Grudzień 13 2018 01:23:51
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
Magiel - Rozdział V
Nikita nie zamierzał tak łatwo dać za wygraną. Skoro z królową się nie udało, liczył, że chociaż z Mikele pójdzie lepiej. W końcu jej brat również został pojmany. Ta jednak sprawiała wrażenie równie zrezygnowanej, co władczyni.
- Już nic nie można zrobić – westchnęła, zbyt zmęczona by płakać.
Na to Nikita zmierzył ją surowym spojrzeniem i skrzyżował ręce na piersi.
- Nie rozumiem was, ludzie! Nie ma w was za grosz ducha walki! - rzekł podniesionym głosem.
- Powiedziałabym raczej, że to racjonalne podejście.
- Nie przeraża cię fakt, że twój brat jest zdany na łaskę tych dzikusek?
- Oczywiście, że przeraża, ale co niby mam zrobić? Sama stawić czoła całej armii?
- Nie sama, masz jeszcze mnie.
Słowa Nikity uznała za niesmaczny żart, powstrzymała się jednak od komentarza. Chłopak jednak sprawiał wrażenie śmiertelnie poważnego.
- Kiedyś na tej planecie żyła wysoko rozwinięta cywilizacja, prawda? - spytał niespodziewanie.
- Tak, przed Wielką Wojną – mruknęła Mikele, nie rozumiejąc, po co Nikita w ogóle porusza ten temat.
- Na pewno coś po sobie pozostawili, nie mogło tak po prostu wszystko obrócić się w pył.
- Dwa dni drogi stąd na północ rozciągają się ruiny wielkiego miasta, ale od wieków nikt się tam nie zapuszcza – wyjaśniła dziewczyna.
- Dlaczego?
- Bo ci co wracali, zapadali na chorobę i umierali.
- Jaką chorobę?
Nikita do głupich nie należał, całkiem nieźle umiał kojarzyć fakty, dlatego, gdy Mikele opowiedziała mu szczegóły, wszystko stało się dla niego jasne.
- No tak, promieniowanie! - ucieszył się, że do czegoś doszedł. - Ludzie umierali, bo zostali napromieniowani, ale to było kilkaset lat temu, teraz powinno już być bezpiecznie!
- Nie rozumiem do czego zmierzasz.
- Udamy się do ruin i poszukamy zaawansowanej technologicznie broni. Wtedy bez problemu rozprawimy się z barbarzyńcami.
- To szaleństwo! - zaprotestowała Mikele.
- Szaleństwo to moja specjalność. - Nikita wyszczerzył zęby w uśmiechu.


Zostali zaprowadzeni do sporego namiotu i przez chwilę Doktor brał pod uwagę możliwość ucieczki, ale ponieważ otaczały ich uzbrojone wojowniczki, stwierdził, że to nie najlepszy pomysł, zwłaszcza, że widział je w akcji. Postanowił poczekać na dogodniejszy moment.
Mikelis cały się trząsł, jednocześnie czując wzbierającą w nim wściekłość. Nie spowodowała jej bynajmniej sama sytuacja, tylko fakt, że nie umiał stawić jej czoła z dumnie podniesioną głową. Kojące słowa, które szeptał mu Doktor, niezbyt pomagały.
- Rozebrać się! - rozkazała generał donośnym głosem.
Mikelis nerwowo przełknął ślinę i przez chwilę stał nieruchomo.
- Lepiej zrobić, co mówią – powiedział mu Pan Czasu.
Sam nie za bardzo cieszył się na myśl o zdjęciu odzieży przed grupą obcych kobiet, zwłaszcza, że był bardzo przywiązany do swojego ubrania. Miał nadzieję, że chociaż nie zostanie mu odebrane.
Szkoda, że cię tu nie ma, Jack. Spodobałoby ci się – pomyślał, zdejmując koszulę i składając ją z namaszczeniem w zgrabną kostkę.
Nie miał pojęcia co stanie się dalej i nie chciał nawet się nad tym zastanawiać. Przeżył już wiele, ale wszechświat nie przestawał go zaskakiwać.
