Grudzień 13 2018 00:55:34
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Przyjaciele
Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 321
Najnowszy użytkownik: Keira42
Nawigacja
To nie koniec - Rozdział X
- Dobra, dzwonię do niego. - Martha wreszcie podjęła decyzję.
Jack zawsze pierwszy przychodził do pracy i pierwszy z niej wychodził, ale tym razem spóźniał się już prawie godzinę. Pozostali współpracownicy przyznali, że to do niego niepodobne, zwłaszcza, że nawet nie dał znać. Nie chodziło o pracę samą w sobie, umieli sobie bez niego poradzić, ale nieobecność szefa zaczynała ich martwić.
Nim Martha zdążyła wybrać numer, spóźnialski niespodziewanie się pojawił, a beztroski uśmiech na twarzy świadczył, że nie przejął się niepunktualnością. Nie próbował nawet się tłumaczyć, jedynie, jak co dzień, przywitał się z przyjaciółmi .
- Ianto, kawa! - Wskazał palcem na kolegę i zajął swoje zwyczajowe miejsce.
Jego wyjątkowo dobry humor nie umknął niczyjej uwadze. Nie raz widzieli go zadowolonego, ale tym razem musiało się wydarzyć coś szczególnego, bo jego zachowanie przypominało delikatne upojenie alkoholowe. Zapach jednak nie wskazywał na spożycie żadnych środków wyskokowych.
- O czymś powinniśmy wiedzieć? - spytała z zaciekawieniem Gwen.
- Nie przejmujcie się mną, możecie wrócić do swoich obowiązków – odparł beztrosko Jack i sięgnął po kawę, którą przyniósł mu Ianto.
Młodszy mężczyzna skinął na koleżanki, sugerując, by się z nim nieco oddaliły.
- Doktor mu w końcu dał – powiedział, upewniając się, że szef nie słyszy.
- Skąd to możesz wiedzieć? - spytała z rozbawieniem Martha.
- Wyobraź sobie Jacka, który po kilku miesiącach celibatu nagle dostaje to, czego pragnął najbardziej. Jak myślisz, jak by się zachowywał?
- Właśnie tak? - rzekła Gwen twierdząco-pytającym tonem.
Jeszcze raz spojrzeli na Jacka. Zdawał się ich kompletnie nie zauważać. Zdawał się też zupełnie nie przejmować pracą. Właściwie wyglądał na pogrążonego w myślach, a jego mina wskazywała, że są wyjątkowo przyjemne.
Martha chrząknęła i podeszła parę kroków do przyjaciela.
- Doktor dzisiaj nie przyjdzie? - spytała, starając się powstrzymać sugestywny uśmiech.
- Zasugerowałem mu, żeby został w domu. Nieźle go wczoraj wymęczyłem – oznajmił Jack, delektując się wspomnieniem.
- Chyba to raczej Doktor wymęczył jego – Ianto szepnął Gwen na ucho, a ona niemalże wybuchła śmiechem.
Jack nie miał nic do ukrycia i nie przejmował się minami przyjaciół. Wręcz rozpierała go duma. Sprawy dopiero pokomplikowało niespodziewanie pojawienie się Pana Czasu. To była jedna z tych sytuacji, gdy ktoś za wszelką cenę próbuje przy danej osobie zachowywać się naturalnie, przez co efekt jest odwrotny. Zarówno Martha, Gwen jak i Ianto nie zamierzali traktować pożycia przyjaciół jako sensacji, ale uśmiechy same im się cisnęły na usta i z trudem je powstrzymywali.
- Sugerowałem ci zostać w domu – zwrócił się Jack do partnera.
- Właśnie, sugerowałeś. To znaczy, że mogłem albo przychylić się do sugestii, albo ją odrzucić. Wybrałem to drugie.
Po chwili Doktor przyjrzał się minom pozostałych i wiedział już, że rzeczywiście lepiej było zostać w domu. Na koniec posłał Jackowi spojrzenie jasno mówiące „czy musiałeś tak się z tym obnosić?”


