Grudzień 13 2018 00:20:56
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział IX
Kiedy znaleźli się w statku, Doktor użył resztek sił, by podejść do konsoli i uruchomić napęd. Po paru sekundach osunął się na podłogę, a Jack podtrzymał go, podczas gdy Martha starała się udzielić pierwszej pomocy.
- Straciłem... za dużo energii... - z trudem wydusił Pan Czasu, a jego ciało zrobiło się kompletnie bezwładne.
- Słyszysz mnie? - Jack z wielkim przejęciem zaczął klepać partnera po policzkach.
- Na szczęście tylko stracił przytomność – uspokoiła Martha, nasłuchując bicia serc.
Wyglądało na to, że TARDIS dotarł do celu, więc Harkness otworzył pospiesznie drzwi, by sprawdzić, gdzie się znaleźli. Z wielką ulgą stwierdził, że trafili do bazy. Bezzwłocznie chwycił Doktora pod ramiona, podczas gdy Martha złapała go za nogi i w ten sposób przetransportowali go do ambulatorium. Kiedyś Torchwood nie posiadało tak dobrze wyposażonego punktu medycznego, ale pojawienie się Doktora sprawiło, że dopasowali to miejsce do jego potrzeb. W końcu nie mógł pozwolić sobie na opiekę w zwykłym szpitalu.
- Będziesz musiał mi pomóc – powiedziała Martha, gdy położyli rannego na stole operacyjnym, po czym wzięła nożyczki i zaczęła rozcinać mu ubranie.
Jack przygotował wszystko, o co go prosiła i podobnie jak ona ubrał maskę oraz rękawiczki. Z niepokojem obserwował, jak lekarka wykonuje po kolei wszystkie procedury. Oczywiście ufał jej, wiedział, że na Ziemi nie ma drugiej osoby, która by tak dobrze znała fizjologię Panów Czasu. Zwykły lekarz mógłby nawet nieopatrznie zabić Doktora, podając mu leki, które skutkują jedynie u ludzi. Martha nie popełniłaby takiego błędu, Jack był tego w pełni świadom, ale i tak się bał. Nic nie bolało bardziej, niż oglądanie ukochanej osoby w ciężkim stanie.
Ulżyło mu trochę, gdy Martha wyjęła kulę, a urządzenia wciąż pokazywały, że funkcje życiowe są w normie. Jednak operacja jeszcze się nie skończyła. Kobieta zabrała się za zszywanie rany.
- Więc ty i Doktor jesteście razem? - spytała, by trochę rozładować atmosferę.
- Trudno powiedzieć. Łączy nas jakaś więź, ale jest czysto platoniczna – odparł Jack, instynktownie trzymając partnera za rękę i głaszcząc go po głowie, choć ten i tak tego nie czuł.
- Zawsze był bardzo powściągliwy w tych sprawach.
- On mnie nie kocha. Po prostu jest mu łatwiej ze mną, a mi to pasuje. Nie oczekuję zbyt wiele.
- Zdarza się, że miłość przychodzi z czasem.
- W przypadku Doktora nie robię sobie zbytnich nadziei.
Martha prawie skończyła szyć, kontynuując przy tym rozmowę.
- Wiesz, z początku myślałam, że ciągnie cię do niego, bo ciebie ciągnie do wszystkiego, co się rusza – rzekła żartobliwie. - Ale obserwując was przez tyle czasu, zdałam sobie sprawę, że ty naprawdę musisz go kochać. Myślę, że z czasem to go zmieni.
Po raz pierwszy od wielu lat Jack poczuł się trochę zawstydzony. Nie ciągnął już dalej tematu, pozwolił by Martha w ciszy nałożyła opatrunek oraz wykonała USG by upewnić się, że nie ma zagrożenia dla ciąży. Potem pomógł jej przenieść Doktora na łóżko.
- Gwen i Ianto pewnie już przyjechali. Idę zobaczyć, czy u nich wszystko w porządku – rzekła kobieta.
- Ja na razie tu posiedzę – powiedział Jack, zajmując miejsce przy łóżku.
- Jesteś pewien? Nam wszystkim przydałoby się trochę odpoczynku.
- Zapomniałaś, że jestem niezniszczalny? Nic mi nie będzie – zaśmiał się. - W razie problemów, wezwijcie mnie. Na razie się stąd nie ruszam.


