor się dziwnie zachowuje – wyjaśnił Jack. - Stwierdziłem, że lepiej będzie jak rzucisz na niego okiem.
Gdy kobieta podeszła do Pana Czasu, zauważyła u niego przyspieszony oddech i czoło zroszone potem.
- Biegłeś tu? - spytała zdziwiona. - Wiem, że tryskasz energią, ale... o co chodzi? - Domyśliła się, że Doktor nie zrobił tego dla sportu. Musiało chodzić o coś więcej.
- Przepraszam, ale jestem zajęty. To bardzo ważne – odezwał się wreszcie mężczyzna, nie odrywając wzroku od monitora.
- Czego tak właściwie szukasz? - spytała Gwen z niepokojem.
- Anomalii, czegokolwiek...
Odpowiedź była tak enigmatyczna, że przyjaciele tylko popatrzyli po sobie zmieszani. Przez chwilę siedzieli i obserwowali Doktora, zastanawiając się, co dokładnie miał na myśli. Musiało mieć miejsce jakieś ważne wydarzenie, skoro wyglądał na tak niespokojnego.
- Coś pochłania ogromne ilość energii ze szczeliny – powiedział w końcu, gdy znalazł to, czego szukał. - I bynajmniej nie jest to TARDIS.
- Możesz to zlokalizować? - Jack aż wstał i podszedł do monitora.
- Tak. - W parę sekund Doktor ustalił położenie tajemniczego obiektu na mapie.
- Ianto, masz się jak najwięcej dowiedzieć o tym miejscu nim pojedziemy to sprawdzić – polecił Harkness.
- Tak jest!
Marthę bardziej interesowała przyczyna, dla której Doktor tak usilnie szukał anomalii.
- Powiedz mi, co się stało. - Usiadła obok przyjaciela i położyła mu rękę na ramieniu, by spojrzał jej prosto w oczy. Mówiły one same za siebie. Coś musiało nim bardzo wstrząsnąć.
- On tu jest... - szepnął Pan Czasu i nawet nie próbował ukryć strachu. - Mistrz żyje.
Wszyscy na chwilę zamarli, a Martha z przejęciem spojrzała na Jacka, który wyglądał na nie mniej poruszonego od niej.
- Jesteś pewien? Może ci się tylko wydawało? - zwrócił się do Doktora
- Rozmawiałem z nim, czułem jego dotyk! - Pan Czasu podniósł głos, jakby trochę oburzony, że jego słowa są poddawane w wątpliwość. - On powrócił i wiem, że coś knuje – rzekł z jeszcze większym przejęciem.
- Spokojnie, tylko spokojnie – Martha chwyciła przyjaciela za ręce, choć sama bała się coraz bardziej. - Najważniejsze, że nic się nie stało.
- Ale stanie się, rozumiesz? Musimy go powstrzymać! - Z przejęcia Doktor chwycił przyjaciółkę za ramiona.
- Zajmiemy się tym – zapewnił Jack. - Wolałbym jednak, żebyś ty się w to nie angażował.
- To niemożliwe, ja już jestem w to zaangażowany, czy to mi się podoba, czy nie – padła łatwa do przewidzenia odpowiedź.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,137,953 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.