Mieszkanie Jacka i Doktora zawsze było czyste i zadbane, choć ani jeden, ani drugi z mężczyzn nie poświęcał zbyt wiele czasu na sprzątanie. Szef Torchwood zarabiał wystarczająco, by raz na kilka dni pozwolić sobie na skorzystanie z usług pomocy domowej. Chciał, żeby przede wszystkim Doktor czuł się komfortowo. Sam nie spędzał zbyt wiele czasu w domu, rzadko ktoś też u nich gościł. Natomiast Pan Czasu przesiadywał w mieszkaniu coraz częściej. Czuł się w pełni sprawny, ale Martha zasugerowała mu, żeby się nie przemęczał. Zdecydowanie bardziej przychylał się do jej rad, niż Jacka. Czasem składała przyjacielowi wizytę, by dotrzymać mu towarzystwa i sprawdzić, czy niczego nie potrzebuje.
- Kupiłam ci drobny upominek – powiedziała, gdy weszła do domu i wręczyła Doktorowi papierową torebkę.
- Z jakiej to okazji?
- Z żadnej. Przypadkowo wpadło mi w oko i pomyślałam, że ci się przyda.
Gdy Pan Czasu zajrzał do środka, poczuł się trochę zawstydzony.
- Ubranko dla dziecka? Chcesz powiedzieć, że przez przypadek znalazłaś się w sklepie z artykułami dziecięcymi?
- Cóż... - Tym razem Martha popadła w zakłopotanie. - Chciałam ci coś dać. To u nas normalne, że jeden przyjaciel kupuje drugiemu prezent, gdy ten spodziewa się dziecka.
- Dziękuję... - odparł Doktor, wciąż lekko zmieszany. - Napijesz się czegoś?
- A co masz?
- Pomyślmy... sok bananowy.
- Może być.
Martha rozsiadła się w fotelu w pokoju gościnnym, a Doktor po chwili do niej dołączył.
- Kupiliście już kołyskę? - spytała kobieta, popijając napój.
- Jeszcze nie.
- A wózek?
- Nie.
- To co już masz?
Doktor nie odpowiedział od razu. Podrapał się po głowie, pozwolił sobie na chwilę zastanowienia i podniósł torebkę z upominkiem.
- To – padła wyjątkowo lakoniczna odpowiedź.
- Chcesz powiedzieć, że nie poczyniłeś absolutnie żadnych przygotowań? Zostały trzy miesiące, to wcale nie tak dużo. - Marthę zaniepokoiła opieszałość przyjaciela.
- Wiem – przyznał ze skruchą Doktor i zwiesił głowę.
Nie trudno było się domyślić, że coś go dręczy. Lekarka nie zamierzała tego zbagatelizować. Jej wsparcie nie ograniczało się tylko do opieki medycznej.
- Jeśli masz jakiś problem, nie wstydź mi się o tym powiedzieć.
- Po prostu... - Doktor odstawił szklankę i wziął głęboki wdech – zastanawiam się, jakie ona ma szanse na normalne życie. Urodzi się, podrośnie i co potem? Mam ją posłać do szkoły, nauczyć żyć jak człowiek z XXI wieku? Nigdy nie będzie taka, jak ludzie. Z drugiej strony, czy gdzie indziej będzie miała lepiej?
Martha doskonale zdawała sobie sprawę, że Doktor ma wiele racji, ale też uważała, że wyolbrzymia niektóre problemy.
- Ważne, że ma ciebie i Jacka, reszta jest mniej istotna. Potrzebuje przede wszystkim waszej miłości.
Nagle z przedpokoju dobiegł dźwięk telefonu komórkowego.
- Przepraszam – Martha wstała i poszła odebrać. Ucieszyła się, gdy usłyszała głos partnera. - Cześć, Mickey, co słychać? Znowu zawalili cię robotą?
- Chcę wiedzieć, co jest grane. - Ton głosu mężczyzny wskazywał, że nie podziela zadowolenia towarzyszki.
- Nie rozumiem, co masz na myśli.