Jack zdawał sobie sprawę, że postąpił nieprofesjonalnie. Powinien był w pierwszej kolejności sprawdzić, czy jego przyjaciele bezpiecznie wrócili i czy nie potrzebują pomocy. Uznał jednak, że jeśli go nie wzywali, wszystko było w porządku. Teraz najbardziej liczył się dla niego Doktor. Siedział przy nim od ponad godziny i nie przestawał go obserwować, choć jego stan się nie zmieniał. Martha mówiła, że wszystko będzie w porządku, że ranny potrzebuje czasu by odzyskać przytomność, nie sprecyzowała jednak ile konkretnie.
W końcu stwierdził, że rzeczywiście będzie lepiej, jeśli na chwilę opuści partnera i sprawdzi, jak się pozostałe sprawy mają.
- Co z Mistrzem? - spytał współpracownika przy pierwszej sposobności.
- Siedzi w celi, naszprycowany środkami uspokajającymi. Musieliśmy mu je podać, bo tak się rzucał, że mógł sobie zrobić krzywdę – odparł Ianto.
- Szkoda zachodu, jakby sam się zabił, wyświadczyłby nam przysługę – rzucił beznamiętnie Jack i udał się na spotkanie z więźniem.
Widać było, że musieli mu coś podać, bo Mistrz wyglądał na zadziwiająco spokojnego. Siedział pod ścianą, z rękami opartymi o kolana i patrzył mętnym wzrokiem przed siebie. Nie zwrócił nawet uwagi, że ktoś przyszedł go odwiedzić, co nie znaczyło, że nie zdawał sobie sprawy z obecności Jacka.
- Przyszedłeś spełnić obietnicę i uczynić moje życie piekłem? - spytał Mistrz, nie odrywając wzroku od ściany, po czym zaśmiał się w sposób typowy dla szaleńca.
Nie miał pojęcia, jak bardzo Jack chciał się zemścić. Nie wiedział, co kryje się w jego umyśle. Że wielokrotnie wyobrażał sobie, jak znęca się nad Mistrzem. Harkness zastanawiał się na jakie sposoby mógłby go torturować, jeśli dostałby go w swoje ręce i teraz, gdy wreszcie miał go w garści, nie zamierzał spełnić żadnej ze swoich fantazji, z jednego prostego powodu: wciąż uważał się za człowieka.
- Nie jestem taki jak ty – z trudem wycedził Jack, powstrzymując chęć wejścia do celi i zabicia więźnia gołymi rękami.
Po chwili Mistrz wstał i chwiejnym krokiem podszedł do szyby, po raz pierwszy nawiązując kontakt wzrokowy z rozmówcą.
- Gdzie jest Doktor? Jak się czuje? - spytał, opierając się o szkło dla zachowania równowagi.
- Jest nieprzytomny, ale nic mu nie będzie. Czy może raczej powinienem rzec: nic im nie będzie – odpowiedział beznamiętnie Jack.
- Chcę się z nim zobaczyć.
Prośba Pana Czasu została całkowicie zignorowana. Człowiek odwrócił się i ruszył do wyjścia, mając dosyć tej rozmowy.
- Chcę się z nim zobaczyć! - krzyknął Mistrz i uderzył rękami w szybę, ale na Jacku nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Zamierzał wrócić do Doktora, a więzień miał dla niego drugorzędne znaczenie.


Okazało się, że Doktor zdążył odzyskać przytomność. Tył łóżka był uniesiony, więc znajdował się w pozycji półsiedzącej i miał podpiętą świeżą kroplówkę. Martha musiała przed chwilą go odwiedzić. Choć wszystko zdawało się być na dobrej drodze, miał taką minę, jakby z trudem powstrzymywał łzy.
- Jak się czujesz? - Jack usiadł przy nim i za wszelką cenę próbował się uśmiechnąć.
Jednak obecnie Doktora ani trochę nie interesował jego własny stan. Przejmował się czymś zupełnie innym.
- Dlaczego nie mogłem wszystkich ocalić? - westchnął.
Właśnie tego obawiał się Jack, że jego partner za bardzo będzie przeżywać śmierć obcych ludzi.
- Uratowałeś świat. Znowu! To chyba powód do radości? - pocieszył go i ujął za rękę.
- Nie... to oni uratowali świat.