- Szybciej! - pogoniła go generał, na co posłał jej znudzone spojrzenie. Czy nie zauważyła, że miał na sobie więcej garderoby niż pozostali?
Po chwili ręce jeńców zostały przywiązane do poziomego pala znajdującego się nad ich głowami, pozostawiając ich całkowicie bezbronnymi. Choć Doktor przywykł do wielu dziwnych sytuacji, sam zaczynał odczuwać strach. Wraz z ubraniem został pozbawiony pewności siebie. Sądził, że wyzbył się tego typu odruchów, ale najwyraźniej w podświadomości tkwił u niego podobny lęk przed wyeksponowaniem, co u ludzi.
- Zaraz przybędzie tu sama wódz Rashida! Nie odzywajcie się, chyba, że zostaniecie o to poproszeni! - oznajmiła generał.
Minutę później do namiotu weszła kobieta w długiej, fioletowej pelerynie przytwierdzonej do zbroi. Wyglądała na trochę młodszą od królowej Sidiki. Jej czarne oczy błyszczały jak onyksy, a równie ciemne włosy spięte były wysoko srebrną klamrą. Nie powiedziała nic, tylko zmierzyła wzrokiem wszystkich mężczyzn. W pierwszej kolejności podeszła do Mikelisa, który był już na tyle sparaliżowany strachem, by nie zareagować. Wódz chwyciła go za podbródek i dokładnie mu się przyjrzała.
- Jak masz na imię? - spytała.
Zamiast cokolwiek powiedzieć, chłopak jedynie gapił się przed siebie.
- Ktoś odciął ci język? Odpowiadaj! - huknęła kobieta.
- Mikelis – wydusił wreszcie z siebie przerażony młodzieniec.
- Ile masz lat, chłopczyku?
- Pię... piętnaście.
- Więc, jesteś w wiek mojej córki. Zakładam, że żadna cię jeszcze nie miała? - Rumieniec na twarzy Mikelisa mówił sam za siebie. - I dobrze, masz na to jeszcze czas. Na razie zostaniesz przydzielony jako pomoc kuchenna. Masz szczęście, to lekka praca.
Po chwili wódz przeniosła wzrok na Pana Czasu i gdy tylko znalazła się przed nim, spojrzała mu prosto w oczy, co w gruncie rzeczy mu odpowiadało. Zdecydowanie wolał by patrzyła mu prosto w oczy niż gdziekolwiek indziej.
- A ciebie jak zwą? - Od razu skierowała do niego pytanie.
- Doktor.
- Nie jesteś stąd, prawda? - Władczyni ucieszyła się na myśl, że może mieć do czynienia z egzotyką.
- Nie, nie jestem.
- Więc skąd?
- Z TARDIS – odparł bez zastanowienia Doktor.
- Czy to kraina za pasmem górskim?
- Można tak powiedzieć.
W tym momencie Pan Czasu żałował, że nie pociągnął rozmowy nieco dłużej, bo wódz przestała mu patrzeć prosto w oczy. Starał się uciec myślami gdzieś daleko i pokazać, że umie sobie radzić z tak prymitywnymi odruchami jak uczucie wstydu, ale niestety, jemu również zdarzały się chwile słabości.
- Będziesz idealny – powiedziała kobieta, a Doktor uniósł brwi i rozszerzył oczy, nie wiedząc, czy ma się cieszyć, czy bać.
- Przepraszam, że odzywam się nieproszony, ale do czego będę idealny? - spytał, już czując, że tego pożałuje.
- Za dwa dni moja córka ma urodziny. Postanowiłam sprawić jej wyjątkowy prezent. Zostaniesz jej pierwszym partnerem.
Zgodnie z przypuszczeniem Doktor pożałował, że spytał. Jego wyraz twarzy wyglądał tak, jak przeciętnego Japończyka, kiedy nadchodziła Godzilla.
- Zaraz, zaraz, zaraz... powiedziałaś, że twoja córka ma lat... ile? Z całym szacunkiem... myślę, że nie jestem do tego odpowiednią osobą... sugerowałbym kogoś młodszego... Mam więcej lat niż wyglądam... - Doktor za wszelką cenę próbował się wybronić, co nie spodobało się generał.