- Zamierzasz jeszcze kiedykolwiek wrócić?
Martha wyraźnie słyszała, że Mickey jest zdenerwowany. Nie łatwo było się z nim rozstać na kilka miesięcy, a z jeszcze większą trudnością przychodziło jej ukrywanie prawdziwego powodu współpracy z Torchwood. Wiedziała jednak, że rozmowy mogą być podsłuchiwane i nie mogła sobie pozwolić na jakikolwiek wyciek informacji o Doktorze.
- Mówiłam ci, że wrócę, jak znajdą lekarza na stanowisko Owena. To nie takie proste.
- Z początku w to wierzyłem, ale to się ciągnie już zbyt długo. On wrócił, prawda? - Mężczyzna wyraźnie zaakcentował słowo „on”.
- Co też ci przyszło do głowy? - Martha wciąż próbowała grać, ale czuła, że już nie zdoła przekonać partnera.
- Z Rose było to samo. Wystarczyło, że się zjawił, a ona znikała. Wiem, że chodzi o Doktora. Powiedz tylko, czy zamierzasz jeszcze kiedykolwiek wrócić?
Ponieważ głośnik w komórce był włączony, Pan Czasu słyszał całą rozmowę. Doceniał, że Martha ryzykowała własnym związkiem, by go chronić, ale uznał, że przyszedł najwyższy czas się odwdzięczyć i położyć kres kłamstwom.
- Podaj mi telefon – rzekł spokojnie lecz poważnie, wyciągając do przyjaciółki dłoń.
- Nie rób tego – szepnęła Martha zasłaniając słuchawkę. - Jeśli UNIT się o tobie dowie, nie da ci spokoju.
- Zaufaj mi.
Doktor miał niezwykły dar przekonywania, więc kobieta w końcu mu uległa i dała telefon. Z bólem słuchała, jak Pan Czasu wyznaje jej towarzyszowi całą prawdę. Z jednej strony cieszyła się, że nie musi już go okłamywać, z drugiej, trudno było jej pogodzić się z faktem, że wszystkie starania poszły na marne. Nie uważała UNIT za złą organizację, wszakże sama do niej należała, ale nie ufała im w stu procentach.
- Rozłączył się. Powiedział, że potrzebuje chwili, by przetrawić wszystkie informacje. - Doktor oddał koleżance telefon.
- Zdajesz sobie sprawę, że teraz UNIT się tobą zainteresuje? Będą chcieli cię badać, obserwować...
- Pracowałem dla nich w latach siedemdziesiątych, powinnaś o tym wiedzieć. Nie martw się, poradzę sobie z nimi. Nie zrobią nic wbrew mojej woli, już ja się o to postaram.


Stało się dokładnie tak, jak przewidziała Martha: UNIT zainteresował się Doktorem, a w szczególności jego stanem. Jednak Pan Czasu za bardzo się tym nie przejął, poczuł się wręcz jak za dawnych lat. Gdy przyprowadzono go do bazy, powróciły wspomnienia – niektóre przyjemne, inne wolałby wymazać ze swojego umysłu . Na szczęście tych pierwszych było odrobinę więcej.
Domyślił się, że w pierwszej kolejności będą się chcieli nim zająć naukowcy, ale nie przerażało go to, bo wiedział, jak wszystko rozegrać. Czekał spokojnie w gabinecie, wyjadając ciastka z miski, która stała na biurku. Zastanawiał się, czy osoba, która rzekomo miała się nim zająć będzie stereotypowym starszym panem w białym kitlu, młodą, miłą kobietą, jak Martha, czy może jeszcze kimś innym. Pierwsza opcja okazała się prawdziwa.
Mężczyzna najpierw z niezadowoleniem spojrzał na prawie pustą miskę, w której zostało jedno połamane ciastko, po czym przeniósł wzrok na Pana Czasu. Przez chwilę sceptycznie mu się przyglądał, jakby próbując dojść, czy na pewno ma przed sobą legendarnego Doktora. Obejrzał go od stóp do głów, obszedł dookoła, po czym na jego twarzy pojawił się niespodziewany uśmiech.