- Gdyby nie ty, nie siedzielibyśmy tu teraz bezpiecznie. Nie mogłeś im pomóc, nie mogłeś tego przewidzieć.
Jack wiedział, że prędzej, czy później Doktorowi przejdzie, ale póki co, musiał go jakoś wesprzeć.
- Za pewne ucieszy cię fakt, że mamy Mistrza żywego? Przynajmniej jego udało ci się uratować – powiedział z niesmakiem.
- Nie, jego jeszcze nie uratowałem. – Doktor potrząsnął głową. - To będzie znacznie trudniejsze, niż ratowanie świata.
- Cóż, coś z nim będziemy musieli zrobić.


Kwestia Mistrza miała zostać omówiona na specjalnym zebraniu. Zostało zwołane, jak tylko Doktor powrócił do zdrowia, a ponieważ pochodził z rasy Panów Czasu, nastąpiło to wyjątkowo szybko. Każdemu, nie licząc jego, przeszło przez myśl słowo „egzekucja”, ale nikt nie śmiał go wypowiedzieć. W głębi duszy chcieli pozbyć się Mistrza raz na zawsze, ale widzieli, że, jako cywilizowani ludzie, nie powinni tak postępować.
- Jakieś propozycje? - Jack postanowił najpierw zorientować się, co myślą inni.
- Szkoda, że nie możemy zmienić mu charakteru – rzucił od niechcenia Ianto.
- Właściwie to po części możemy. - Martha nagle zdała sobie sprawę, że ma sensowny pomysł. - Gdy spotkaliśmy go za pierwszym razem, Mistrz nie pamiętał kim jest. Żył jako człowiek, kompletnie nie groźny. Całe jego jestestwo zostało zamknięte w zegarku.
- W zegarku? - Gwen spytała z niedowierzaniem.
- To taka technika Panów Czasu. Pozwala stać się człowiekiem – wyjaśni Doktor. - Sam to kiedyś zrobiłem.
- No to mamy odpowiedź – ucieszył się Ianto. - Trzeba to zastosować.
Głośne westchnienie Doktora sugerowało, że pomysł nie przypadł do gustu. Nie mógł pogodzić się z myślą, że jego dawny przyjaciel zostanie skazany na życie, jako człowiek, że go zapomni, że nie będzie nawet wiedział o istnieniu swojego dziecka.
- Wiem, że z logicznego punktu widzenia, to dobre rozwiązanie, ale mam wrażenie, że dla niego byłoby to gorsze niż śmierć – powiedział.
- Chciałem zauważyć, że mówimy tu o zbrodniarzu, który zabijał, torturował, gwałcił i kilka razy próbował zniszczyć naszą cywilizację. My nie mamy mu robić dobrze! Mamy się upewnić, że już nigdy nie stworzy zagrożenia – wzburzył się Jack. - Wiem, że masz do niego pewnego rodzaju... słabość, ale tu nie ma miejsca na prywatne odczucia.
- Kiedy mówiłem, że chcę mu pomóc, nie miałem na myśli władowania mu w głowę fałszywych wspomnień. Traktuję to jako ostateczność. Pozwól mi znaleźć inny sposób. - Doktor dał do zrozumienia, jak bardzo mu zależy.
- Masz czas do jutra – rzekł poważnie Jack.


Widok Doktora poruszył Mistrza i choć nie mógł go dotknąć, oparł dłonie o szybę, wyobrażając sobie, że jest w stanie go dosięgnąć. Doktorowi towarzyszył Jack oraz Martha, ale na nich Mistrz nie zwracał uwagi. Interesował go tylko Pan Czasu.
- Wypuść mnie stąd, wiesz że cię nie skrzywdzę – powiedział. - Jestem gotów iść na kompromis.
- Nie słuchaj go, on tylko udaje skruszonego – ostrzegł Jack.
- Jestem tego świadom. - Doktor znał Mistrza na tyle dobrze, by wiedzieć, czego się po nim spodziewać. Choć było to trudne, postanowił stłumić emocje i postąpić zgodnie z logiką. - Zadecydowaliśmy w twojej sprawie – powiedział beznamiętnie. - Zamierzam odesłać cię na planetę X-2. To najpilniej strzeżona placówka we wszechświecie. Zajmą się tobą specjaliści, pomogą wrócić na prostą.