- Jak śmiesz pouczać wódz?! Zostaniesz ukarany! - krzyknęła i sięgnęła po bat, który miała przypięty do pasa.
Zamachnęła się, ale Rashida powstrzymała ją przed uderzeniem.
- Nie wolno ci go uszkodzić – oznajmiła stanowczo.
- Przepraszam, pani.
Wódz przeniosła wzrok z powrotem na Doktora. Widać było, że ją również zdenerwował.
- Na twoim miejscu bym uważała. Surowo karzemy za każde przewinienie i zapewniam cię, że nie jesteś nietykalny. - Jej ton głosu wskazywał, że nie żartuje. - Powinieneś być mi wdzięczny, bo spotkał cię największy zaszczyt. Możesz żyć w przepychu, okaż jedynie należyty szacunek.
Doktor postanowił już się nie odzywać. Miał jeszcze dwa dni na opracowanie planu, powinno wystarczyć.
- Tych dwóch chcę w moim haremie. - Rashida wskazała na pozostałych mężczyzn. - I wykąpcie ich wszystkich, nawet niewolnik winien być zadbany.


Pomysł Nikity nie przypadł do gustu królowej. Jasno dała do zrozumienia, że zamierza wszystkie siły skoncentrować na odbudowie miasta i nic jej nie przekona, by wyruszyć śladem barbarzyńców. Jednak chłopak postanowił, że bez względu na wszystko nie da za wygraną. Jeśli nie mógł liczyć na pomoc Sidiki, musiał jej szukać gdzie indziej. Wciąż tliła się w nim nadzieja, że uda mu się przekonać Mikele do swego planu.
- I tak tam pójdę, nic mnie tu nie trzyma – wyjaśnił stanowczo. - Jeśli uda mi się wyzwolić twojego brata, przyprowadzę go tutaj, ale w dwójkę miałybyśmy większe szanse.
- Większe szanse? Przeciwko im wszystkim?
- Czasem dwie osoby mogą zdziałać więcej niż cały legion. To nie musi być otwarta walka, możemy użyć podstępu. No i kto wie, co znajdziemy w tych ruinach?
Dla Mikele pomysł Nikity wciąż zdawał się szaleństwem, ale chłopak sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie. Niestety ona nie podzielała tej pewności.
- A jeśli się mylisz i promieniowanie wciąż tam jest?
- To wtedy Doktor coś wymyśli, żeby nam pomóc. Ale jestem prawie przekonany, że spadło do niegroźnego poziomu.
- Ale pewna być nie możesz.
Dyskusja zaczynała powoli denerwować Nikitę. Postanowił doprowadzić ją do końca, a resztę pozostawić losowi.
- W porządku, nie będę już cię na siłę przekonywać – powiedział spokojnie. - Ja już postanowiłam, ruszam im na ratunek i wszyscy mogą mi naskoczyć. Królowa nie ma prawa mnie tu trzymać siłą, zwłaszcza, że tu nie należę. Czasem w życiu trzeba podjąć ryzyko, postawić wszystko na jedną kartę. Nigdy nie ma gwarancji, że się uda, ale jeśli jest chociaż cień nadziei, trzeba spróbować. Wiem, że gdyby role się odwróciły, Doktor by mnie nie zostawił, poszedłby po mnie, choć dopiero co się poznaliśmy. A co zrobiłby twój brat, gdybyś znalazła się na jego miejscu, jak myślisz? Gdy przybyły wrogie wojska, mógł się schronić, a jednak wybrał walkę, choć wiedział, co go może czekać.
- Mój brat jest lekkomyślny, nie sądzę, by w ogóle zdawał sobie sprawę z konsekwencji – powiedziała Mikele, podpierając się rękami o blat stołu, i zamknęła oczy, by nie dopuścić do napływu łez.
- Rób jak chcesz – odparł krótko Nikita i powrócił do jedzenia obiadu. - Ja wyruszam jeszcze dzisiaj.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,687 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.