- Jestem dr Roberts. To prawdziwy zaszczyt pana poznać. Wiele o panu słyszałem. - Uścisnął kosmicie dłoń i postanowił przejść do sedna. - Jeśli nie ma pan nic przeciwko, chciałbym wykonać parę badań – rzekł z wielkim podekscytowaniem.
- Właściwie to miałbym coś przeciwko. Dr Jones jest moim lekarzem i jeśli interesuje pana moja fizjologia proszę z nią porozmawiać, albo poprosić o udostępnienie notatek – wyjaśnił spokojnie acz stanowczo Doktor.
Jego odpowiedź zaskoczyła i zakłopotała naukowca, który jednakże nie zamierzał tak łatwo się poddać.
- Mam rozkaz od dowództwa, muszę przedstawić raport z badań.
- Jak już mówiłem, proszę poprosić o pomoc dr Jones. Zaoszczędzi to panu wiele pracy i dobrze pan na tym wyjdzie. Chyba, że od samego początku pana celem było zobaczenie mnie nago.
Wypowiedziane z premedytacją, ostatnie słowa odniosły skutek i wprowadziły naukowca w stan głębokiego zakłopotania. Doktor to wykorzystał i najzwyczajniej w świecie opuścił gabinet, kierując swoje kroki do biura osoby dowodzącej. Była nią brygadier Teresa Kowalski, niezbyt atrakcyjna blondynka, która, sądząc po sylwetce, w walce wręcz mogłaby położyć na łopatki niejednego mężczyznę. Prowadziła właśnie długą rozmowę z Marthą, gdy Doktor wszedł do środka i im przerwał.
- Dalej ją pani męczy? Z całym szacunkiem, to chyba niekonieczne? - powiedział bez skrępowania.
- Dr Jones zataiła pewne fakty, nie możemy tego tak po prostu zignorować – wyjaśniła kobieta. - Została oddelegowana do Torchwood po to, by bronić bezpieczeństwa narodowego, a nie pana niańczyć.
- I zapewniam, że z obowiązku wywiązuje się doskonale. Zakładam, że jest pani nie tylko piękna, ale też inteligentna i zrozumie, że karanie dr Jones nie przyniesie żadnych korzyści, a jedynie pokomplikuje sprawy – powiedział Doktor, z nadzieją, że brygadier nie jest lesbijką i ulegnie jego urokowi osobistemu. Nawet się wymownie uśmiechnął.
Zaś Martha popatrzyła na przyjaciela wielkimi oczami, bo pierwszy raz słyszała, żeby ktoś nazwał jej szefową piękną.
Plan się powiódł. Oficer zarumieniła się i uśmiechnęła mimowolnie, pozytywnie zaskoczona. Doktor odetchnął z ulgą. Mówienie brzydkim kobietom, że są piękne zawsze pomagało.
- No dobrze, przymknę na to oko. Jest pani wolna - oznajmiła kobieta, wprawiając Marthę w niemałe zdziwienie.
- Dziękuję i przepraszam za wszystko.
Lekarka pokłoniła się nisko, a gdy wstała Doktor zajął jej miejsce. Po chwili został sam na sam z oficer.
- Czytałam raporty z pańskich dokonań, gdy współpracował pan z UNIT. Ponieważ, jak mniemam, zamierza pan spędzić na Ziemi sporo czasu, chciałabym wznowić tę współpracę - kobieta przedstawiła sprawę.
- Pomagam już Torchwood, plus pewne czynniki, o których już pani wie, nieco to komplikują. - Doktor położył dłoń na swoim brzuchu, by dać do zrozumienia, co ma na myśli.
- Możemy poczekać. Akurat będzie miał pan czas, żeby wszystko dokładnie przemyśleć. Oferta jest bardzo korzystna. Będzie pan otrzymywać wysoką pensję.
- Pieniądze nie mają dla mnie znaczenia.
- A powinny, w pana obecnym położeniu.