- Chcesz mnie zamknąć w psychiatryku?! - rzekł z niedowierzaniem i obrzydzeniem Mistrz. - Więc o to ci chodziło?! Całe to pieprzenie o pomocy i uratowaniu mnie... to miałeś na myśli?! Wysłanie mnie do czubków?!
- Chciałem ci sam pomóc, ale w obecnej sytuacji nie mogę podjąć takiego ryzyka. Obiecuję, że wrócę po ciebie, gdy przyjdzie czas.
- Czyli kiedy? Za sto lat?! Nie możesz mi tego zrobić! - zdenerwował się Mistrz. - Co z naszym dzieckiem?! Nie mam do niego prawa?!
To było najtrudniejsze pytanie, na jakie przyszło Doktorowi odpowiadać.
- Póki się nie zmienisz... - rzekł z wahaniem. – Nie.
Teraz Mistrz wpadł w prawdziwą wściekłość. Okrążył nerwowo celę, po czym z całej siły uderzył rękami w szybę.
- W porządku, zmienię się, tylko daj mi szansę.
Doktor nie zamierzał dać się mu omotać, nie zamierzał też iść na żadne ugody. Tym razem on stawiał warunki i robił to nie tylko dla dobra świata, co dla dobra swojego dziecka.
- Dobrze wiesz, że to nie takie proste. Przykro mi, podjąłem decyzję. Tak będzie najlepiej dla nas wszystkich.
- Niech cię szlag!
Mistrz ponownie uderzył w szybę i dla Jacka oraz Marthy był to znak, by podać mu kolejną dawkę środków uspokajających. Doktor nie chciał już tego oglądać.


Jeden łyk piwa sprawił, że Jacka ogarnęło błogie uczucie. Należało mu się po tygodniu pełnym wrażeń. W końcu mógł się zrelaksować. Mistrz był na drugim krańcu galaktyki, Doktor czuł się już lepiej, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym, a co najważniejsze wreszcie mieli trochę czasu dla siebie.
- Chciałbym odbyć z tobą stosunek – oznajmił Doktor, wchodząc do kuchni.
Z wrażenia Jack opluł piwem pobliską ścianę.
- Co takiego? - spytał, nie do końca przekonany, czy dobrze usłyszał.
- Chcę się z tobą kochać. - Tym razem Pan Czasu powiedział bardziej po ludzku.
Jednak Jack wciąż miał wrażenie, że zmysł słuchu płata mu figle.
- Proszę powtórz.
- Chcę się z tobą kochać – rzekł jeszcze raz Doktor i zbliżył się do partnera.
Wyglądało na to, że od samego początku Jack słyszał dobrze, ale zdziwienie nie mijało.
- Co się stało? Dlaczego tak nagle...
- Zasługujesz na to.
Ostatnie słowa Doktora sprawiły, że Jack poczuł się niezręcznie. Odłożył piwo i spoważniał.
- Zaraz, zaraz, tak nie może być. Nie chcę, żeby to była zapłata – powiedział.
- To nie jest zapłata. Naprawdę tego chcę.
Dopiero teraz, gdy Doktor podszedł jeszcze bliżej i Jack mógł spojrzeć mu prosto w oczy, zdał sobie sprawę, że Pan Czasu mówi prawdę. Momentalnie zrobiło mu się gorąco i poczuł się jak na pierwszej randce. Do tej pory zawsze dostawał to, czego chciał i dopiero teraz docenił te wszystkie miesiące oczekiwania.
- Chcesz to zrobić... teraz? - spytał niepewnie.
Doktor przytaknął, po czym dodał cicho:
- Chyba, że masz teraz inne sprawy na głowie.
- Nie! - Jack zaprzeczył tak gwałtownie, jakby to była kwestia życia lub śmierci.
Udali się do sypialni i przez chwilę Harkness zastanawiał się, czy to przypadkiem nie sen. Wszystko wydawało się tak nierealne, jakby był naćpany, albo przynajmniej pijany. Gdy całowali się namiętnie, a Doktor rozpinał mu spodnie i koszulę, zastanawiał się, czy za chwilę się nie obudzi. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zaczął pospiesznie rozbierać partnera w obawie, że ten zaraz zniknie, ale minuty miały, a on wciąż czuł jego skórę pod palcami i wilgoć jego ust.
- To się dzieje naprawdę – wydukał, kładąc się z Doktorem na łóżku.