Doktor milczał i czekał, ciekaw, co jeszcze oficer ma mu do powiedzenia. Wiedział, że UNIT do niczego nie może go zmusić. Nie ryzykowaliby utraty tak potężnego sprzymierzeńca.
- Jest ktoś, z kim pewnie chciałby się pan spotkać. - Kobieta nagle zmieniła temat. - Choć mam nadzieję, że znajdzie pan też trochę czasu dla mnie. - Tym razem ona uśmiechnęła się wymownie, a Doktora aż ciarki przeszły .
Wiedział, że prawiąc komplementy, podejmuje ryzyko. Teraz jednak była to kwestia drugorzędna. Zaintrygowało go to, co przed chwilą powiedziała oficer oraz fakt, że został odeskortowany do innego pomieszczenia. Wszystko się wyjaśniło, gdy ujrzał osobę, która na niego czekała. Choć od ich ostatniego spotkania minęło wiele lat i mężczyzna znacznie się postarzał, Pan Czasu poznał go bez problemu. Doktor nigdy nie zapomniałby tych charakterystycznych, mało twarzowych wąsów.
- Brygadier Alistair Lethbridge-Stewart?! - wykrzyknął z radością, ekscytacją i zaskoczeniem jednocześnie.
- Generał! - poprawił go mężczyzna. - Emerytowany, ale mimo wszystko.
- No tak, przecież minęło tyle czasu. Rany, to naprawdę ty!
- Przyznaję szczerze, że gdy powiedziano mi, że Doktor wrócił, nie za bardzo chciało mi się w to wierzyć - rzekł mężczyzna sceptycznym tonem. Zamierzał dokładnie sprawdzić, czy nie ma do czynienia z kimś innym. - Jak nazywał się twój samochód?
- Bessie.
- Jaką miał rejestrację?
- WHO-1. Aż sam się sobie dziwię, że jeszcze pamiętam takie szczegóły.
Wyraz twarzy generała radykalnie się zmienił, przechodząc najpierw w zdziwienie, potem w zadowolenie.
- Doktorze, jesteś taki młody... To dziwne uczucie widzieć cię takiego, po tylu latach - powiedział i uściskał dawnego kompana.
- Regeneracje mi służą - zażartował Pan Czasu.
Zaciekawił go fakt, że generał nie sprawiał wrażenia specjalnie zszokowanego jego stanem, który był już całkiem widoczny. Prawdopodobnie przed ich spotkaniem wszystkie fakty zostały mu przedstawione, ale Doktor i tak spodziewał się nieco innej reakcji.
- Myślałem, że trochę bardziej zdziwisz się na mój widok - powiedział. - I nie mam na myśli nowej twarzy.
- Przez te wszystkie lata widziałem wszystko. Nic mnie już nie zdziwi, w szczególności w twoim przypadku - wyjaśnił ze spokojem generał. - Chcę wiedzieć tylko jedno, choć pewnie mówienie o tym nie jest dla ciebie łatwe. Kto to zrobił?
Doktor spodziewał się takiego pytania i psychicznie się na nie przygotował.
- Mistrz - odparł i westchnął.
Tym razem również nie spotkał się z zaskoczeniem ze strony rozmówcy.
- Nie pytaj czemu, ale czułem, że to powiesz - generał spoważniał. - Znowu wrócił?
- Nie martw się, uporałem się z nim. Nie stanowi już zagrożenia.
Słowa Doktora uspokoiły oficera. Wierzył mu na słowo. I choć było wiele rzeczy, o których chciał porozmawiać, sprowadzono go, by poruszył jeden, konkretny temat.
- Chcą, żebym cię przekonał do ponownej współpracy z UNIT - powiedział bez dalszego przeciągania.
- A ty tego chcesz?
- To już nie moja sprawa. Wszystko zależy od ciebie.
- Pożyjemy, zobaczymy - odparł Doktor, wstrzymując się na razie od ostatecznej decyzji.
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?

1,259,629 unikalne wizyty

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.