Po raz pierwszy miał okazję zobaczyć Pana Czasu nago i wiedział już przynajmniej, że jego anatomia na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od ludzkiej. Zamierzał poświęcić sporo czasu, by ją dokładnie poznać. Zaczął od wygodnego ułożenia się nad swoim kochankiem, podpierając się rękami i zanim przeszedł do dalszych pieszczot, obleciał go strach.
- Jesteś tego pewien? - spytał i nerwowo przełknął ślinę.
- Jasne, że tak, nie traktuj mnie jak dziewicę.
- Przepraszam.
Doktor przewrócił oczami. Nie tego spodziewał się po Jacku w łóżku. Sądził, że będzie bardziej władczy.
- Co się z tobą dzieje? Myślałem, że jesteś najbardziej doświadczonym człowiekiem na Ziemi.
Bo był, ale to nie zmieniało faktu, że bał się bardziej, niż przed swoim pierwszym razem. W przypadku innych osób nie przejmował się, że może coś pójść nie tak, ale Doktor stanowił dla niego zupełnie odrębny przypadek. Za bardzo mu zależało, by pozwolić sobie na choćby najmniejszy błąd.
Wyglądało na to, że Doktor naprawdę go pragnie i drży z niecierpliwości, więc Jack postanowił nie przeciągać i przejść do konkretów. Uświadomił sobie jednak, że nie pamięta, gdzie schował żel. Nie używał go bardzo długo, więc zaczął po kolei sprawdzać wszystkie szafki.
- Tego szukasz?
Doktor wyciągnął tubkę spod poduszki i uśmiechnął się z rozbawieniem. Przez chwilę Jack gapił się na niego z mieszanką zdziwienia i zakłopotania. Po chwili jednak się zreflektował i wrócił do łóżka.
Nie sądził, że Doktor tak łatwo mu się odda, a jednak Jack nie natrafił na żaden opór, czy wahanie. Wkrótce zapomniał o wcześniejszym strachu i obawach. Cieszył się chwilą, nie myślał już o tym, co może pójść nie tak. Najważniejsze, że Pan Czasu w pełni mu zaufał i wyglądał na zadowolonego. Delikatnie powiedziawszy. Właściwie Jack był gotów zaryzykować narcystyczne stwierdzenie, że dał mu rozkosz, jak nikt inny dotąd, o czym świadczyły odgłosy, które Doktor wydawał. I vice versa.
Zanosiło się na długą noc, gdyż obaj mężczyźni posiadali pewną specyficzną zdolność – szybko odzyskiwali siły. Dopiero po kilku godzinach mocnych wrażeń uznali, że może pora iść spać.
- Ja byłem dla ciebie taki delikatny, a ty nie miałeś litości dla mojego tyłka – stwierdził Jack, czując, że wszystko go boli.
- Sam powiedziałeś, że nie muszę się hamować.
- Nie sądziłem, że będziesz mieć jeszcze tyle pary.
Po chwili Jack zaśmiał się i przytulił kochanka. Nie chciał od razu zasypiać. Miał ochotę jeszcze jakiś czas rozkoszować się chwilą i porozmawiać. Ponieważ nic mądrego nie przychodziło mu do głowy, zadał pytanie, które kompletnie zburzyło romantyczną atmosferę.
- Będziesz dawać mleko?
Doktor nie sądził, że Jack jeszcze go czymś zaskoczy, ale najwyraźniej go nie docenił.
- Czy to jeden z twoich fetyszy? - odparł, z trudem powstrzymując śmiech.
- Po prostu interesuję się twoim ciałem.
Teraz Doktor żałował, że nie poszli od razu spać. Nie miał ochoty na wykłady z gallifrejańskiej medycyny.
- Skoro jestem w pełni wyposażony, żeby wydać na świat potomstwo, to logicznie rzecz biorąc jestem też w pełni wyposażony, żeby je wykarmić.
Tak jak się obawiał, na tym pytania się nie skończyły.
- Czy to znaczy, że będziesz miał cycki?
Gdyby Doktor miał coś twardego pod ręką, na pewno użył by tego, żeby zdzielić partnera po głowie.
- Nie, Jack. Moja anatomia trochę różni się od ludzkiej. Rozczarowany?
- A czy...
- Jack! Jestem po kilkugodzinnym maratonie seksualnym. Możemy iść spać?
Na szczęście jego prośba została spełniona.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,534 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.